wtorek, 29 października 2013

Dojrzewanie miłości

Boże, dlaczego mnie obarczasz moim homoseksualizmem? 

Takim zwątpieniem i cierpieniem dzieliłem się tu jakiś czas temu, przeżywając kolejne etapy takiego człowieka, jakim jestem, nie zgadzając się z tym, co to miało wówczas w moim życiu oznaczać.

Co zmieniło się w nim od tamtego czasu? Wiele i niewiele zarazem :) Powoli, wszystko w swoim czasie. Zapominając o tamtych emocjach, zamiast nich wolę tu podzielić się tymi dobrymi :) Dalej pragnę i próbuję żyć miłością do i od (dla, dzięki, w, przez) Boga i Człowieka.



Cyrus Reynolds & Steve Gibbs, With Our Heads Held High, 2012

„Próbuję” — a nie: „już w pełni żyję”, bo skromnie i uniżenie chcę pamiętać, że ograniczony i niedoskonały, jestem zaledwie na drodze do pełni, którą jak wierzę wskazuje Jezus Chrystus. Nie chcę osiągać takiego mniemania, jakoby On nie mógł już mieć nic do powiedzenia więcej nowego w Naszym życiu. Ufam natomiast, że dozgonna i wierna miłość ocala i wypełnia życie, do którego jesteśmy razem powołani.

„Człowieka” — a nie: „mojego Mężczyzny”, bo płeć ciała nie wyczerpuje, lecz wespół z wieloma czynnikami tylko rozpoczyna wspaniałą opowieść, którą nieprzymuszonym pragnieniem współistnienia w pełni dla kogoś i z kimś, współtworzymy pośród innych Pięknych Dusz. Ujawniając niewiele ponad Naszą prywatność, umacniamy się do dawania w odpowiednim czasie dojrzałego, odpowiedzialnego i skromnego świadectwa, że w związku stanowimy i dajemy z siebie innym i sobie nawzajem więcej, niż moglibyśmy samotnie.


Inspirowany pewnymi dyskusjami, spoglądam teraz na poszukujących odpowiedzi na pytania podobne do tego, jakie przytoczyłem na początku. Jestem jednym z Was. Ani lepszym, na wielu polach gorszym, cokolwiek to skromnie nie znaczy. Po prostu, jestem niewiele więcej niż niedoskonałym człowiekiem z ciała i duszy. Choć każda historia jest inna, być może i nasza jest niepowtarzalna, a zarazem taką, jaka być miała, byśmy chcieli i potrafili widzieć, słuchać, czuć, myśleć, mówić i być zrozumianym. Co nie ukrywam, nie przychodzi mi z łatwością w tym samym zakresie, czasie i miejscu.

Czy i co mogę Tym Pytającym tutaj reprezentować sobą? Czym w tej ludzio-czaso-przestrzeni mogę ośmielać się chcieć podzielić z tymi Ludźmi, którzy nie w pełni akceptują to, że spotyka ich własna homoseksualność? W różnym wieku kalendarzowym, w różnym stopniu życiowych komplikacji i balastu przeżyć lub braku niektórych? W kontekście wiary?

Nie roszczę nikomu ani sobie nieomylności, ale każdy z nas ma różne spostrzeżenia, przemyślenia, przekonania i ich realizacje, które mogą ulegać przemianom lub trwać niezmiennie, z różnym w tym wysiłkiem pokładanym przez i kosztem nas i innych wokół.


Po pierwsze, nic nie musisz. Owszem, możesz. Żyć w taki (jaki?) sposób z człowiekiem lub ludźmi swojej płci, albo wyrzekać się realizowania swojej seksualności. Owszem, masz do tego prawo i nikt nie może ci tego odbierać, chyba że sam czynisz tak wobec innych. Nie oczekuj i nie projektuj nań swoich zmagań, jeśli nie dopuszczasz do siebie cudzych. Czyń z własnej seksualności, a z cudzej za dojrzałą zgodą, świadomy użytek lub nieużytek, cieleśnie i duchowo, odpowiednio do momentu i okoliczności swojego życia, pamiętając, że nastąpią kolejne. Nie zapominaj, że drugi człowiek też nic nie musi i tylko gdy pragnienia i konsekwencja dwojga się spotykają, może mieć to sens. Nie żądaj ani nie poniżaj kogoś ani siebie, błagając o taki sens samemu. Nie musisz być szczęśliwy, bo szczęścia rodzone są przez drobne szczegóły pomimo innych drobnych szczegółów, a nie przez całą wszechogarniającą rzeczywistość. Ale jeżeli będziesz szczęśliwy (czyli nie jesteś, ale miewasz nadzieję i te słowa odczytujesz jako adresowane do siebie) — nie stanie się to samo bez twojej cierpliwości, wytrwałości i spokoju ducha.

