29.10.2013

Dojrzewanie miłości

Boże, dlaczego mnie obarczasz moim homoseksualizmem? 

Takim zwątpieniem i cierpieniem dzieliłem się tu jakiś czas temu, przeżywając kolejne etapy takiego człowieka, jakim jestem, nie zgadzając się z tym, co to miało wówczas w moim życiu oznaczać.

Co zmieniło się w nim od tamtego czasu? Wiele i niewiele zarazem :) Powoli, wszystko w swoim czasie. Zapominając o tamtych emocjach, zamiast nich wolę tu podzielić się tymi dobrymi :) Dalej pragnę i próbuję żyć miłością do i od (dla, dzięki, w, przez) Boga i Człowieka.



Cyrus Reynolds & Steve Gibbs, With Our Heads Held High, 2012

„Próbuję” — a nie: „już w pełni żyję”, bo skromnie i uniżenie chcę pamiętać, że ograniczony i niedoskonały, jestem zaledwie na drodze do pełni, którą jak wierzę wskazuje Jezus Chrystus. Nie chcę osiągać takiego mniemania, jakoby On nie mógł już mieć nic do powiedzenia więcej nowego w Naszym życiu. Ufam natomiast, że dozgonna i wierna miłość ocala i wypełnia życie, do którego jesteśmy razem powołani.

„Człowieka” — a nie: „mojego Mężczyzny”, bo płeć ciała nie wyczerpuje, lecz wespół z wieloma czynnikami tylko rozpoczyna wspaniałą opowieść, którą nieprzymuszonym pragnieniem współistnienia w pełni dla kogoś i z kimś, współtworzymy pośród innych Pięknych Dusz. Ujawniając niewiele ponad Naszą prywatność, umacniamy się do dawania w odpowiednim czasie dojrzałego, odpowiedzialnego i skromnego świadectwa, że w związku stanowimy i dajemy z siebie innym i sobie nawzajem więcej, niż moglibyśmy samotnie.


Inspirowany pewnymi dyskusjami, spoglądam teraz na poszukujących odpowiedzi na pytania podobne do tego, jakie przytoczyłem na początku. Jestem jednym z Was. Ani lepszym, na wielu polach gorszym, cokolwiek to skromnie nie znaczy. Po prostu, jestem niewiele więcej niż niedoskonałym człowiekiem z ciała i duszy. Choć każda historia jest inna, być może i nasza jest niepowtarzalna, a zarazem taką, jaka być miała, byśmy chcieli i potrafili widzieć, słuchać, czuć, myśleć, mówić i być zrozumianym. Co nie ukrywam, nie przychodzi mi z łatwością w tym samym zakresie, czasie i miejscu.

Czy i co mogę Tym Pytającym tutaj reprezentować sobą? Czym w tej ludzio-czaso-przestrzeni mogę ośmielać się chcieć podzielić z tymi Ludźmi, którzy nie w pełni akceptują to, że spotyka ich własna homoseksualność? W różnym wieku kalendarzowym, w różnym stopniu życiowych komplikacji i balastu przeżyć lub braku niektórych? W kontekście wiary?

Nie roszczę nikomu ani sobie nieomylności, ale każdy z nas ma różne spostrzeżenia, przemyślenia, przekonania i ich realizacje, które mogą ulegać przemianom lub trwać niezmiennie, z różnym w tym wysiłkiem pokładanym przez i kosztem nas i innych wokół.


Po pierwsze, nic nie musisz. Owszem, możesz. Żyć w taki (jaki?) sposób z człowiekiem lub ludźmi swojej płci, albo wyrzekać się realizowania swojej seksualności. Owszem, masz do tego prawo i nikt nie może ci tego odbierać, chyba że sam czynisz tak wobec innych. Nie oczekuj i nie projektuj nań swoich zmagań, jeśli nie dopuszczasz do siebie cudzych. Czyń z własnej seksualności, a z cudzej za dojrzałą zgodą, świadomy użytek lub nieużytek, cieleśnie i duchowo, odpowiednio do momentu i okoliczności swojego życia, pamiętając, że nastąpią kolejne. Nie zapominaj, że drugi człowiek też nic nie musi i tylko gdy pragnienia i konsekwencja dwojga się spotykają, może mieć to sens. Nie żądaj ani nie poniżaj kogoś ani siebie, błagając o taki sens samemu. Nie musisz być szczęśliwy, bo szczęścia rodzone są przez drobne szczegóły pomimo innych drobnych szczegółów, a nie przez całą wszechogarniającą rzeczywistość. Ale jeżeli będziesz szczęśliwy (czyli nie jesteś, ale miewasz nadzieję i te słowa odczytujesz jako adresowane do siebie) — nie stanie się to samo bez twojej cierpliwości, wytrwałości i spokoju ducha.

Po drugie, nie musisz być pewien. Nie musisz natychmiast być pewnym wszystkiego, znać, wiedzieć i osiągnąć wszystko. Masz życie, a nie moment na to, by je całe zrealizować. Rób to mądrze i rozsądnie w całości, ale niekoniecznie przesadnie w każdej chwili. Nie podążaj za coraz nowszymi doznaniami, gubiąc po drodze siebie i ludzi, dzięki którym byłeś częścią czegoś wspaniałego. Nie wykorzystuj cudzej niedojrzałości i słabości, nie szastaj tym co tobie chociażby obojętne. Próbuj się nauczyć, po co, jak i z kim dzielić się sobą i czerpać z kogoś zgodnie z tym, co podpowiada umysł i ciało, albo z premedytacją poświęcać zaniechanie dzielenia i czerpania — innym równie pięknym celom, szanując cudzą miłość i zaangażowanie.

Kieruj się swoim sumieniem. Działaj zgodnie ze sobą, ale nie krzywdząc innych. Nie zastępuj cudzym sumieniem własnego ani cudzego własnym. Poszukuj i otwieraj się na Boga i Ludzi, bez których Go nie odnajdziesz, nie odbierając Mu możliwości działania za ich pomocą. Nie zrzucaj odpowiedzialności za życiowe decyzje na spowiednika, partnera, rodzinę ani sąsiadów, doszukując się usprawiedliwienia własnych lęków, obaw, niepewności i niepodjętego ryzyka — w opiniach i osądach innych, z pominięciem własnego sumienia. Słusznie wyczekując zrozumienia, tymczasem próbuj zrozumieć i wyczuć przyczyny i skutki niezrozumienia cudzego stosunku do twojej i czyjejś życiowej sytuacji. Nie potępiaj innych za to, że nie rozumiesz ich odwagi dojrzałości życia, którego ty masz prawo nie chcieć tak współtworzyć, ani ich niedojrzałości życia, którego skutkom ty nie musisz sprostać — zwłaszcza jeśli artykułowanie negatywności ocen nie czyni z nich lepszych ludzi.

Podtrzymuj i oczekuj wierności. Wierności swoim ideałom i wierności swojej naturze, a jeżeli zechcesz nią kogoś obdarzać, to i wierności jemu i jego. Nie poszukuj na siłę, ale też nie gódź się na cudzy spokój, który go nie daje, lecz odbiera, Tobie. Kończ się tam, gdzie zaczynają inni, jak wolność. Po co zgadzasz się na tymczasowość, skoro poszukujesz stabilności i oddania? Czy i jak będziesz czynić trwałość związku pożyteczną wam i wokół, jeśli ktoś o to każdego ranka sennie obok prosić będzie Ciebie? Uważając, że to inni zawodzą, w sobie szukaj zwycięstwa, z którym podzielisz się z właściwą osobą.

Nie wtrącaj wszystkich ani nie daj siebie wtrącać do jednego worka. Będąc wpierw człowiekiem, potem mając jakiś zawód, płeć, seksualność, przeszłość i jakiś z nich użytek lub nie — unikaj uogólniania, nie generalizuj, jeśli sam nie chcesz być tak samo potraktowany, a jeśli nawet, pamiętaj, że inni mają prawo być temu przeciwni. Dostrzegając odmienne wartości i różne ich realizacje, swoje i cudze, nie przypisuj innych innym, odtwarzając sobie tylko znane schematy i doświadczenia, jeśli gdzie indziej nie muszą mieć powtórzenia. Nie wypełniaj normy statystyczną większością, nie podpadaj pod statystyki jeśli nie chcesz, lecz twórz przeciętność tak najpiękniejszą, jak chcesz, by była. Czerp i pomnażaj otrzymane dary, pośród których kochać może być tym najpiękniejszym.



Dysponuję tutaj tylko słowami, które nie muszą być zrozumiane w takim znaczeniu, jakie chciałem im nadać. Piszę to z perspektywy człowieka, który akceptuje własną i cudzą seksualność i jej spełnienie przy dojrzałej zgodzie wszystkich stron. O ile kto chce i odważa się — spełnienie w trwałej i wiernej miłości nadającej seksualności właściwy sens zgodny z życiowym powołaniem i osobniczą naturą. Jednocześnie skromnie uzurpuję sobie wolę zerkania z zamiaru obiektywnie z zewnątrz, unikając skrajności, dopóki nie prowadzą do dyskusji ani pokojowego współistnienia. Piszę to do poszukujących, którym nieheteronormatywna seksualność przeszkadza wierzyć, a wiara lub niewiara — nadawać tej seksualności sens, choć innej nie mają, a zmuszać do udawani siebie ani innych nie powinni.

08.10.2013

Panta

Po drodze migotały słowa, zastygały dźwięki i radowały kolory, stawali ludzie i tańczyły miejsca, wybrzmiewał czas... Wszystko to samo: blog, ja, My. Przemierzamy tylko kolejne takty naszej melodii.

Nowe odczucia towarzyszą starym przeżyciom, gdy powrócić krótko niniejszym próbuję na bloga i porównuję, co było, z tym, co jest. Wszystko to samo, a tak wiele inaczej, pełniej. Wielkim szczęściem dla Nas dwóch — nie jest gorzej. Nie spłaszczając bowiem, wiele radości pozostało do czerpania. Po prostu: wiele przed Nami, wszystko płynie.

