środa, 26 grudnia 2012

Dobra nowina

W życiu czekamy na różne rzeczy...

Na dzwonek na przerwę.
Sygnał reklamy w telewizji, żeby wyjść do ubikacji.
Uruchomienie systemu Windows.
Niedzielną mszę z kazaniem.
Znalezienie pracy, lepszą pracę, awans lub podwyżkę.
Mecz drużyny, której kibicujemy, mistrzostwa lub maraton.
Odpowiedź na nasze słowa.
Koncert.
Bezkarną ustawkę / bójkę z naruszeniem czynności ciała powyżej 7 dni.
Koniec sesji egzaminacyjnej.
Ukazanie się wyczekiwanej książki, płyty, filmu.
Aż druga strona wyzna lub odwzajemni miłość.
Ulubioną porę roku.
Odnalezienie przodka.
Wieczornego drinka.
Zaplanowaną podróż lub wizytę.
Uzdrowienie.
Wytrwanie bez grzechu.
Koniec świata.
Nowy wpis (nie)lubianego blogera.
Narodziny dziecka.
Natchnienie i ukończenie utworu.
Nieuchronną śmierć lub odejście nielubianej osoby.
Boże Narodzenie wyczekiwane w trakcie adwentu.
Szczęście.
Powrót / przyjazd ukochanego / ukochanej.
Zbawienie.
Zmianę w życiu / nadanie nowego sensu życia.
...

Jednych z nich się doczekujemy, na inne wciąż czekamy, niektóre w ogóle nie przyjdą. Wszystko to jest normalne, że pewne rzeczy przychodzą, jedne szybciej i łatwiej, drugie później i trudniej, a inne nie przychodzą w ogóle. Przyjścia niektórych nawet nie spodziewamy się, nie planujemy, bo wypatrujemy nie tam, gdzie trzeba, ale i tak nas dopada. Dokładnie tak, jak miało być. Nie później, ale i nie wcześniej.

Jaki sens ma oczekiwanie? Czy chwile niespełnionych nadziei i marzeń są niczym, jeśli obrany cel nie nadejdzie, nie osiągnie mety? A jeśli przeciwnie, spełni się, po cóż to całe wyczekiwanie?

Nie wiem, ale ufam, że wszystko ma swój czas i sens... Wiele jeszcze rzeczy nie pojmuję. Niby wielu rzeczy żałuję, których kiedyś nie było, a jak już mogły być, to że szybciej nie dostrzegłem. Ale z drugiej strony, inaczej coś mogłoby nie zaistnieć...

Czekając, zdajemy sobie sprawę z tego, co lub Kto jest najważniejsze/y w naszym życiu. A przynajmniej mamy tak długo taką możliwość obrania dobrej orientacji na życie, aż poczujemy, że to jest ten, ta, to... Czekając, możemy rozejrzeć, wsłuchać się dobrze wokół i w głąb siebie. Rozpoznać drogi, jakie do czegoś/kogoś prowadzą lub po czymś nastąpią. Czekając, możemy się umocnić lub zapragnąć czegoś/kogoś konkretnego. Dokonać właściwych wyborów, gdy nadejdzie czas.

Wielu chwilom wyczekiwania po drodze towarzyszy bezradność, niepewność, zwątpienie, lęk, zagubienie, apatia czy agresja. Czasem depresja i myśli / próby samobójcze. Bo ileż można dreptać w miejscu. Bo tylko obiecują, zwodzą, przesuwają terminy, wszystko się sypie i jest nie tak, jak być powinno. Bo wszyscy mają, każdy już osiągnął, wszystkim innym się udaje, tylko nie mi. Bo we mgle nie widać nadziei na przyszłość. Bo wydaje się nam, że nie mamy na coś wpływu.

Nie poddawajmy się. Sam(a) wiesz, że się opłaca. No i co z tego, że czasem nie wyjdzie, nie uda się. Wyjdzie coś innego, nie raz okaże się, że lepszego. A jak wyjdzie, to już zupełnie inna historia przecież. A nawet więcej historii, całe nowe życie. I dla nich, dla przyszłości z tym, co dobrego przyniesie życie, ten jeden człowiek i inni ludzie wokół, warto próbować...

Nie wiem, jakie oczekiwanie nosisz jakiś lub jakaś Ty. Być może kilka z tych słów trafią w samo sedno Twojej sytuacji. Być może nie.

Jaką postawę przyjmiesz w swoich oczekiwaniach?

Zaufaj Bogu, przeznaczeniu, sobie samemu (samej), swojej połówce lub swojemu połówkowi, Ludziom, naturze. Żyj dobrze. Otwórz się na to, co z tego zaufania dobrego płynie. Będzie dobrze, czas dobrych zmian się zaczął. Tylko pozwólmy im nadejść.


