27.04.2012

Głód

Jestem na głodzie. Dosłownie i w przenośni.

Chyba jeszcze nigdy w życiu nie akceptowałem własnego ciała ani seksualności. Było tylko co raz gorzej, aż do któregoś dnia. Nawet nie wiem, kiedy w tym zakresie zacząłem się zmieniać.

Siedzący tryb życia przez pracę i hobby, brak systematycznej aktywności sportowej, odziedziczone i środowiskowe złe przyzwyczajenia żywieniowe, brak akceptacji siebie, depresja po śmierci bliskiej osoby, irracjonalne kompleksy, zajadanie smutków, brak motywacji do zmiany. Jedyny pozytywny skutek uboczny: mniejsze zainteresowanie ze strony płci przeciwnej.

Zbierałem przez wszystkie lata, by teraz mieć co tracić. Chciałoby się szybciej. Niesamowite, że tyle determinacji można odnaleźć wraz z akceptacją. Walczę o więcej, więc nie przestaję. Choć to początek, a prawdziwy wysiłek i budowanie sylwetki dopiero przede mną, pierwsze efekty diety już są obgadywane (pozytywnie) przez żeńską część mojego otoczenia. Palę się ze wstydu, ale cóż, nie dla niej to robię.

Przede wszystkim odchudzam się dla siebie. Dopóki sam nie zaakceptuję i wciąż wstydzę się swojego wyglądu, nie chcę się pokazywać gdziekolwiek i komukolwiek. Jeżeli w ogóle nie wyglądam aż tak koszmarnie, jak się czuję, to tym bardziej chcę się dalej zmieniać. Nie oczekuję akceptacji w oczach innych, jeśli sam nie znajduję jej we własnych. I nie chodzi o skrajności, bo ani nie zostanę misterem Polski [:)], ani waga czy lustro nie pękają w kontakcie ze mną. Chodzi tylko o choć ciut lepsze samopoczucie we własnym ciele.



Nie wiem tylko, ile starczy mi cierpliwości i silnej woli. Obie niby po trochu wrodzone i wyuczone, ale głód życia na wiosnę rośnie...


Nie godząc się z byciem gejem, przez lata coraz bardziej zamykałem się w domu i przed ludźmi. Choć jestem nieśmiały na nowe sytuacje i nie lubię być (co nie znaczy, że nigdy nie jestem) w centrum uwagi, to duszę, serce i umysł cały czas mam z uśmiechem w pełni otwarte na ludzi i świat. Od samotności wolę pokój pełen ludzi, od cichej mieściny --- tętniącą nocą metropolię. Teraz, gdy wreszcie coraz bardziej jestem sobą, wszystkie głupie wewnętrzne bariery nierównomiernie pryskają.

Póki co, jeszcze wolę spędzać czas samotnie pośród tłumu ludzi lub ze starymi znajomymi. Wreszcie moje zmysły zanurzam w Sztuce bez obaw, co ludzie pomyślą. Jestem głodny Kultury. Kocham muzykę, kino i teatr. Dla nich chętnie łamię rutynę chociażby w środku tygodnia, by tylko wyrwać się z jednej miejscowości do drugiej, choćby kosztem portfela i zarwanej nocy, bo rano do pracy. Odkrywam nawet wrażliwość na te rodzaje sztuki, za którymi generalnie nie przepadam. W końcu nic co ludzkie nie jest mi obce. Nie są to puste słowa. Choć muszę je sobie wciąż przypominać.

Przestałem się przejmować reakcją otoczenia na takie moje "fanaberie". Głównie reakcją Domownika, w którego oczach burzę święty porządek rzeczy (a jakże dopiero zamierzam zburzyć...). Przestałem mieć wyrzuty sumienia, że wszyscy z trudem ciułają grosz do grosza, żeby wydać go na podstawowe potrzeby bytowe, podczas gdy ja "marnuję" jakieś pieniądze na "przyjemności" (niech i tak Im będzie, jeśli tylko tyle rozumieją i widzą). Porzuciłem nawet obawy przed krzywymi spojrzeniami zaobrączkowanych matek, którym rodzinne obowiązki uniemożliwiają korzystanie z życia (tak Im się w każdym razie wydaje).

Wcale nie podoba mi się bycie singlem, ale skoro co najmniej przez jakiś jeszcze czas nadal nim jestem, to czemu czasem by nie korzystać.


Czy nie rzucić się głębiej? Kilka rzeczy w mojej miejscowości i pracy doskwiera, duża zmiana w życiu mogłaby dopomóc jeszcze większym, pożądanym i wymarzonym zmianom. Jakże mam być sobą, wciąż mieszkając z rodziną, która nic nie wie. A jak się dowie, może być różnie. Głupi racjonalizm gasił podejmowanie ryzyka, ale tak do niczego nie dojdę. W wyścigu szczurów uczestniczyć nie chcę, ale wszystkiego w życiu jeszcze nie osiągnąłem.