Jak chmury znad sąsiednich rzek i wzgórz, co spłynęły nad nasze zimne wody i piaszczyste brzegi, by słońcem zebranym dzielić się mogły wokół (R&B, M, K&P, w myślach A&K — dziękujemy!).

Jak konsonanse dźwięczące pośród lasów z ust Ludzi powierzających Bogu swoje pragnienie istnienia (miłość do) tego drugiego jedynego Człowieka.

Jak wieżowce w łzach niezrozumienia przed odrzuceniem rodziców uciekające (będzie dobrze!).

Jak symfonia maszyn w fabryce matryce tworzących.

Jak równe kroki najodważniejszych pośród krasnoludków.

Płyną. Onieśmielony się czuję wśród tak wielu wspaniałych Ludzi.



Czasami grożą nam, padamy ofiarą lub sami popełniamy generalizacje, uogólnienia, ustereotypizowanie, spłaszczenie, uproszczenia. Przypisywanie jednostkom, sytuacjom, rzeczom — cech umedialnianych, zasłyszanych, napotkanych w przeszłości, zalęknionych, chociażby statystycznie częstszych niż rzadszych, ale przecież nie wszędzie i nie wszystkich prawdziwych. Wyjątkowość, niestatystyczność, nie umniejszają, nie usprawiedliwiają krzywdy zbiorowego traktowania, ignorującego złożoność rzeczywistości.

Nie wszyscy i nie zawsze popełniamy generalizacje, ale jednak zdarza się. Rzadziej, częściej lub ze skłonności, wychowania, przyzwyczajenia, różnych przyczyn, świadomie lub nie. Być może czasem potrzebujemy wyciągać wnioski, uchwycić zasady. Być może w niektórych przypadkach warto upraszczać, ułatwiać lub umożliwiać sobie lub innym (z)rozumienie świata. Być może niekiedy potrzebujemy i głównie tak potrafimy odgraniczać się od niechcianych elementów rzeczywistości. Generalizowanie dostrzegam w sobie i wokół siebie. Nie wszystkie dostrzegam. Nie wszystkie krytykuję.

Lecz wszyscyśmy tylko ludźmi. I nasze (złe) emocje można wzburzać. Wiązka uogólnień poprzez łatwe nieporozumienie jest zarzewiem zbyt wielu zbędnych konfliktów. Jakże częste generalizuje się zbiorowo, opresyjnie, upadlająco, a zarazem niezapowiedzianie, nagle, gdy nie wiadomo, od czego zacząć tłumaczenie, czy rozbierać każde słowo, czy lub kiedy warto w rolę tłumacza rzeczywistości się wdawać, dla kogo, na jak długo, jakim kosztem.

Fakty, system i układ odniesień, rzeczywistość, prawda. Może być jedna. Wielu wierzy, że jest jedna. Jakaś. Choćby jej części oznaczano, wydzielano ze względów praktycznych. Nauką, wiarą, emocją.

Ale tyleż jest opisów rzeczywistości, teorii, koncepcji, poglądów, ilu ludzi. A nawet więcej. Każdy może mieć własny, jeden lub więcej, albo żadnego. Całkowicie pewnych, rozważanych, dyskutowanych, powątpiewanych, zmiennych, także z czasem porzucanych. Opisów uzasadnionych doświadczeniem, tradycją, przeczuciem, nadzieją lub bezpodstawnych. Próbujących wpływać na rzeczywistość, projektować ją, zaklinać. Świadomie lub przypadkowo. Opisów zgodnych lub nieprzystających w jakiejś mniejszej lub przeważającej części do rzeczywistości.

Na rozumienie i zdolność do budowania i odtwarzania rzeczywistości w naszych wyobrażeniach o niej, prócz naszej wiedzy i doświadczeń, prócz niejednoznaczności słów, za pomocą których się komunikujemy, wpływają nań emocje, zwłaszcza te złe, nieposkramiane, gdy przesłaniają rzeczywistość, zaburzają jej odbiór, postrzeganie i prawidłową interpretację.

Rzeczywistości mogą skrzeczeć, dolegać warunkami wstępnymi i skutkami, z narzuconego lub zastanego opisu możemy być niezadowoleni, a nadejścia innego wymarzonego, pożądanego możemy wyczekiwać, czynić plany i modlić się o możliwie pełne, szybkie i bezproblemowe spełnienie.

Cudze i własne mniemane rzeczywistości potrafią być wyrywkowe, z subiektywnymi kontekstami, niedoskonale i w sposób niepełny rozpoznane, lecz przy uzurpowaniu wyłączności i prawidłowości opisu, przy próbie jej projekcji na rzeczywistość.

Wielu ma też wewnętrzną potrzebę kontrolowania rzeczywistości, wyrabiania sobie lub oczekiwania istnienia całkowitych, zupełnych, absolutnych, bezwzględnych ich opisów, bez pozostawiania spraw nierozstrzygniętych, nie dopuszczając spraw nieskończenie różnorodnych i niepewności, pokładając porządek w wygodnych założeniach i aksjomatach. Czasem taki pozorny przymus szufladkowania jest tak daleki, że nie tylko nie akceptuje niechcianych aspektów rzeczywistości, ale i uniemożliwia zadzianie się oczekiwanych rezultatów, pozytywnego wpływu na rzeczywistość, szczególnie przy braku zaufania, przekonania i pewności.

Stąd zaleta odpowiednio częstego, nieustannego weryfikowania i otwierania się na wzajemną weryfikację cudzego i własnego opisu rzeczywistości, na kontrargumenty, czy pojmujemy rzeczywistość taką, jaką jest. Proces nigdy nie zakańczalny. Niektórzy uważają, że prawda absolutna istnieje i ludzkość ją kiedyś osiągnie lub już partiami osiąga metodą naukową. Inni przeciwstawiają to ograniczonymi możliwościami poznania przez jednostkę i ludzki mózg, czy oddziaływaniu obserwatora na układ, wcale nie taki zamknięty, za jakiego go mamy.

Zatem zdążam na wskroś Rzeczywistości.



Max Richter, Spring 1 z albumu Vivaldi: Recomposed, 2013
oryg. Antonio Vivaldi, koncert nr 1 E-dur „Wiosna”
z „Czterech pór roku”, 1725

23.06.2013

Znowu

Co, znowu się przytyło?

Pewien Człowiek zadał mi ostatnio takie pytanie. To niemalże jak koleżanka, którą pomimo zaprzeczeń dopytywano o ciążę, sugerując, że nie musi się jej wstydzić (jak to dobrze, że jestem mężczyzną). Pomijam, na ile moje pytanie miało prawo być zasadne, gdy Człowiek nie widział mnie na żywo, a jedyną podstawę oceny dają zdjęcia na portalu twarzowej książki.

Zastanawiam się, jak do podobnej sytuacji podeszliby inni Ludzie. Być może odebraliby to jako pytanie z sugestią, stwierdzenie, przytyk lub zaczepkę. Niektórzy agresją odparliby atak mówiąc, że Człowiek zadający owo pytanie sam ma kompleksy, które nieskutecznie próbuje leczyć takimi złośliwymi wrzutami, którymi celowo próbuje wzbudzić negatywne emocje w innych, poprawiając swoje. Nie przypisuję takich intencji temu Człowiekowi. Może ma duży problem z własnymi kompleksami, ale tylko tyle. Negatywnych emocji zaś we mnie nie wzbudza, ani już ich nie rodzą takie pytania.

Kiedyś bym się przejął tym o wiele bardziej, niż samo wykorzystanie tego jako pretekstu do napisania czegoś na blogu. Nie jest tajemnicą, że na przeciągu ostatniego roku oprócz rozwoju duchowego musiałem wymieniać garderobę z uwagi na utratę wagi, do czego istotnie przyczyniło się m.in. bieganie. Nosiłem niegdyś w sobie potężny ładunek różnych kompleksów nieakceptacji: od wyglądu, którego się wstydziłem, poprzez czynienie porażki z byle niepowodzenia i niezadowolenia, na nieuporządkowaniu pewnych faktów kończąc. Kiedyś każdy taki przytyk był dobrą pożywką, w przenośni i dosłownie, do zamykania się w sobie i pielęgnowania kompleksów. Im bardziej nie chciałem taki być, tym bardziej taki byłem. Potem przyszedł ten blog i z czasem zmiana podejścia.

Obserwuję i uczę się, czym są słowa, znaki i emocje, jak wpływają na mnie i innych Ludzi, zwłaszcza gdy efekty różnią się od intencji. Cudze niewątpliwie nie zawsze muszą wzbudzać w nas negatywne emocje, możemy spróbować na to sobie lub innym nie pozwolić, czasem się udaje.

Nie mnie oceniać efekty ani ich trwałość, tym bardziej jeśli sam uważam, że przemiana sylwetki wciąż się nie zakończyła. Jednak niektórzy mi od dłuższego czasu wmawiają, że nie mam się już z czego odchudzać. Spokojnie, do anoreksji mi zbyt daleko. Po długiej zimie, która poprzez zawsze ciut bardziej obfite w kalorie święta, mniejsze lub utrudnione możliwości praktykowania ulubionych form aktywności fizycznej i kontuzję je utrudniającą, spowodowała powstrzymanie spadku wagi i jej nieznaczny wzrost, w końcu mogę kontynuować aktywność i wziąć dłuto w ręce.

Niewątpliwie jest co i dla Kogo poprawiać, ale wszystko w swoim czasie. Uczę się cierpliwości, wytrwałości, odwagi i racjonalności we własnych dążeniach i oczekiwaniach od losu, ludzi, życia, własnego organizmu i psychiki. Jak jest to niełatwe, wiem sam jeden. Też bym chciał wszystkiego już, natychmiast, bez trudu, bez potknięć, bez nerwów. Ale nie ma tak. Tyle że może być inaczej. Może nie wszystko zależy tylko ode mnie, nie na wszystko mam wpływ. Ale na niektóre rzeczy mogę. A jak się nie udaje, to mogę spróbować jeszcze raz. I jeszcze. Aż do skutku, racjonalnie obierając cele i środki. Zaznaczam to ostatnie, bo zaraz ktoś się przyczepi, że nie wszystko jest warte nadludzkich poświęceń, nie wszystko da się osiągnąć, niektóre rzeczy życie uniemożliwia  — ależ oczywiście, ale nie o tym pisałem.