U(za)spokajając zaś (ciekawość) Czytelników... Ot, życie pozablogowe wzięło górę... I przecież tak być powinno. Nie oddałbym Go za żadne skarby, choćby milczenie tego bloga dudniło innym w oczach, choćby w tej chwili dzieliły nas setki minut i kilometrów, choćbym potem nie mógł się w pracy skupić i wyrobić, choćbym tęsknił tak mocno... Blog jest dla mnie sprawą wtórną, to oczywiste. Przeżyliśmy kilka zupełnie innych weekendów, podwójnie innych, a wciąż debiutujemy oraz biegniemy dalej przez życie, gdziekolwiek nas zaniesie... Wspólne chwile mogłyby (jak w piosence) znaczyć tak niewiele, prawie nic, ale sens niemówionych słów od dawna rozbudzał melodię na strunach [nie tylko] szyn... ♥♥


Dobrą nowinę przyniosły specjalne kościelne rekolekcje, w których wzięliśmy udział z innymi osobami LGBT, z którymi tym samym wszyscy wzajemnie mogliśmy się poznać. Jak wyznałem na spowiedzi, moje życie bez miłości nie miałoby sensu, bo kiedyś nie pozwalałem na to, by ktoś mnie kochał lub bym ja kogoś pokochał, a przecież wierzę, że Źródło każdej ludzkiej miłości jest Jedno. Podświadomie czuję, że brakowało mojej obecności pośród nas, tj. również takich Ludzi. Dobrze wiedzieć, że są ludzie, miejsca i czas, w którym można być sobą i nie wstydzić się ani wiary, ani miłości... Grupa jest otwarta dla innych osób, które jeszcze szukają sposobu, jak kochać Boga, czując homoseksualność oraz jak kochać swojego partnera, nie porzucając Boga.

Poza sprawami wiary i sumienia, moją uwagę zwróciły również potrzeba nietworzenia z nas getta, a zarazem zrozumienia nas i naszych duchowych potrzeb. No i niedostrzeganie przez wiele Osób, że poza tym, co nas odróżnia od większości ludzi, mamy o wiele bogatsze życia niż jeden niezbywalny puzzel (o czym nie raz pisałem na blogu), których Niektórzy nie widzą, jak tylko się dowiadują, z kim mają do czynienia. No i o tym, że wcale nie trzeba się narzucać i obnosić homoseksualizmem, bo Ludzie sami nam zadają (werbalnie i niewerbalnie) pytanie, kim jest ten chłopak lub dziewczyna, albo odwrotnie, dlaczego dziewczyny albo chłopaka nie ma... A potem nie rozmawiają z nami jak z Ludźmi i się dziwią odpowiedzi... Każdy jest inny i reaguje inaczej. Wzajemne lepsze poznanie umożliwia rozwianie nieporozumień...

W drodze powrotnej mówiłem, że emocje wpływają na prawidłowość komunikacji między ludźmi. Złe emocje/postawy (takie jak pogarda, gniew, nienawiść czy lęk/strach, często wykrzyczane) i wyrażające je słowa, powodują, że nie słyszymy tego, co ktoś chciał powiedzieć, podobnie ktoś nie mówi tego, co myśli. I odwrotnie, gdy to my mówimy, nas przeinaczają lub nie potrafimy się wysłowić. Dobre zaś emocje/postawy (takie jak szacunek, spokój, szczerość, altruizm, empatia czy zaufanie/nadzieja) oraz wyrażające je słowa, powodują, że wzajemnie rozumiemy się lepiej, bo chcemy słuchać i chcą nas słuchać, dzięki czemu możemy dobrze się wysłowić i być dobrze zrozumianymi. No ale to jest trudne, choć potrzebne.

Po rekolekcjach trochę zabolało, że Ktoś (w jakimś sensie dla mnie ważny) powiedział, że związki inne niż małżeństwo kobiety i mężczyzny naruszają sprawiedliwość i pokój.
Trzeba także uznać i promować naturalną strukturę małżeństwa, jako związku między mężczyzną a kobietą, wobec prób zrównania jej w obliczu prawa z radykalnie innymi formami związków, które w rzeczywistości szkodzą jej i przyczyniają się do jej destabilizacji, przesłaniając jej szczególny charakter i niezastąpioną rolę społeczną.
Zasady te nie są prawdami wiary ani jedynie pochodną prawa do wolności religijnej. Są one wpisane w samą naturę człowieka, możliwe do rozpoznania rozumem, a zatem wspólne dla całej ludzkości. Działalność Kościoła na rzecz ich promowania nie ma więc charakteru wyznaniowego, ale jest skierowana do wszystkich ludzi, niezależnie od ich przynależności religijnej. Działalność ta jest tym bardziej konieczna, im bardziej owe zasady są negowane lub błędnie rozumiane, ponieważ znieważa to prawdę o osobie ludzkiej, w poważny sposób rani sprawiedliwość i pokój.
Powtórzę, osoby LGBT nie mają alternatywy, a sugerowanie im czegoś niezgodnego z ich naturą (np. gejowi małżeństwa z kobietą) i podnoszenie wobec nich larum, jest co najmniej nieporozumieniem. Piszę to z perspektywy osoby heteroseksualnej, którą niby nie byłem, ale w jakimś sensie kiedyś takimi kategoriami myślałem, a mimo to, swoje wiedziałem.