Po drugie, nie musisz być pewien. Nie musisz natychmiast być pewnym wszystkiego, znać, wiedzieć i osiągnąć wszystko. Masz życie, a nie moment na to, by je całe zrealizować. Rób to mądrze i rozsądnie w całości, ale niekoniecznie przesadnie w każdej chwili. Nie podążaj za coraz nowszymi doznaniami, gubiąc po drodze siebie i ludzi, dzięki którym byłeś częścią czegoś wspaniałego. Nie wykorzystuj cudzej niedojrzałości i słabości, nie szastaj tym co tobie chociażby obojętne. Próbuj się nauczyć, po co, jak i z kim dzielić się sobą i czerpać z kogoś zgodnie z tym, co podpowiada umysł i ciało, albo z premedytacją poświęcać zaniechanie dzielenia i czerpania — innym równie pięknym celom, szanując cudzą miłość i zaangażowanie.

Kieruj się swoim sumieniem. Działaj zgodnie ze sobą, ale nie krzywdząc innych. Nie zastępuj cudzym sumieniem własnego ani cudzego własnym. Poszukuj i otwieraj się na Boga i Ludzi, bez których Go nie odnajdziesz, nie odbierając Mu możliwości działania za ich pomocą. Nie zrzucaj odpowiedzialności za życiowe decyzje na spowiednika, partnera, rodzinę ani sąsiadów, doszukując się usprawiedliwienia własnych lęków, obaw, niepewności i niepodjętego ryzyka — w opiniach i osądach innych, z pominięciem własnego sumienia. Słusznie wyczekując zrozumienia, tymczasem próbuj zrozumieć i wyczuć przyczyny i skutki niezrozumienia cudzego stosunku do twojej i czyjejś życiowej sytuacji. Nie potępiaj innych za to, że nie rozumiesz ich odwagi dojrzałości życia, którego ty masz prawo nie chcieć tak współtworzyć, ani ich niedojrzałości życia, którego skutkom ty nie musisz sprostać — zwłaszcza jeśli artykułowanie negatywności ocen nie czyni z nich lepszych ludzi.

Podtrzymuj i oczekuj wierności. Wierności swoim ideałom i wierności swojej naturze, a jeżeli zechcesz nią kogoś obdarzać, to i wierności jemu i jego. Nie poszukuj na siłę, ale też nie gódź się na cudzy spokój, który go nie daje, lecz odbiera, Tobie. Kończ się tam, gdzie zaczynają inni, jak wolność. Po co zgadzasz się na tymczasowość, skoro poszukujesz stabilności i oddania? Czy i jak będziesz czynić trwałość związku pożyteczną wam i wokół, jeśli ktoś o to każdego ranka sennie obok prosić będzie Ciebie? Uważając, że to inni zawodzą, w sobie szukaj zwycięstwa, z którym podzielisz się z właściwą osobą.

Nie wtrącaj wszystkich ani nie daj siebie wtrącać do jednego worka. Będąc wpierw człowiekiem, potem mając jakiś zawód, płeć, seksualność, przeszłość i jakiś z nich użytek lub nie — unikaj uogólniania, nie generalizuj, jeśli sam nie chcesz być tak samo potraktowany, a jeśli nawet, pamiętaj, że inni mają prawo być temu przeciwni. Dostrzegając odmienne wartości i różne ich realizacje, swoje i cudze, nie przypisuj innych innym, odtwarzając sobie tylko znane schematy i doświadczenia, jeśli gdzie indziej nie muszą mieć powtórzenia. Nie wypełniaj normy statystyczną większością, nie podpadaj pod statystyki jeśli nie chcesz, lecz twórz przeciętność tak najpiękniejszą, jak chcesz, by była. Czerp i pomnażaj otrzymane dary, pośród których kochać może być tym najpiękniejszym.