Niektórzy na blogu i w realu, odpowiednio do poznanych zmian, doszukują się i wyczekują mojego potknięcia, rezygnacji. Przecież nie można się tak zmienić, przecież kompleksy i charakter się nie zmieniają, kiedyś trzeba się poddać, w końcu przyjdą gorsze dni i lata. Wciąż przychodzą i w końcu mijają. Nie o to przecież chodzi, żeby raz osiągnąć coś dobrego i w tym bez wysiłku niezmiennie trwać. Samo życie to uniemożliwia i modyfikuje. Czy tego chcę, czy nie. Nieustannie. Wolę mieć wiarę, nadzieję i miłość. I nimi żyć, skoro są.


Nina Longordo, Talkin' 'bout a Revolution, 2012
oryg. Tracy Chapman z albumu Tracy Chapman, 1988



Concorde, Summer House, 2012



Xavier Naidoo, Halte durch z albumu Alles kann besser werden, 2009



Gaëtan Roussel, Éolienne, 2013

06.06.2013

Milczenie jest złotem

Choćbym czasem smutniał, im bardziej Jego mi brakuje. Choćbyśmy nie zawsze i wszędzie byli tacy prości, jak wyobrażenia. Choćby nie wszyscy mogli i chcieli Nas zrozumieć.

Nieopisana jest radość dwóch połówek, które odnalazły siebie w dalszym życiu. Nieustająca jest wdzięczność za zesłanie pacemakera i anioła dla mojej skromnej duszy, skomplikowanego umysłu i niedoskonałego ciała. Przenikliwa jest modlitwa, by Pan wskazywał i uczył Nas ścieżek, którymi dalej będziemy mogli bezpiecznie i szczęśliwie kroczyć razem.

Ostatni czas niesie wiele wydarzeń pośród miejsc i ludzi, nowych i starych, wśród których chcemy być My. Czas zjednoczenia i czas rozłąki, ten w realu i ten w wirtualu, wzmagają miłość. Nieskończenie jest i chcę, by był, moją lepszą częścią i połówką (Połówkiem), a ja jestem i pragnę być Jego.


Marc Scibilia, Something Good In This World, 2011



ARTEMIEV, Кругами, przed 2010


Arms and Sleepers, I am a strange loop z albumu Black Paris 86, 2007



FISMOLL, Le'ts Play Birds z albumu At Glade, 2013

30.05.2013

Suma

Cóż dodać...



Małpa (Łukasz Małkiewicz), Wyjeżdżam by wrócić
z albumu Kilka numerów o czymś, 2009



wyk. Szczepko (Kazimierz Wajda) i Tońko (Henryk Vogelfänger),
muz. Henryk Wars, sł. Emanuel Schlechter
Tylko we Lwowie z filmu Włóczęgi, 1936



Roo Panes, Open Road z albumu Weight of Your World, 2012

 

Philipp Poisel, Eiserner Steg z albumu Bis nach Toulouse, 2010
i filmu What a Man, 2011



Domowe Melodie, Las z albumu Domowe Melodie, 2012

07.04.2013

Tęskniąc

Nie bądź moim snem,
bądź moją rzeczywistością,
nie pozwalaj Cię wymyślać,
pozwól Sobą zapełniać życie...

Trwaj jedyny Ty mój,
senną jawą, żywym snem,
gdzie jest tamtejsze tutaj,
gdy nadejdzie jutrzejsze dziś.

Wzniecasz żar,
nie gaś go,
dolewaj Siebie,
wciąż i jeszcze...

Rozpalaj Sobą
moje potrzeby i zmysły,
uczucia i chwile,
uświadomione, niewyczerpane.

Bądź pełnią Ciebie całym mną,
w każdej najmniejszej cząstce,
we wszystkich aspektach,
Naszych serc i ciał...

Czyń i dawaj czynić
z Nas, w Tobie, we mnie,
źródło i ujście rzeki miłości,
przystań harmonii na morzu poruszenia.

Bez Ciebie zatracam znaczenie,
każdy oddech i serca bicie,
zyskać na wartości pragną,
gdy mogą być dla Ciebie...

Nie mów nic, nie szukaj słów,
wytęskniam je, chłonąc pragnieniem,
czując współdzielenie,
po prostu, …… …

Emancipator, Minor Cause z albumu Dusk to Dawn, 2013
[z SMSowego archiwum]

31.03.2013

Baranek

Zdenerwował mnie na Mszy Świętej biały baranek leżący wygodnie nad ołtarzem głównym w miejscu, w którym normalnie wystawiona byłaby monstrancja z Najświętszym Sakramentem do adoracji. Nie dziś. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Zacząłem się zastanawiać, co ze mną jest nie tak, że w trakcie klękania słusznie obroniłem się w myślach przed złotym cielcem. Czy ja mam oddawać cześć jakiemuś animalistycznemu bóstwu w Kościele rzymskokatolickim?

Tak, wiem, Jezus Chrystus umarł i z-martwych-wstał, prawdziwie powstał itd. a ów baranek powinien symbolizować właśnie Jego jako Baranka Bożego, który ofiarą ze Swojego życia na krzyżu zgładził grzechy świata, a zmartwychwstając obiecał innym życie wieczne. Amen. Ciebie niewierzącego lub niepraktykującego nie nawrócę dopóki sam tego nie będziesz chciał, wiary Ciebie gorącego katolika nawet takie słowa nie pomniejszą, więc spokojnie możesz czytać wpis dalej. Chyba że już tym Cię poważnie zdenerwowałem, wówczas opuść jego lekturę, kiedyś będzie następny, wtedy o wierze będę milczał. Jednakże nie dziś.

Księża i lud niosący Ciało Chrystusa wespół z barankiem w procesji rezurekcyjnej, a potem umieszczający baranka zamiast hostii na ołtarzu, na pewno mieli słuszne intencje i tylko ja jestem jakiś dziwny, że tego nie łapię. Przecież pierwszemu (drugiemu) przykazaniu nie szkodą krzyże, obrazy i posągi. Nie o teologiczne dysputy mi chodzi, znam i podzielam wykładnię Magisterium Kościoła rzymskokatolickiego. Posąg baranka nie zastępuje ani nie ucieleśnia bóstwa, nadano mu bowiem określony sens, przynajmniej w moim kościele. A no właśnie.

To my ludzie możemy nadawać jakiś sens, jakieś znaczenie, słowom i gestom albo ich brakowi, wobec Ludzi i rzeczy. Albo nie nadawać żadnego. Odczytywać sens cudzych wypowiedzi i zachowań, prawidłowo (zgodnie z intencją i zamysłem albo brakiem rozmysłu) lub nie. Oceniać i porównywać z własnymi i cudzymi. Oczekiwać jakiegoś sensu i znaczenia, albo i nie. Odbierać sens, pozwalać komuś odbierać mój sens, albo i nie.

Machnięcie ręką na znak krzyża, szybkie przyklęknięcie, nieświadomie powtórzona formułka modlitwy. Bo ludzie patrzą. Żeby dziecko nauczyć. Bez zastanawiania się, po co tak się czyni. Jako zaproszenie Boga do własnego życia. W jakimś innym celu. Te same zewnętrzne formy, różne możliwe wewnętrzne znaczenia.

Uświadomiwszy to sobie, nie denerwowałem się już niepotrzebnie dalej, bo i dla mnie moja niezgoda na adorację figurki baranka (przez małe be) nie miałaby sensu. Ja osobiście owego baranka w miejscu adoracji bym nie kładł, pomimo intencji kojarzącej go z Barankiem Bożym. Ale jeśli inni nadają temu boży sens, proszę bardzo. Przecież nie będę Im tego sensu odbierał (a że niby dlaczego i jak miałbym odebrać? ja?). W każdym razie, nie baranka (przez małe be) czciłem (lecz przed duże).

I myślę tak sobie trochę dalej, ile osób taka podobna omylna powierzchowność denerwuje dalece bardziej, niż mnie. Widzę to. Niektórych zniechęca do wspólnotowego odnajdywania Boga.

Jaki sens mają te wszystkie ludowe tradycje i święta. Szopki, przystrojone boże groby, procesje, uliczne drogi krzyżowe, pielgrzymki, odpusty, figurki, medaliony. Obchodzenie religijnych i prywatnych ważnych dat wspólnie z rodziną, przy stole, ze śpiewem, tańcem, alkoholem. Post dla postu, jałmużna dla pochwalenia się, pokuta do odbębnienia. Boże Narodzenie, Wielkanoc, Zielone Świątki, Boże Ciało. Dożynki. Łatwo polubić tylko jedne święta, a lubiących wszystkie lub niektóre pozostałe wyśmiać, odmawiając im prawa do takiego samego znaczenia. W wielu cudzych oczach taka obrządkowa inność budzi sprzeciw.

Jaki sens mają te wszystkie modlitwy o pokój na całym świecie, o poprawę bytową i duchową wszystkich ludzi, o porzucenie wszystkich grzechów, o zbawienie wszystkich dusz. Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy doprawdy sądzę, że wszyscy mogą każdego zrozumieć, że wszyscy ludzie mogą być dobrzy i grzeczni, że taka utopia jest możliwa. Jaki sens ma oczekiwanie od innych ludzi czegokolwiek, ich namawianie i edukowanie, skoro większość i tak się nie zmieni.

Wydaje mi się, że to człowiek nadaje sens. Ktoś skontruje, że nie człowiek, lecz Bóg. Może zostawmy (ci wierzący) Bogu sens, jaki widzi, gdy człowiek nie nadaje im żadnego sensu albo inny niż ten, którego On oczekuje. Wykonanie zostawmy ludziom, a Bogu ocenę.