Rok wielkich życiowych wyborów jeszcze się nie skończył. Do niektórych głodny wszystkiego chłopiec w środku mnie dopiero dorasta.


PS.
Fajnie byłoby wiedzieć, że ktoś w rodzinie też jest gejem, że nawet w rodzinie nie jest się samemu... Serce i rozum podpowiadają, że Kogoś można wprost zapytać, ale strach przed pomyłką jest silniejszy...

piosenka: MGMT, Time to Pretend z albumu Oracular Spectacular, 2007
wideo: ekipa Original Skateboards w Puerto Rico, 2009

21 komentarzy:

  1. Ile w tym siły i optymizmu! Trzymam kciuki. Przy okazji, jaką stosujesz dietę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Jestem laikiem w wielu jeszcze rzeczach, diety nie planowałem, jakoś samo się zaczęło bez przygotowania, więc nie wiem, czy wszystko robię dobrze... Staram się ograniczać objętościowo wszystkie posiłki. Przede wszystkim nie jem na siłę, "bo kolacja", "bo obiad" --- jak mnie to zawsze irytowało! Przykro mi, że odmawiam tym samym wspólnego posiłku z Domownikiem, ale trudno, tym razem to ja jestem ważniejszy. Jak nie jestem za bardzo głodny, to przecież nie muszę jeść. I przede wszystkim potrafię być głodny (przez lata niemal obce uczucie, teraz na porządku dziennym). W pracy przegryzam tylko jabłko lub marchewkę. A poza tym nie jem słodyczy, pieczywa czy ulubionych kalorycznych potraw (typu pizza). Jak mnie czymś nieodpowiednim częstują lub ja muszę poczęstować kogoś, sam biorę co najwyżej jedną porcję. Zupełnie odwrotnie niż kiedyś. I dopiero teraz wiem, co to znaczy po trzykroć (gdy raz nie pomaga) odmawiać: nie, dziękuję...

      Usuń
  2. determinacja drogą do sukcesu... uda się, jeśli w to będziesz wierzył. wtedy ponoć nawet góry można przenosić!
    a co do samoakceptacji... stary koń ze mnie [32] a nigdy nie zaakceptowałem swojego bycia innym. ale czy inny musi być gorszy? wiele lat zastanawiałem się, czemu jestem gorszy. nie jestem! po prostu żyję, kocham i pragnę inaczej. ale na pewno nie gorzej!

    trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już tam stary [29], odpuść sobie :P Na pewno nie gorszy, choć i ja z tym się mierzyłem, i nie było łatwo. Grunt to znaleźć sobie motywację, gór może nie przeniosę (się tam też nie zamierzam przenosić, choć lubię), ale coś może uda się osiągnąć :)

      Usuń
  3. Ja się tylko w zasadzie odniosę do Twojego P.S. :)
    Sam miałem okazję doświadczenia takiego "polowania" na łonie rodziny i powiem Ci, że okazały się bardzo owocne. Już teraz zespołowo (dwóch kuzynów i kuzynka - czyżby genetyka jednak?) prowadzimy kolejne "nabory". Wbrew pozorom wychodziło u nas z tego więcej śmiechu i zabawy, niż traumatycznych przeżyć.
    Powodzenia w realizacji postanowień.!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to geny, tego nie wiem. Ale na słowo "polowania" uśmiechnąłem się serdecznie :D Też bym tak chciał... :)

      Usuń
    2. Jeszcze się nie wyoutowałem w najbliższej rodzinie, a co dopiero w dalszej. Wśród najbliższych w jakimś bliskim czasie to nastąpi, z dalszymi będzie różnie, ale dopiero gdy dowiedzą się najbliżsi.

      Poza tym, mam empatyczny kłopot, próbując się wczuć w uczucia potencjalnego heteryka posądzonego o odmienną orientację. Jedni się pośmieją, ale wyobrażam też sobie, że ktoś mógłby poczuć się niesłusznie obrażony stereotypem, od czego ja gej wolałbym go uchronić. Poza tym, ja nie wiem, czy mój krewny potrafi się przyznać, aż tak go dobrze nie znam, choć bez względu na odpowiedź czuję, że to bratnia dusza (nie mylić z ciałem :P mówię w końcu o kuzynie :P).

      Usuń
    3. Hmm, strasznie to u Ciebie skomplikowane się wydaje, ale rozumiem w czym rzecz.