Dysponuję tutaj tylko słowami, które nie muszą być zrozumiane w takim znaczeniu, jakie chciałem im nadać. Piszę to z perspektywy człowieka, który akceptuje własną i cudzą seksualność i jej spełnienie przy dojrzałej zgodzie wszystkich stron. O ile kto chce i odważa się — spełnienie w trwałej i wiernej miłości nadającej seksualności właściwy sens zgodny z życiowym powołaniem i osobniczą naturą. Jednocześnie skromnie uzurpuję sobie wolę zerkania z zamiaru obiektywnie z zewnątrz, unikając skrajności, dopóki nie prowadzą do dyskusji ani pokojowego współistnienia. Piszę to do poszukujących, którym nieheteronormatywna seksualność przeszkadza wierzyć, a wiara lub niewiara — nadawać tej seksualności sens, choć innej nie mają, a zmuszać do udawani siebie ani innych nie powinni.

wtorek, 8 października 2013

Panta

Po drodze migotały słowa, zastygały dźwięki i radowały kolory, stawali ludzie i tańczyły miejsca, wybrzmiewał czas... Wszystko to samo: blog, ja, My. Przemierzamy tylko kolejne takty naszej melodii.

Nowe odczucia towarzyszą starym przeżyciom, gdy powrócić krótko niniejszym próbuję na bloga i porównuję, co było, z tym, co jest. Wszystko to samo, a tak wiele inaczej, pełniej. Wielkim szczęściem dla Nas dwóch — nie jest gorzej. Nie spłaszczając bowiem, wiele radości pozostało do czerpania. Po prostu: wiele przed Nami, wszystko płynie.

Jak chmury znad sąsiednich rzek i wzgórz, co spłynęły nad nasze zimne wody i piaszczyste brzegi, by słońcem zebranym dzielić się mogły wokół (R&B, M, K&P, w myślach A&K — dziękujemy!).

Jak konsonanse dźwięczące pośród lasów z ust Ludzi powierzających Bogu swoje pragnienie istnienia (miłość do) tego drugiego jedynego Człowieka.

Jak wieżowce w łzach niezrozumienia przed odrzuceniem rodziców uciekające (będzie dobrze!).

Jak symfonia maszyn w fabryce matryce tworzących.

Jak równe kroki najodważniejszych pośród krasnoludków.

Płyną. Onieśmielony się czuję wśród tak wielu wspaniałych Ludzi.



Czasami grożą nam, padamy ofiarą lub sami popełniamy generalizacje, uogólnienia, ustereotypizowanie, spłaszczenie, uproszczenia. Przypisywanie jednostkom, sytuacjom, rzeczom — cech umedialnianych, zasłyszanych, napotkanych w przeszłości, zalęknionych, chociażby statystycznie częstszych niż rzadszych, ale przecież nie wszędzie i nie wszystkich prawdziwych. Wyjątkowość, niestatystyczność, nie umniejszają, nie usprawiedliwiają krzywdy zbiorowego traktowania, ignorującego złożoność rzeczywistości.

Nie wszyscy i nie zawsze popełniamy generalizacje, ale jednak zdarza się. Rzadziej, częściej lub ze skłonności, wychowania, przyzwyczajenia, różnych przyczyn, świadomie lub nie. Być może czasem potrzebujemy wyciągać wnioski, uchwycić zasady. Być może w niektórych przypadkach warto upraszczać, ułatwiać lub umożliwiać sobie lub innym (z)rozumienie świata. Być może niekiedy potrzebujemy i głównie tak potrafimy odgraniczać się od niechcianych elementów rzeczywistości. Generalizowanie dostrzegam w sobie i wokół siebie. Nie wszystkie dostrzegam. Nie wszystkie krytykuję.