Jeśli ktoś nadaje jakimś formom duchowości (np. modlitwie) jakiś dobry sens, to dobrze, niech tak dalej czyni. Nawet jeśli Ciebie to denerwuje. Nawet jeśli dla Ciebie albo według Ciebie nie ma to żadnego sensu. Bo może najwyraźniej dla kogoś innego już ma, a choćby coś nie przynosiło bezpośrednio zamierzonego skutku, to czasem liczy się ten niezamierzenie nieuświadomiony. Bo może inne rzeczy, które dla Ciebie mają sens, dla kogoś takiego sensu nie mają, ale odnajduje go w czymś innym. Odnajduje wiarę, nadzieję, miłość, Ludzi, Boga. I jeśli ten sens nie jest wymierzony przeciwko drugiemu Człowiekowi, to nie depcz go.

Przecież nie musimy wszyscy tak samo wszystkiego przeżywać. W obie strony.


Tom Odell, Sense z albumu Long Way Down, 2012



Sigur Rós, Ekki múkk z albumu Valtari, 2012



Alessandra Amoroso, E' Vero Che Vuoi Restare z albumu Cinque Passi In Più, 2011



Modà, Se si potesse non morire z albumu Gioia, 2013

15.03.2013

Równanie

Równają mnie znajome i znajomi w pracy do swoich wyobrażeń. Wymyślają o mnie, dlaczego mimo natłoku obowiązków i stresu, chyba* wciąż wydaję się Im bywać uśmiechniętym i szczęśliwym, że jakoś tak kontrastuję z coraz dawniejszym obrazem, że nie do końca poddaję się przytłaczającej sytuacji w pracy, że jakoś tak inaczej wyglądam itd. (* ja tam swoje wiem ;) ale nie mnie samego siebie oceniać). Wypytują, sugerują. No bo przecież musi być kobieta. Choć dziś znów zdarzyło mi się usłyszeć, że może być też mężczyzna, bo trzeba być tolerancyjnym. A ja nic, zbywam tylko milczeniem, bo niby co mam odpowiedzieć, co by od razu wszystkim współpracownikom, sąsiadom, krewnym i fejsowiczom frontalnie się NIE ujawnić...

I tak się zastanawiam. Doprawdy, niejeden niejedną i niejednego uznałby za zbyt wścibskich, wtykających  swój nos w nie swoje sprawy, wchodzących obcym do łóżka (pominąwszy drobny fakt, że nie wszystko sprowadza się do łóżka), ciekawskich, plotkujących, pozbawionych własnego życia...

Ale tak per saldo, mi to nie przeszkadza. No fakt, trochę krępujące jest, że w pewnych rozmowach, które się przy mnie dzieją, ja nie mogę uczestniczyć. Może nie do końca ja mam akurat taką potrzebę uczestniczenia we wszystkich takich rozmowach, no ale w każdym innym punkcie, jeśli tylko tak samo wychodzi, to przecież wcale nie milczę, też żyję, myślę, czuję. Równam się z Ludźmi, jestem taki sam. Ale w tym zakresie nie uczestniczę, bo dla spokoju w pracy i własnego wygodnictwa, wolę się nie tłumaczyć, nie spowiadać.

Bo jak się rozmawia, to najczęściej ze wzajemnością. Jeślibym komentował czy wypytywał o czyjeś rodzinne życie, mogę słusznie spodziewać się takich samych pytań i komentarzy. Więc sam ucinam tam, gdzie nie chcę, by w mój temat wchodzono. Ale i tak próbują się wciskać. I nie mam nic przeciwko, choć czasem chciałbym po prostu nie analizować, czy z kimś mogę być szczery, czy jednak włączać tryb bezpieczeństwa.

Bo nie wszyscy zrozumieją. No dzisiejsze kilkukrotnie powtórzone sygnały były dość wyraźne, że jestem obgadywanym przedmiotem plotek zainteresowanych Ludzi, że domyślają się prawdziwej wersji, że ciekawość zżera. No i pozżera jeszcze długo ;)

Nie chcę, by Nas podstawiano do cudzych równań, by czyniono z Nas zmienne i ujawniano wynik równania tam, gdzie My nie chcemy...


Tom Odell, Hold Me z albumu Long Way Down, 2013



Soap&Skin, Wonder z albumu Narrow, 2012

PS. 6/2*(2+1)=? ;)

24.02.2013

Oddech

Życie potrafi przytłaczać. Codzienność, obowiązki, brak czasu i pieniędzy, chorowanie, tragedie, brak bezpieczeństwa, kłótnie, frustracje, bezradność, niedostatek wiary, nadziei, miłości lub odwagi, niespełnione marzenia, niepewność… W domu, pracy, szkole, sklepie, w otoczeniu. Własne, cudze. Duszone w ciszy, wzajemnie podtrzymywane, rozsiewane wokół.

Wszyscy mamy jakieś problemy. Powiedzenie, że inni mają gorzej, albo też im coś innego dolega, nam pomaga na krótko. Nic dziwnego. Nieszczęściem cudzym szczęścia własnego nie zbudujemy. Choćby negatywne emocje twierdziły inaczej.

Czy faktycznie o szczęście chodzi?

Przecież zaledwie do niego dążymy. W ciągu życia, różnie bywało, jest i będzie. Zawsze jest jakieś „ale”. Dla wierzących, pełne szczęście osiągniemy dopiero po śmierci. Niektórzy dodadzą, że dopiero po odpokutowaniu grzechów.

Czy wierzymy czy nie, jak jednak dobrze żyć już tutaj i teraz? Przecież większość z nas czeka jeszcze trochę lat życia. Zamiast się męczyć, niemal wszyscy chcemy możliwie szczęśliwie ułożyć sobie życie. Znacznej części się to udaje.

W byciu szczęśliwym, w poszukiwaniu i dążeniu do szczęścia, nie ma przecież nic złego. Budujemy materialne i duchowe dobrobyty dla siebie, własnych rodzin, naszego ludzkiego otoczenia i potomnych pokoleń. Całego świata nie zbawimy, ale jakiś fragment świata, naszego i cudzego, chcielibyśmy ułożyć po swojemu.

Owszem, definiując swoje szczęście lub uzurpując definicję cudzego szczęścia, możemy się pomylić, źle je rozpoznać albo dobrać szkodliwe lub neutralnie nieskuteczne narzędzia. My sami oraz nasze ludzkie (i anielskie) otoczenia zweryfikują jednak z czasem tak cel, jak środki.

Można zarażać szczęściem, jeśli faktycznie o czyjeś szczęście tu chodzi. Jednakże, wmawiać siłą coś komuś jako jego własne szczęście, lecz nie tak, jak je ktoś rozumie i pragnie, lecz tak, jak my je pojmujemy, byłoby co najmniej nierozsądne, jeśli nie krzywdzące. Możemy próbować dialogu i motywowania, ale jeśli nie widzimy efektów lub co gorsza wprowadzamy tym komuś większy chaos, trzeba być czujnym i albo zmienić sposób oddziaływania, albo porzucić dotychczasowo postrzegany cel. Inaczej dobrymi chęciami odbieralibyśmy komuś godność i sens życia, jak to się dziś często dzieje.

Nie bójmy się natomiast wyznaczać i próbować własnego szczęścia. Mamy do tego prawo, możemy o to zabiegać. Nic od razu ani samo za nas się nie dzieje, wszystko jest procesem, wymaga jakiegoś wysiłku. Raz pod górkę, raz z górki, raz niziną, raz szczytem. W różnych proporcjach i zakresie. Tak po prostu jest, tak ma być. Obrażanie się na świat, los, Ludzi, Boga, nic tu nie pomoże.

Niektórzy nie potrafią być szczęśliwi. Tak im się wydaje, tak wmawiają sobie, innym. Chcieliby od razu, bez przygotowania, bez wiedzy i prób, bez cierpliwości, żeby się po prostu już stało, zadziało i skończyło, co by stanu zmienić nie zdążyło. Nie chcą wszystkiego, ale czegoś konkretnego, dla siebie upatrzonego. Wydaje im się, że chociażby do tego jednego upatrzonego celu mają prawo, a wszyscy wokół obowiązek, by natychmiast się stało. A tu nic się nie dzieje lub nie tak, jak chcą.

Pochłanianie wiedzy nie przynosi oczekiwanych ocen. Pracy nie ma, a jeśli jest, to nie taka jak chcemy lub bez potrzebnych pieniędzy. Relacje z jakimś człowiekiem mimo naszych prób nie wychodzą najlepiej. Bóg nie wysłuchuje modlitw. Po co więc się uczyć, szukać pracy i pracować, nastawiać drugi policzek i kochać, lubić, szanować, modlić się?

Tak wiele rzeczy składa się na poczucie bycia szczęśliwym. A jedna rzecz potrafi zaćmić wszystkie szczęścia jednym drobnym nieszczęściem. Dlaczego nie potrafimy się cieszyć tym, co mamy, rozpaczając za czymś, czego (jeszcze) nie ma? Dlaczego nie potrafimy, ba, nawet nie chcemy, nie próbujemy dążyć do tego, by to zmienić?

Życie jest czymś przejściowym. Czymś, co przemija. Potrafi zacząć i skończyć się w sekundę, ale nim to się stanie, to będzie się trochę działo. Mamy na to wpływ. Całe życie w jakimś sensie jest procesem, zmianą, przemianą. Ślepo i nieświadomie spokojnym osiągniętego szczęścia być nie warto, ale też nie należy popadać w niepokój, bo ilekroć, kiedykolwiek i cokolwiek się (nie) stanie, przecież powracać będziemy do zaktualizowanego szczęścia. Wpierw tak samo nie warto poddawać się, bo przecież dopniemy swego.

Co zrobić, gdy w tym całym swoim nieszczęściu nie tylko nie widzimy szczęścia, nie tylko się nam nie udaje, ale i wydaje się nam, że już nie potrafimy jego szukać, a nawet nie potrafimy być szczęśliwi?