Były rekolekcje, było i spotkanie wigilijne w innym, choć podobnym gronie i miejscu. Dzięki, że zostaliśmy tak otwarcie przyjęci.


Nie mam takich talentów jak Panów Dwóch, ani Pani, ale sprezentowane ozdoby są po prostu PIĘKNE (tak jak Wasze serca), dziękuję (także za coś dla ucha i pod ucho ;) ), niektóre sami widzieliście gdzieś indziej w sieci, jak się prezentują. A jak się talentu nie ma, to wpadłem na inne pomysły, NIE bądźcie proszę skrępowani :*


Poznałem też Kuzyna od tej strony, która pałęta się na tym blogu. Kiedyś zapewne przeczyta niniejsze słowa. Cóż, wszyscy tworzymy różne wspólnoty i społeczności. Rodzina jest jedną z nich, choćby więzi pokrewieństwa nie były najbliższe. Grupa wiernych, znajomych z pracy czy szkoły, albo pasjonatów wspólnego hobby, też takimi są. To chyba dobrze, że wśród jakichś Ludzi możemy siebie lepiej poznać, zaufać sobie, czasem wesprzeć i jeszcze czerpać z tego radość czy nową inspirację na życie.


Jak zawsze podkreślam, że poza blogiem była cała reszta życia, od tej trochę przytłaczającej w pracy, po Tą bardzo miłą już wspomnianą. Od politycznych sporów, końca świata, zimy, na urodzinach Jezusa (Świętach Bożego Narodzenia i wszystkim tym, co z nimi związane) kończąc... To, że o tym na blogu nie piszę, świadczy tylko o tym, że na pisanie o tym czasu nie mam... Proste.


PS. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wielu Ludzi nie chcąc być gejem, trafia z wyszukiwarki na ten blog. Wspieram Was myślą i modlitwą, też tak miałem...


Na strunach szyn z musicalu Metro

środa, 5 grudnia 2012

Nagość

Niektórzy postrzegają blogowanie jako gorszący ekshibicjonizm w internecie... Przynajmniej co do uzewnętrzniania się, odkrywania kawałka czyjejś niedoskonałego człowieczeństwa, zwyczajnej niezwykłości i niezwykłej zwyczajności, mają rację. Ale czy rzeczywiście obnażamy się aż tak rażąco, że powinni nas chować przed cudzymi oczyma? Czy poznając to, co nie jest informacją prywatną, już posiedliśmy tę wiedzę na dowolny użytek?

Przed zgorszeniem lub wzgardzeniem, ulegli niech odpowiedzą sobie na pytanie, dlaczego przed Nimi nie potrafimy lub nie chcemy otworzyć się w świecie rzeczywistym? Dlaczego tylko przed Niektórymi uchylamy kawałka swojego nieba, a innym wstydzimy się przyznać, jacy jesteśmy pod tą miękką powłoką milczenia? Dlaczego nie siedzimy za twardą skorupą szarej, codziennej maski bez uczuć? I dlaczego człowieka tworzy coś więcej niż tylko zewnętrzna fizyczność i pozory tworzone ze strachu przed obnażeniem w pracy, wobec sąsiadów czy większości społeczeństwa?

A przecież, nawet na blogu nie jestem tak nagi, jak chciałbym być na strunach szyn nie tylko przed snem.
Łatwo jest zdjąć ubrania i uprawiać seks. Ludzie robią to cały czas. Ale otwarcie duszy na kogoś, wpuszczenie kogoś do Twojej duszy, Twoich myśli, obaw, przyszłości, nadziei, snów... TO dopiero jest bycie nagim.
(oryg.) It's easy to take off your clothes and have sex. People do it all the time. But opening up your soul to someone, letting them into your spirit, thoughts, fears, future, hopes, dreams... THAT is being naked.
Rob Bell


Thomas Newman, Amen z filmu Służące, 2011