      Usuń
    4. Kamilu, wierz mi, że jest coraz to mniej skomplikowane (rozmawiasz z kimś, który zaczął zmieniać własną psychiczną postawę ledwo 2 miesiące temu --- subiektywnie oceniam, że gnam jak po autostradzie).

      A krewnego szanuję bez względu na wszystko, po prostu za to, Kim jest. Nie chciałbym Go krzywdzić moją ciekawością. Może być sobie hetero, może być homo, może się nie przyznawać, ja mogę nie pytać. Ale jakoś to z nim poruszę ;)

      Usuń
    5. Mam nadzieję, że nie jest to polska autostrada, bo to raczej wyboista droga z okresowymi ograniczeniami prędkości:). Tak, czy owak, to Twoja droga i Ty po niej prowadzisz tę maszynę. Ja mogę trzymać kciuki za bezpieczne dotarcie do celu. :)

      Usuń
  4. zazdroszczę silnej woli, moje diety to max tydzień :D - choć też muszę coś ze sobą zrobić. Z drugiej strony jestem zdania, że trochę ciałka u faceta musi być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nawet trochę niepokoję, czy ze mną wszystko OK ;), bo kolejny tydzień z głodem, a optymizm i humor wciąż mi dopisują, a wciąż się nie poddałem... :D
      U mnie zostało go jeszcze sporo, oddam w promocji ;)

      Usuń
    2. haha ale to u innych facetów ma być więcej ciałka a nie u mnie :D

      Usuń
    3. Ostatecznie możemy wspólnie wypracować jakiś kompromis :P ;) Ja pozbywania się ciałka nie zamierzam przerywać, sorry Winnetou! :)

      Usuń
    4. hmmm no dobra to czekam na propozycję hehe :P

      Usuń
  5. Ja po 5 latach powiedziałem o sobie najlepszemu kumplowi z liceum o sobie. I o tym, że się w nim kochałem.

    Do dziś już się już nie odzywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tfu tfu w moich najlepszych kumplach ani kuzynach nigdy się nie zakochałem, na szczęście. Choć wobec mniej bliskich kolegów szkolnych już tego zupełnie pominąć nie mogę... :) [tylko szkoda, że pozwoliłem wtedy tak temu we mnie platonicznie dogorywać].

      W każdym razie tych najbliższych traktuję aseksualnie jak rodzonych braci. Co nie zmienia faktu, że gdy Im powiem, też mogę Ich stracić, zwłaszcza jednego. Jeśli zaboli, trudno.

      Usuń
  6. Po pierwsze - trzymam kciuki za dietę, też bym musiał się zmobilizować, z podobnych powodów.
    Po drugie - ja bym się przestraszył na śmierć, gdyby jakiś mój brat powiedział, że jest gejem. No kaman, wolę być ten speszal łan :]
    Po trzecie - kurde, co jest specjalnego w tym roku 2012, że wszyscy postulują żeby przechrzcić go na rok pełen zmian. To znaczy wiem, że dla mnie jest w miarę ważny, bo kończę studia, bo praca, bo samodzielność, bo egzmain na aplikację, ale wszyscy teraz przeżywają to co ja :D

    Po czwarte - gubię się na blogspocie, ratuj :(

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tak samo trzymam kciuki za dietę :) jak będę miał czas wrzucę zestaw ćwiczeń na bloga, to może coś się Tobie przyda. Hmy tylko to już tak do końca życia trzeba się zdrowo odżywiać, żeby jojo nie było, wiesz o tym na pewno :) Znam osoby które nie jedzą raz w tygodniu wgl. tak jak kiedyś to chyba u chrześcijan wyglądało z postem :)I mają efekty spore. A może łatwiej będzie Tobie wszystko spalić i zamienić w zbędne kilogramy w mięśnie :) Bo facet nie powinien wyglądać nie jak wióry ale to tylko moje zdanie, lepsi są umięśnieni ;) Tylko wszyscy są leniwi a trzeba dać coS z siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nigdy nie byłem zwolennikiem diet, cudownych przemian, walki o swoje cudowne alter ego... ale jesli ma to poprawić Twoje samopoczucie i spowodowac, ze bedziesz czul sie wspaniale to chyba jest o co walczyc. co nie zmienia faktu, ze i tak wyznaje zasade iz liczy się wnętrze, a cała reszta nie akceptująca mojej wizualnej strony może mi naskoczyć.
    ps. podejrzewam w rodzinie kuzyna o sklonnosci homo ale jakos nie mam odwagi zapytac :D zreszta chyba chce byc wyjatkowym w rodzinie bez zbednej konkurencji ;)

    OdpowiedzUsuń