Być może, trzeba wziąć oddech.

Oddech dziecka przychodzącego na świat. Oddech wtłoczony w płuca przez ratownika metodą usta-usta dla ratowania życia. Oddech pochłaniający powietrze z drzew, kwiatów, owoców czy perfum. Oddech ukochanej osoby odczuwany na własnej skórze. Oddech dla siebie i kogoś, od siebie, kogoś, czegoś. Jeden, drugi, trzeci, kolejny.

Jeśli coś nie działa, nie wychodzi, nie udaje się; albo boimy się, że mogłoby nie działać lub nie jesteśmy pewni, czy (za)działa; jeśli mamy mętlik w głowie ― może czasem spróbujmy dać odetchnąć i pooddychać. Daj pooddychać komuś, daj pooddychać sobie. Od czegoś, od kogoś, od siebie. Skup się spokojnie, wsłuchaj się milcząc, poczekaj, przeczekaj, wytrzymaj, zatrzymaj. Ale nie porzucaj, nie szukaj gdzie indziej ani innych osób. Być może obrane cele i środki, geograficzne i ludzkie otoczenia, z małymi poprawkami, przyniosą w dłuższej perspektywie szczęście.

Tylko pozwól jej zaistnieć. Nie bój się zmian. Nie bój się ponawiać prób. Nie bój się czekać. Nie bój się ufać. Czasem tak też trzeba, jeśli nie częściej. Bo życie jest rzeką, która płynie, a nie spokojną taflą w szklance wody. Czymże są pojedyncze pozorne porażki, pozornie stracony czas, zawiedzione nadzieje i zaufanie ― wobec możliwości, perspektyw i szczęścia, jakie mogą przynieść, wobec czasu dalszego życia. Nie ma nic nieulotnego i łatwego, ale czy nie warto podejmować i ryzykować zmiany, próby, czasu i zaufania, by czynić wszystko, by szczęście czasem osiągać, by było możliw(i)e jak najdłużej? Nikt z nas nie wie, czy i ile uda się nam osiągnąć, póki nie spróbuje.

Bo przecież nic nie musisz. Jeśli w ogóle, to możesz móc, jeśli wyjdzie; możesz chcieć. To wtedy się udaje. Gdy będziesz musiał być szczęśliwy, to tego nie osiągniesz. Nie musiej. Módz (chciej).

Zaufanie, cierpliwość, wytrwałość, zmiana. W różnej kolejności i stopniu. Koła pojazdu wiozącego do wielu różnych szczęść, za każdym razem i od nowa. I oddech, by to wszystko rozpocząć.




Thomas Fiss, Breathe z albumu Chasing Satellites, 2012




Kodaline, High Hopes z albumu o tym samym tytule, 2012




Billy Joel, And So It Goes z albumu Storm Front, 1989




Mumford & Sons, Lover Of The Light z albumu Babel, 2012

14.02.2013

Z miłości

Od ostatniego biegania dużo się działo. Niepodlegli, dojrzewamy w miłości. Teraz dalsze dystanse nas czekają. Przygotujmy się do dalszych biegów…


Dawno też tyle słońca nie było. Wciąż wieje i zimno. Przynajmniej nie pada. Gdy bieganie wznawiam.

Dziś sam, ale przecież już nie sam, teraz już razem, a kolejne tygodnie, miesiące i lata tak wiele dobrego przynosić mogą. Niech się nie krępują, niech nikt i nic nie przeszkadza. Razem nadajemy i odnajdujemy. Ścieżki, melodie, słowa, sens, nadzieję. W kończynach, umysłach, sercach naszych…



Błoto na całej szerokości. Wejście i pierwszy odcinek ścieżki rozjechane ciężkimi kołami. Padało. Rankiem dziś na szczęście przy gruncie mróz. Wiosną nie będzie tak fajnie. Ominąć nie ma jak.

Często przecież w życiu ominąć niektórych faktów, rzeczy, a nawet Ludzi, także się nie da. Jednych pragniemy, i dobrze, a z innymi wolelibyśmy styczności nie mieć lub przynajmniej rzadziej, ale nie zawsze się da, nie rzadko przez błoto przebiec trzeba, choć brudzi.

Z pokory i cierpliwości czerpać pozostaje. Nie skreślać wody, co w Wiśle i Odrze upłynęła, ani tego i tych, co z sobą na brzeg nanosi lub nanieść może, choćbyśmy już nie dla brzegu żyli, lecz głębiej wbiegali na stały ląd. Czasy i miejsca, nie mniej niż ich niedostatki, serca ludzi łączą, gdy te punktami dalekie, a mimo to, coraz bliższe…



Ostatnim latem tylu biegaczy nie widywałem, co dziś zimą. Bieganie coraz popularniejsze. Lokalnie indywidualne, zbiorowe widuję na ulicach miast. Ludzie się zmieniają.

Poznają piękno tego, co dotąd strachem i lenistwem zatapiali. Nie wszyscy widzą i chcą. Różnorodny świat nam dano, nie wszystko dla wszystkich, ale co jednym nie służy, innym niech nie odbierają. Z pozoru takie pedałowanie i dreptanie jest bez sensu, ileż to obśmiewania się słyszy, bo nie rozumieją. A teraz samemu i razem, na kołach i butach, coraz piękniej przemierzamy własną wytrwałość i zamiłowanie. Bo temu, co robimy lub nie, my sens nadajemy, nie inni. Nie dawajmy sobie odebrać dobrego sensu, w czymkolwiek, choćby inni zły wepchnąć nieświadomie chcieli…



To już nie ten sam park. Ścieżki te same. Drzewa te same. Liści wszechświata zielonego tylko nie widać. Całorocznej tęczy kolorów paleta, teraz skryta pod ciemną korą i ziemią. Puste kolorami, dźwiękiem przestrzenie. Tylko nieliczne ptaki popiskują.

Sercem dźwięki melodii dni ostatnich wchłaniam. Słów zbyt dużo, czasem ich brak, czasem nie trzeba. Do głowy i serca przychodzą różne, jednym(i) budować łatwo, choć nauk nie dano. Proste słowa, a nie wyczerpane. Umacniajmy sobą ściany, by budynek na dłużej posłużył, zdążymy się w nim wspólnie zestarzeć. Wstawiam okna, by nimi światło nadziei wpuszczać pośród innych budynków i ich mieszkańców, choćby dusili i cieniowali pobliże…



Raz dwa trzy, raz dwa trzy. Ruchy stawów i kości w kończynach, powietrza i krwi w moim środku. Wszystko zgrane. Niektórych rzeczy człowiek raz nauczony już nie zapomina na szczęście.

Tak dochodzonej rzeczywistości nie przewidywałem, na szczęście. Kamyczków, rzucanych, by mnie poruszyć, popchnąć do ruchu, przechylić szalę, umożliwić kolejne musiało być wiele, by to wszystko teraz mogło się w nas dalej dziać. Wdzięczność i dalsze zaufanie Im i Bogu w Nich, przez których działa. Dawniej, teraz, wkrótce. Ale to my sami musieliśmy wpierw nie przeszkadzać a pozwolić zadziałać.

Rodzice, dziadkowie, przodkowie, rodzina, naród, ludzie. Bez nich by nas nie było. Musieli być, by stały ściany domów, miejsc nauki i pracy. Własnymi łzami i potem budowali przyszłość. By mogli żyć tak, jak chcą, a nie, jak chce drugi człowiek: wójt, pleban, partia, okupant, zaborca, feudalny właściciel. Bym i ja mógł żyć. Walczyli o wolność, życie, ludzi, szczęście.



Tu śnieg, tam błoto. Zimą trudniej.

Styczniem rozpoczęte powstanie, tak hucznie niedawno wspominane, krwawo stłumiono. Ile tragedii, gdy przodek owdowiawszy, szybko drugiej żony we łzach szukać zmuszony, by dziećmi miał kto się opiekować w trakcie robót w polu, by nie musiał wcielony do wojska zabijać cudzych dzieci. Niejedną bitwę i wojnę przegrali, ale nie poddawali się i choćby dziś wciąż brakowało, bez dawnej odwagi nie byłoby tego dobrego, co jest dzisiaj…

Każdy ma swój bój, walkę. Wdzięczny jestem, że już nie o życie, już nie o wolność, lecz tylko postawą życiową z takim puzzlem udowadniać nam przyszło.



Ostatnie okrążenie. Zmęczony. Kończę bieg. Ten. Na dziś.

Przeogromnie piękne Serce we wspaniałym Ciele z urzekającą Duszą w jednym fantastycznym Człowieku. Z miłości do Ciebie oddycham, piszę, biegnę i czuję. Ten pociąg biegu nie kończy, dopiero rozpędzać się zaczyna. Nie wszyscy wsłuchani w zapowiedzi w poczekalni, my jednak na swój pociąg trafiliśmy. Jego bieg po mapach naszymi marzeniami i snami obmyślony przed laty. Teraz razem je układamy.



 Pectus, To, co chciałbym Ci dać z albumu Pectus (2009)


 Chet Faker, I'm Into You z albumu Thinking in Textures (2012)



 Nina Zilli, Per Sempre z albumu L'amore è femmina (2012)



 Imagine Dragons, It's Time z albumu Night Visions (2012)



 Friska Viljor, My Thing, z albumu The Beginning of the Beginning of the End
(2011), wykonanie z Berlin Sessions



 Snow Patrol, Chasing Cars z albumu Eyes Open 
 (2006)

Peter Gabriel, The Power of the Heart z albumu Scratch My Back (2010)



 Natalia Krakowiak, Jerzy Grzechnik, Endless love (2013), oryg. Lionel Richie, Diana Ross z firlmu Niekończąca się miłość (1982)



 Gabrielle Aplin, The Power of Love z albumu English Rain (2013)

25.01.2013

Ale wstyd

Dowiedziałeś się, że w najbliższej rodzinie, wśród krewnych, przyjaciół, kolegów ze szkoły czy pracy, innych znajomych lub sąsiadów, których dotąd szanowałeś, lubiłeś, ba, być może nawet kochałeś jak brata, masz tego homoseksualistę, geja, pedała, ciotę, zboczeńca, odmieńca, zboka, pederastę, sodomitę, kochającego inaczej... A przecież to Twój własny syn, brat, kumpel z piaskownicy! Jak on mógł Tobie i swoim bliskim to zrobić?! Co powiedzą inni? Jak można się do takiego przyznać? Dlaczego on jest nienormalny? Dlaczego zawiódł Wasze oczekiwania? Dlaczego nie chce być taki, jak powinien?