Lecz wszyscyśmy tylko ludźmi. I nasze (złe) emocje można wzburzać. Wiązka uogólnień poprzez łatwe nieporozumienie jest zarzewiem zbyt wielu zbędnych konfliktów. Jakże częste generalizuje się zbiorowo, opresyjnie, upadlająco, a zarazem niezapowiedzianie, nagle, gdy nie wiadomo, od czego zacząć tłumaczenie, czy rozbierać każde słowo, czy lub kiedy warto w rolę tłumacza rzeczywistości się wdawać, dla kogo, na jak długo, jakim kosztem.

Fakty, system i układ odniesień, rzeczywistość, prawda. Może być jedna. Wielu wierzy, że jest jedna. Jakaś. Choćby jej części oznaczano, wydzielano ze względów praktycznych. Nauką, wiarą, emocją.

Ale tyleż jest opisów rzeczywistości, teorii, koncepcji, poglądów, ilu ludzi. A nawet więcej. Każdy może mieć własny, jeden lub więcej, albo żadnego. Całkowicie pewnych, rozważanych, dyskutowanych, powątpiewanych, zmiennych, także z czasem porzucanych. Opisów uzasadnionych doświadczeniem, tradycją, przeczuciem, nadzieją lub bezpodstawnych. Próbujących wpływać na rzeczywistość, projektować ją, zaklinać. Świadomie lub przypadkowo. Opisów zgodnych lub nieprzystających w jakiejś mniejszej lub przeważającej części do rzeczywistości.

Na rozumienie i zdolność do budowania i odtwarzania rzeczywistości w naszych wyobrażeniach o niej, prócz naszej wiedzy i doświadczeń, prócz niejednoznaczności słów, za pomocą których się komunikujemy, wpływają nań emocje, zwłaszcza te złe, nieposkramiane, gdy przesłaniają rzeczywistość, zaburzają jej odbiór, postrzeganie i prawidłową interpretację.

Rzeczywistości mogą skrzeczeć, dolegać warunkami wstępnymi i skutkami, z narzuconego lub zastanego opisu możemy być niezadowoleni, a nadejścia innego wymarzonego, pożądanego możemy wyczekiwać, czynić plany i modlić się o możliwie pełne, szybkie i bezproblemowe spełnienie.

Cudze i własne mniemane rzeczywistości potrafią być wyrywkowe, z subiektywnymi kontekstami, niedoskonale i w sposób niepełny rozpoznane, lecz przy uzurpowaniu wyłączności i prawidłowości opisu, przy próbie jej projekcji na rzeczywistość.

Wielu ma też wewnętrzną potrzebę kontrolowania rzeczywistości, wyrabiania sobie lub oczekiwania istnienia całkowitych, zupełnych, absolutnych, bezwzględnych ich opisów, bez pozostawiania spraw nierozstrzygniętych, nie dopuszczając spraw nieskończenie różnorodnych i niepewności, pokładając porządek w wygodnych założeniach i aksjomatach. Czasem taki pozorny przymus szufladkowania jest tak daleki, że nie tylko nie akceptuje niechcianych aspektów rzeczywistości, ale i uniemożliwia zadzianie się oczekiwanych rezultatów, pozytywnego wpływu na rzeczywistość, szczególnie przy braku zaufania, przekonania i pewności.

Stąd zaleta odpowiednio częstego, nieustannego weryfikowania i otwierania się na wzajemną weryfikację cudzego i własnego opisu rzeczywistości, na kontrargumenty, czy pojmujemy rzeczywistość taką, jaką jest. Proces nigdy nie zakańczalny. Niektórzy uważają, że prawda absolutna istnieje i ludzkość ją kiedyś osiągnie lub już partiami osiąga metodą naukową. Inni przeciwstawiają to ograniczonymi możliwościami poznania przez jednostkę i ludzki mózg, czy oddziaływaniu obserwatora na układ, wcale nie taki zamknięty, za jakiego go mamy.

Zatem zdążam na wskroś Rzeczywistości.



Max Richter, Spring 1 z albumu Vivaldi: Recomposed, 2013
oryg. Antonio Vivaldi, koncert nr 1 E-dur „Wiosna”
z „Czterech pór roku”, 1725