Ale wstyd!

Jakim prawem promuje takie wynaturzenia? Dlaczego stosuje perwersyjną, rozwiązłą i rozpustną propagandę epatowania wypaczonymi zaburzeniami seksualnymi? Swoim zachowaniem sam pozbawia się godności i człowieczeństwa, ale jakim prawem zagraża i narzuca się normalnym ludziom, młodzieży, dzieciom, małżeństwu, rodzinie? Dlaczego śmie pokazywać się poza czterema ścianami, zabierać głos, przypominać o swoim moralnie zdeprawowanym istnieniu, przyznawać się do swoich nieetycznych występków i homoseksualnych zbrodni przeciwko ludzkości i pokojowi na świecie? Takie hedonistyczne osoby deprecjonują tradycyjne wartości, zacierają różnicę między dobrem a złem, świętością a grzechem. Zamiast sam zacząć pracować i płacić podatki, zająć się czymś pożytecznym, biedą i ubóstwem na świecie, bezrobociem czy kryzysem gospodarczym, zawraca taki dewiant innym głowę jakimś wydumanym tematem zastępczym, swoimi niewyżytymi seksualnymi zachciankami i dewiacjami.

Normalnie, wstyd!

Wiadomą i oczywistą oczywistością jest przecież to, że to to należy tępić, inaczej postępowa, liberalna, lewicowa i antyklerykalna laicyzacja doprowadzi do legalizacji poligamii, kazirodztwa, pedofilii, zoofilii i nekrofilii, które ów pedał też skrycie praktykuje lub na pewno chciałby. Udaje pozory nieprawdziwej, zakłamanej, fałszywej, fikcyjnej, urojonej, schizofrenicznej i chorej miłości. To jest sprzeczne z naturą, biologią, fizjologią i anatomią normalnego człowieka. To przyczynia się do zakażeń HIV/AIDS i innych chorób wenerycznych, których kiedyś tyle nie było, to wszystko ich wina. Homoseksualizm zagraża życiu i zdrowiu, to się przecież leczy. Nieużyteczne i nikomu niepotrzebne pedały zagrażają społeczeństwu i państwu, walczą z porządkiem i czystością mężczyzny, sieją tylko etyczny zamęt, podkopują fundamenty i podwaliny cywilizacji, obrażają Boga, niszczą Kościół i Naród, przyczyniając się do jego moralnego upadku, autodestrukcji, degeneracji i kryzysu rodziny oraz ogólnoświatowego nieładu i degrengolady. Występują przeciwko dobrobytowi porządnych ludzi, wbrew ciągłości i przedłużeniu gatunku ludzkiego. To jest jawny atak i zamach terrorystyczny na wszystko, co do tej pory najlepszego, nienaruszalnego i nietykalnego wytworzyły przez wieki pokolenia prawdziwie cnotliwych ludzi, a oni teraz chcą to wszystko odebrać, zniweczyć, zaprzeczyć, zburzyć. Homoerotyzm to zezwierzęcenie i uniżanie się istot, które kiedyś były mężczyznami, odbierając tym sobie to zaszczytne miano.

Wstyd!

Tylko małżeństwo mężczyzny i kobiety zapewnia optymalny i należyty model życia, który należy wspierać za wszelką cenę. Związki jednopłciowe nie są pożądaną normą, nie zasługują na uznanie, wsparcie ani akceptację, są natomiast niesakramentalnym, nieobyczajnym wybrykiem i dziwactwem znikomej grupy pojedynczych, nielicznych, żałosnych, błądzących i zepsutych do szpiku kości ludzi. Pederaści nie mają i nigdy nie będą mieć dzieci, biologicznych ani adoptowanych, a jeżeli takie w ich pobliżu się znajdują, należy je im odbierać, choćby do sierocińca. Istnienie pedałów odbiera innym prawo do posiadania żony i dzieci, stanowi realne zagrożenie i przeszkodę w normalnym rozwoju innych dzieci, przyczynę dysfunkcji i patologii prawdziwych rodzin, których oni nie tworzą, a którym oni odbierają pozytywne wzorce, wartości i etos. Homoseksualistom żyje się zbyt dobrze, już mają za dużo praw, kosztem wykreślenia całego Dekalogu, zdefraudowania Prawa Bożego, a nawet likwidacji małżeństwa mężczyzny i kobiety. Nadużywając wolność i wykorzystując prawo do wypowiedzi, w niecnych celach chcieliby wyłudzić i zagarnąć wszystkie przywileje tylko dla siebie, celem zalegalizowania niekonstytucyjnego, niebiblijnego, łatwego, hulaszczego, sielankowego, wygodnickiego i sodomickiego życia w nietrwałych, niewiernych, antymonogamicznych, wolnych związkach otwartych, w konkubinacie, na kocią łapę, bez trudu zobowiązań i konsekwencji, opartych tylko o seks, erotykę, pornografię, sadomasochizm i inne obrzydliwe procedery i li tylko cielesne doznania.

Wstyd, wstyd, wstyd!!

A niechby już nawet to to było udawane daleko z dala oczu, ale dlaczego blisko nas?!? Przecież nie muszą tego praktykować tutaj i teraz, niech wyjadą gzić się na Madagaskar. I jeszcze mi odgrażają, że zakażą homofobii i mowy nienawiści. Sami wzbudzają do siebie i wzniecają przeciwko sobie uzasadnioną, uprawnioną i usprawiedliwioną nienawiść, agresję i dyskryminację. Ja tylko spokojnie chcę żyć bez takich różowych nowinek. Nikt się nie wtrąca w ich pedalski żywot, niech się kochają jak chcą, ale niech nie zmuszają nas, byśmy to tolerowali i akceptowali. Nas do tego niech nie zmuszają ani w to nie mieszają. My tak nie chcemy i nie zamierzamy. Nie zezwalamy na istnienie lobby gorszych ludzi, wprowadzenie dyktatury relatywizmu, narzucanie poglądu mniejszości nad jedyną prawdą, której właścicielem jest większość. To, co wiąże „tych” dwóch panów, nie może być nazywane taką samą „miłością”, jaka łączy tylko mężczyznę z kobietą. To nie mieści się w definicji związku dwóch ludzi.

Masz nieopodal pedała. Ale wstyd!

Ten pederasta powinien się wstydzić, zejść z oczu i ust, trzeba wykreślić go innym z głowy i serc! Jego imię i istnienie należy przemilczeć, trzeba się go wyrzec, kto może niech wydziedziczy. Najlepiej, żeby sam opuścił okolicę, wyjechał za granicę. Albo przynajmniej wykastrować go, zamknąć na przymusowym leczeniu psychiatrycznym. Niech się sam powiesi, rzuci pod pociąg, rozwiąże problem. Mogą go spotykać wszelkie nieszczęścia, choroby, zasłużone cierpienie. Zapracował, przyczynił się przecież. Chciał taki być, dokonał wyboru, niech płaci. Hańba. Na pohybel z nim. Z nimi wszystkimi. Każdy taki sam.

Być może do pedałów mógłbyś nic nie mieć, ale doprawdy, dlaczego wszyscy preferują analnie w d...?!? Jak mogą tak zohydzić seks? No bo niby jak to tak, facet z facetem, pocałunek w usta? Ohydne! A niby gdzie ch.. wepchać, c... przecież brakuje, nawet cycków babie nie pomaca. Gdzie pcha te ręce, gdzie pcha swojego, odbyt służy do srania a nie p......... Zaraz rzygnę. To jest zdecydowanie nieakceptowalne, nie do przyjęcia. Nie można tak.

Wstydźcie się, pedały!

I teraz ten marny, znany Ci człowiek, też został ciotą! Z własnej nieprzymuszonej woli, tak po prostu, dobrowolnie. Co za wstyd!



A może, ktoś inny dowiedział się, że to Ty jesteś gejem, ale nie przyjął tego dobrze. Albo chciałbyś powiedzieć, ale obawiasz się braku akceptacji. Bo zareagował lub zareaguje mniej więcej tak, jak powyżej. Bo tak naprawdę trochę sam siebie nie akceptujesz, albo nie oczekujesz od innych, żebyś miał prawo do bycia akceptowanym takim, jakim jesteś. I z tych powodów, wszystkich lub jednego, jest ci przykro, że nie zasługujesz nawet na tolerancję i szacunek, nie potrafisz chcieć się zmienić, albo ci to nie wychodzi. Przynosisz taaaką ujmę i plamę na honorze dobrego imienia i czci prawomyślnej, religijnej, wzorowej rodziny. Tylko ty jedna czarna owca, wszyscy od ciebie są lepsi, tyś najgorszy. Ludzie obgadują i plotkują lub dopiero zaczną oblewać smołą, wyśmiewać, szantażować, prześladować, znęcać się, rzucać kamieniami, bić. Będzie wstyd, już jest wstyd. Być może Ty sam już akceptujesz siebie takim, jakim jesteś, ale na Boga, jak masz powiedzieć innym i co zrobić, skoro ktoś wie lub gdy się dowie?



Dość.

Nie wiem, czy jesteś tym pierwszym, czy tym drugim Człowiekiem, którego możliwe skrajnie negatywne i dołujące myśli i emocje, trochę przesadnie zestawiłem. Nie wiem, czy czujesz pogardę, nienawiść, złość, rozczarowanie, niepokój, przykrość, ból, obojętność.... Do Kogoś, czy do Siebie. A może tylko do tego, jaki jest Ktoś lub jaki jesteś Ty, nie odbierając godności Człowieka, bo póki co śmiesz utrzymywać, że to sam Człowiek takim homoseksualnym zachowaniem sobie ją odbiera?

Nie wiem, skąd się tu wytrzasnąłeś, z Księżyca przecież nie spadłeś. Może z Marsa, ale to trochę daleko od Ziemi i tego, co się tutaj naprawdę cały czas dzieje. Najwyraźniej jakoś tu trafiłeś i doczytałeś do tego miejsca. Tych kilka więcej chwil Cię nie zbawi (a może?), więc czytaj dalej do końca.

Osoby z dużą empatią, prawdopodobnie nie były w stanie tego steku prawd nieobjawionych doczytać do końca. Osoby, których to dotyka, również. Do głębi resztek moich zasobów łez, przepraszam, że być może słowami takimi wzbudziłem w Tobie negatywne emocje. Byle nie głupi śmiech.

Trudno się przez nie przebić, nieprawdaż? Trudno teraz ot, tak, przejść spokojnie z uśmiechem do innych rzeczy, jakby nic się nie stało. Emocje wpływają na to, co i jak rozumiemy, słyszymy, mówimy, czynimy. Lub raczej chcemy rozumieć, słyszeć, mówić i czynić. A inni nie chcą zrozumieć, usłyszeć, pozwolić nam powiedzieć i zrobić. Złe utrudniają, dobre ułatwiają.

Dość!

Jak poradzić sobie z tak wielkim bagażem negatywnych słów, emocji i wyobrażeń o gejach, o nich samych, w nich samych albo w ich otoczeniu? Własnych, cudzych. Zupełnie zbędnych i niepotrzebnych. W dodatku nieprawdziwych.

Jak poradzić sobie z tą górą narosłych barier, poruszeniem w sercu lub umyśle, ciężarami dla ducha? Pomimo potrzeby zrozumienia kogoś innego, skoro już musimy mieć z nim do czynienia, a mimo tego, nie wypada lub nie można go zrozumieć. Pomimo potrzeby bycia zrozumianym przez kogoś innego, skoro już mamy z nim do czynienia, a mimo tego, ten ktoś nawet się nie wysila, nawet nie próbuje nas wysłuchać i zrozumieć.

Co musi (po)czuć gej, gdy (u)słyszy takie słowa? Jakie mechanizmy powodują, że zbyt wielu odbiera sobie życia, a niektórzy popadają ze skrajności w skrajność? Jak wiele trzeba im jeszcze odebrać normalności, by stali się tak nienormalni, jak się im próbuje wmówić?

Nie wiem, skąd Twój wstyd. Dlaczego wstydu oczekujesz od Kogoś. Dlaczego wstydzisz się Kogoś. Dlaczego wstydzisz się przed kimś. Dlaczego wstydzisz się za Kogoś. Dlaczego godzisz się na wstyd, wzbudzasz to w sobie, wywołujesz w innych, pozwalasz robić to innym. Dlaczego cudze Życie tak mocno jest Tobie solą w oku, niestrawnością w żołądku, rozwolnieniem w ostatniej części układu pokarmowego.

Doprawdy, aż tak wielką rzeczą jest orientacja seksualna, większą niż sam Człowiek, ważniejszą niż nawet Bóg? Czy ten element osobowości uniemożliwia i niweczy wszelką komunikację, godność, szacunek i miłość do bliźniego? Usprawiedliwia te wszystkie emocje, które zrodziły się wskutek słów, które padły? Czy doprawdy miały paść? Czy można komuś odebrać wszystko? Jakie „...ale...”?!? Są jakieś wyjątki?

Dość!!!

Zamilcz.

Wysłuchaj.


Nie wiem, jakie masz wyobrażenia o gejach. Na pewno zbyt dużo w tym stereotypów, generalizacji i uproszczeń, wykreowanych przez media i wieść gminną niesioną drogą kropelkową. To jest zaraźliwe. Strzeż się nienawiści i przemocy. Uważaj, by nie zgubić w tym wszystkim Człowieka. Zwłaszcza, jeśli do tej pory nie był Tobie obojętny. Zwłaszcza jeśli, gdyby jednak nie był homoseksualny, w gruncie rzeczy dalej na Nim by ci zależało. A skoro jest gejem, to już Ci nie zależy? Taki warunek wstępny, którego niezaliczenie powoduje odrzucenie bez mrugnięcia okiem? No tak, nie chcesz przecież. To pedał sam wybrał i Cię zmusił.



W jakimś sensie, każdy człowiek wyraża miłość, pożądanie, uczucia, emocje i potrzeby, bliskości cielesnej i duchowej, na różne sposoby. Każdy na jakiś własny, unikalny kształt.

Jedni są romantyczni i wierni, inni łatwiej ulegają okazjom i pokusom. Jednych interesuje wyłącznie seks, inni chcą pełni związku uznanego przez otoczenie. Jednym potrzeba namiętnej, burzliwej relacji, inni chcą dotrzymać celibatu w cichej, spokojnej parze więcej niż przyjaciół. Niektórym wystarcza samotność. Ale przecież nie wszyscy są do niej powołani. Nie wszyscy są aseksualni, pozbawieni, wyzuci takich uczuć i potrzeb.

Niektórzy potrzebują miłości i wsparcia. Połówki lub połówka i otoczenia. Ludzkiego, dodajmy. Ale nie wszystkim ostatecznie się udaje. Nie wszystkim przychodzi to szybko i łatwo. Najczęściej związki potrzebują wiele wysiłku, cierpliwości i wzajemnej życzliwości, gdy mija najgwałtowniejsze, pierwsze zakochanie. Jedni zaczynają od łóżka. Inni od neutralnych i przypadkowych spotkań, gestów, długo rozwijającej się znajomości. Tylko jedną osobę w życiu lub tylko nieliczne wyjątkowe, dopuszczą do własnej alkowy.

Czy pisałem to o osobach sparowanych: heteroseksualnie różnopłciowych, czy homoseksualnie jednopłciowych, obu to dotyczyło. W takich samych warunkach, osoby homoseksualne nie kochają inaczej niż heteroseksualne. Tylko zawsze warunki inne, tylko cierpliwość i chcenie różne, tylko otoczenie odmienne.

Owszem, odpada w obrębie dwóch osób homoseksualnych tej samej płci możliwość świadomego rodzicielstwa lub zaliczenia wpadki, gdy pomimo zabezpieczenia, wskutek głupoty lub gwałtu, potomstwo jest przypadkowo niechciane.

Owszem, łatwo zarzucić, że bez prokreacji seks nie ma sensu. Że bez dzieci, bliskość fizyczna jest zła. Jak to nie ma sensu, jak to jest zła? To przecież Ludzie mogą nadać, lub nie nadawać, seksualności jakiś sens. Dobrze, jeśli jest to wspólny sens. Może być to dziecko. Ale nie musi, nawet w heteroseksualnych małżeństwach. Czy to mężczyzna i kobieta, czy dwóch mężczyzn, czy dwie kobiety, żaden człowiek ani żadna para ludzi nigdy nie jest zbędna, niepotrzebna... a przynajmniej nie z tego powodu, że nie realizuje (bo nie chce lub nie może) funkcji prokreacyjnych.

To pary mogą, jeśli tylko chcą i wystarczająco konsekwentnie próbują, wykorzystywać tę wspaniałą sferę życia do cementowania czegoś dobrego, gdy dwoje różnych Ludzi, pomimo wielu rzeczy, które im przeszkadzają, które nie odpowiadają ich dawnym oczekiwaniom i ideałom, nagle próbują zbudować coś wspólnego, dobrego, pięknego. Jeśli tylko próbują, bardzo wielu się to udaje. Tylko wpierw muszą chcieć. Tylko wpierw ktoś lub coś musi ich do tego nakłonić. Także do przeskoczenia w prawną lub sakramentalną formę.

Nie bądź tym, który zachęca innych do życia bez sensu, z pominięciem innych ludzi, bez zobowiązań. Nie bądź tym, który odmawia i odbiera innym możliwość poświęcenia swojego życia innemu Człowiekowi, w najwspanialszej pełni tego, co może całym sobą oferować. Każdy jest niedoskonały, mniej lub bardziej, ale takiego lub taką siebie niektórzy pragną współdzielić z jednym wyjątkowym Człowiekiem.

Czy Ty wiesz lepiej, jak Ktoś będzie dobrze przeżywał swoje chwile? Czy zagwarantujesz, że BEZ miłości, czy to wespół duchowej i cielesnej, czy to tylko tej uczuciowej świadomie bez udziału ciał, czy to tylko tej fizycznej bez udziału serca, a może naprzemiennie jak wyjdzie — Ktoś inny (a nie Ty sam za Kogoś) doprawdy będzie dobrze wypełniał i przeżywał swoje życiowe losy i role?

Człowiek pozbawiony miłości i sensu życia wegetuje i umiera. Nie odbieraj miłości, gdy ktoś już wcześniej nie ma wystarczająco wszechogarniającego innego sensu życia.

Jakim prawem za kogoś chciałbyś oczekiwać, decydować i zmuszać, by był dobrym człowiekiem, dobrym uczniem, pracownikiem, nauczycielem, urzędnikiem, politykiem, sprzedawcą, artystą, robotnikiem, sąsiadem? Nie zmuszasz? To jakim prawem odmawiasz komuś prawa do bycia dobrym? Nie odmawiasz? Bo Ty nie potrzebujesz miłości, bo Ty możesz się bez niej obyć, bo Ty wolisz inaczej, bo bez uczuć i sfery intymnej WSZYSCY bez wyjątku (także Ty, także Twoi Rodzice) mogą żyć, realizować się, spełniać? Bo Ty jesteś w tym lepszy, najlepszy? Bo tylko Ty posiadasz monopol na mądrość i jedynie słuszne uczucia i namiętności?

Bo Ciebie do wielu rzeczy też zmuszono, też Ci zbyt dużo zakazano? Nie chciałeś się żenić, nie chciałaś wychodzić za mąż, ale Twoi Rodzice zmusili Cię do ślubu z kimś, kto nie był najlepszym wyborem, kogo nie kochasz? Może zmusili Cię do aborcji, a może do urodzenia niechcianego dziecka? Co gorsza, bo Tobie nie wolno było być homoseksualnym, to inni też nie mogą? A może ktoś Cię skrzywdził, zgwałcił, pobił, wykorzystał, oszukał, porzucił? Sam musiałeś stawić temu czoło, tak naprawdę nigdy się z tym nie pogodziłeś. Teraz jak gdyby nigdy nic, musisz pracować, uczyć się, mieszkać i chodzić tam, gdzie nie chcesz. Teraz Ty masz prawo oczekiwać od Kogoś gorszych poświęceń. Serio? Masz? Nie wszyscy muszą wszystko, nie wszystkim wolno. Dlaczego niby inni mieliby móc robić co chcą, kochać kogo i jak chcą.

Nie. Nie mówimy o dzieciach. Ani zwierzętach. Ani zwłokach. Ani prostytucji. Ani jednoczesnych stosunkach lub relacjach z wieloma ludźmi. Ani nawet malowaniu się i przebieraniu w sukienki. Nie poniżaj, nie wyśmiewaj, nie odbieraj godności. Nie myl. Geje i lesbijki nie są pedofilami. Nie są zoofilami. Nie sprzedają swojego ciała. Nie zdradzają i nie pozostają w wielokątach. Nie są transwestytami ani transseksualistami. Pomijając już samą absurdalność zestawiania różnych osób.

Istnienie mężczyzn, dla których sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z małymi chłopcami, nie wyczerpuje kategorii płci męskiej. Do kategorii mężczyzn należą także tacy, którzy wolą małe dziewczynki, zwierzęta lub rozkładające się zwłoki, którzy czerpią zyski z własnego ciała lub płacą za ciało ulicznych prostytutek, którzy mają własne haremy, którzy każdą noc spędzają w innym kobiecym łóżku, którzy wolą to robić grupowo z wieloma naraz lub naprzemiennie, którzy robią to w damskich ciuszkach. Oczywiście, że zdecydowana większość mężczyzn woli dorosłą kobietę. W tej dorosłości, odpowiednio do własnej, w miarę dojrzewania. Ale także część mężczyzn woli jednego mężczyznę, dorosłego. I zupełnie nijak mają się do tego inne zjawiska tego świata, których nie należy mieszać. Ani zarzucać, że akceptacja jednego pociąga akceptację drugiego. Czy ktoś widział paradę zoofilów i nekrofilów, żądających ślubów ze zwierzętami i trupami? Ach tak. W cyrku różne rzeczy ze zwierzętami robią. W Halloween z wampirami i zombie też.

Wracając z Marsa na Ziemię. Niektórzy mężczyźni po prostu mają taką naturę, że z kobietą im wyjść nie może, a z innym mężczyzną, i owszem. Nie odrzucają żadnego aspektu takiej relacji. Aż tyle i tylko tyle. Bo czasem ludzie po prostu ze sobą są i nawet chcą być. Bo tak im w jakimś zakresie przyjemniej. Bo tak im w jakimś sensie łatwiej. Jakkolwiek, to uproszczenia. Bo nie każdy musi rozumieć miłość, odnaleźć własną i przyznawać, że miłość w ogóle istnieje. Ale przynajmniej niech nie odbiera tego innym. Tym bardziej, jeśli sam jest do niej niezdolny. Tym bardziej, jeśli większa cudza miłość nie umniejsza małości jego własnej. A może właśnie o to chodzi, że porównanie czasem zaboli. Spokojna głowa. Różnie bywa.

Geje także kochają, tworzą wieloletnie, monogamiczne związki. Osoby heteroseksualne także są ze sobą długie lata bez formalizowania związku, a ich małżeństwa też czasem się rozwodzą, czasem krzywdzą. Osoby homoseksualne też.

Wszystkie te negatywne, ale i pozytywne wynalazki relacji międzyludzkich, nie są przecież zastrzeżone dla określonej płci, jednej rasy, orientacji czy religii. Bez względu na płeć czy orientację, choćby dopatrywać się jakiejś większości, to przecież wszyscy jesteśmy różnorodni. Przyjmujemy różne postawy i oczekiwania. Jedni chcą seksu, inni związku, w różnych proporcjach i kolejności.

Czy jest coś moralnie złego w tym, że jakiś Człowiek komuś się podoba, wywołuje pozytywne emocje na widok, dźwięk, zapach, dotyk, samą myśl? Czy moralnie złe jest samo odczuwanie, że cudze ciało jest atrakcyjne? Że dorósł do świadomości, że chciałby z Kimś być? Czy moralnie dobre jest zakazywanie innym dojrzałym ludziom bycia szczęśliwymi w takich cielesno-sercowo-sformalizowanych relacjach, jeśli tylko się nie krzywdzą?

Serio zakazywać? Bo klasa społeczna nie ta, bo profesja zawodowa nie ta, bo majątek nie dość wielki, bo kolor skóry nie ten, bo brak różnicy płci niby nieuświęcony tradycją, bo to z wiochy a to z wielkiego miasta, bo odległość zbyt duża, bo język ojczysty i narodowość inna, bo religia lub niewiara różnią, bo rozwodnik albo dziewica, bo ma już własne dzieci? A jeśli miłość wszystko i tak scala? Też zakazać? Zadecydować za nich?

Geje też mają prawo do szczęścia, samorealizacji. Nikt nie będzie narzucał, żeby wchodzili i trwali w relacjach z niewinnymi kobietami, za wszelką cenę wyniszczając się wzajemnie w nieszczęśliwym związku, pod moralną presją, że to wina geja, że nie potrafił usatysfakcjonować siebie i kobiety w związku.

Dlaczego mieliby być obywatelami drugiej kategorii? Też mają wykształcenie, wiedzę, umiejętności. Też pracują, zarabiają, płacą podatki. Też mają własne rodziny, domy, samochody, pasje. Własne obowiązki, kłopoty i troski. Czasem tracą i poszukują pracę. Migrują. Miewają choroby i urlopy. Tak jak w relacjach między mężczyzną a kobietą, tak i relacje męsko-męskie lub kobieco-kobiece dzieją się pośród normalnego, nadzwyczajnie zwykłego życia.

Cóż począć, przecież to nie wina, wybór ani decyzja, że jest się homoseksualnym. Nikt o zgodę nie pytał. Nikt nie zmieni, nie wyleczy, bo to nie choroba. Homoseksualność powstaje najczęściej przed urodzeniem, genetycznie lub hormonalnie. Potem się nie cofnie. Nie rozmyśli, jeśli dobrze rozpozna przed pochopnymi relacjami.

Seksualność nie jest zabawką. Nie powinno się podejmować aktywności seksualnej niezgodnej z własną orientacją dla wypróbowania lub z nudów. Tym nie mniej, niektórzy nie mają orientacji heteroseksualnej i też mają prawo do samorealizacji w miłości, darując swoje ciało i serce innej osobie, wzajemnie czerpiąc z cudzego ciała i serca. Tej samej płci. Ciała. Bo serce nie ma płci. Bo serca od ciała oddzielić się nie da. Ciało od serca można, choć różne są opinie. Ale różnica płci i tu nie czyni różnicy.

Nikt też nie narzuca, nie promuje, nie propaguje, nie epatuje. Tym nie można się zarazić, nabrać ochoty, zachęcić. Jak to dziś zasłyszałem, promować to można kurczaki w supermarkecie, a nie homoseksualność. Różne są postawy, nie wszyscy geje rozbierają się i całują w miejscach publicznych. W przeciwieństwie do par męsko-damskich, które robią to z premedytacją. Nie? A że niby męsko-męskie lub damsko-damskie tak? Bo może wynika to z takiego samego naturalnego romantyzmu, bez względu na orientację? Bo czasem człowiek się po prostu zapomni?

I nie podniecaj się, Ty — męski macho na baby, już myślą jak to dwie lesbijki razem... bo się zjarasz, a cieknąca Ci ślina nie pomoże. To też homoseksualizm. Tylko że lesbijki Ciebie — faceta — sobie nie wyobrażają. Kto jest więc bardziej zboczony: ten, który czyni i myśli o jednej osobie (choćby tej samej płci), czy ten, który na hasło: pedał, musi sobie to wszystko wyobrażać, choćby (co oczywiste i w Jego przypadku naturalne, ale natura Niektórych jest różna) sam tak nie chciał czynić?

Dość.

Nie wstydź się kogoś, nie wstydź się siebie, nie zawstydzaj innych, skoro nie zasłużyli. Nie słuchaj transmisji sejmowych debat nad związkami partnerskimi. Nie uzależniaj własnej wartości od najbardziej nienawidzącego Cię człowieka, lecz od tego, który akceptuje, szanuje i kocha Cię najbardziej. I przede wszystkim, szanuj innych i siebie. Bez względu na orientację. Bo seksualna jest tylko z nazwy, ale nie wszystko do tego sprowadza się. Bo to tylko cząstka wspaniałego Człowieka, jeśli tylko nie zabronisz mu lub sobie takim w pełni sobą być. Jeśli tylko zechcesz go poznać lub pozwolisz dać się poznać. Polubić. Zaakceptować. Pokochać.

Jeśli jesteś tu pierwszy raz, przeczytaj jeszcze początek bloga. Kto by przypuszczał rok temu, jakie to wielkie rzeczy będę przeżywał za rok...



Sigur Rós, Heima z albumu DVD o tym samym tytule, 2007


Shugo Tokumaru, Katachi, 2013



Annsofi, I´m With You, 2013



The Cinematic Orchestra, Arrival Of The Birds and Transformation,
soundtrack z filmu The Crimson Wing: Mystery of the Flamingos, 2008



Nova Scena Teatru Roma w Warszawie,
Całujcie mnie wszyscy w dupę
ze spektaklu Tuwim dla dorosłych, 2011



Roo Panes, Silver Moon, 2012