14.07.2012

Nie chcę być homoseksualistą

Ktoś trafił na ten blog szukając wyżej wymienionych słów w internecie. Być może wpisał je np. dziennikarz, psycholog, psychoterapeuta albo po prostu ktoś zainteresowany zagadnieniem samoodrzucania orientacji seksualnej. Być może jednak słowa te wpisał Ktoś, kto nie akceptuje odczuwanego przez siebie pociągu seksualnego do innych osobników własnej płci. Jeśli jesteś taką Osobą, poniższe słowa kieruję do Ciebie.

Ja też bardzo długo nie chciałem być homoseksualistą. Starzy bywalcy tego bloga wiedzą to aż do znudzenia [;)], ale ponieważ Ty trafiasz tu zapewne po raz pierwszy, odsyłam Ciebie do starszych wpisów chronologicznie.

Doskonale wiem, co czujesz. Serio. Przechodziłem to przez kilkanaście ostatnich lat. Bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, najczęściej po prostu się żyło na przeczekanie aż samo minie. Te wszystkie lata czekania pozwoliły mi nabrać dystansu i upewnić się, jak powinienem żyć, zwłaszcza, że jestem katolikiem.

Cały czas byłem, jestem i zawsze będę homoseksualistą, niezależnie od tego, że kiedyś nie dopuszczałem takich stwierdzeń nawet do własnych myśli. Moja/Twoja postawa wobec siebie, ludzi i świata nie mają wpływu na moją/Twoją orientację seksualną.

Jeśli jesteś osobą dojrzałą, a popęd płciowy (pociąg seksualny) do osób tej płci, co Twoja, jest niewątpliwie silniejszy niż seksualne zainteresowanie płcią przeciwną (tj. jako mężczyzna pożądasz mężczyzn zdecydowanie bardziej niż kobiety) — to jesteś homoseksualistą. Może Ciebie ciągnąć sama atrakcyjność i seksualność fizycznego ciała, może Ciebie pociągać potrzeba duchowej i psychicznej bliskości z drugim człowiekiem — tej samej płci. Przejawiać się to może w podejmowanych działaniach, odbieranych bodźcach, odczuwanych potrzebach, przeżywanych fantazjach, zapamiętanych snach. Co do zasady wobec płci albo tylko do ściśle konkretnej osoby lub osób.

Jeżeli wolisz płeć przeciwną (tj. mężczyzna — kobiety, kobieta — mężczyzn), ale „coś” czujesz do tej samej płci zdecydowanie słabiej, rzadziej, krócej i mniej pewnie — możesz być heteroseksualny lub biseksualny. To też są orientacje seksualne.

Homoseksualny byłeś, jesteś i zawsze będziesz. Choćbyś cały czas dobrze się ukrywał i zachowywał pozory. Chociażbyś nigdy nie pasował do stereotypowego obrazu geja. Bez względu na to, czy ktoś inny wie. Niezależnie od tego, czy przed samym sobą się do tego przyznajesz.

Orientacja seksualna to jest fakt. Obiektywna prawda. To nie jest wybór. Tak po prostu jest, bez względu na to, czy tego Ty lub ktoś inny chce, prosi, oczekuje, żąda, nakazuje, zakazuje lub nie.

Po prostu tak czujesz. To wszystko jest normalne. To czysta biologia, sama natura naszego człowieczeństwa. Nie ma w tym absolutnie nic złego. To nie jest zboczenie ani wynaturzenie, po prostu część z nas obiektywnie ma taką orientację. Tak było poprzez wszystkie wieki znanej historii ludzkości.

To nie minie. Ani samo, ani przy Twoich próbach, ani z pomocą z zewnątrz. Orientacji zmienić się nie da. To nie jest choroba, tego się nie leczy. Co więcej, czekanie nic nie da, a modlitwa też nie pomoże. Terapie twierdzące, że przestaniesz odczuwać pociąg fizyczny i psychiczny do tej samej płci, nie przyniosą nic poza przejściowym złudzeniem, które minie na pstryknięcie palca, gdy nie będziesz do tego gotowy. Nie będziesz nigdy byłym (ex-) homoseksualistą.

Możesz tylko i powinieneś natomiast z tym się pogodzić. W miarę możliwości jak najszybciej, bo nie ma żadnych obiektywnych powodów, żebyś tym miał się zadręczać i dołować. Zaakceptuj prawdę i naucz się z nią dobrze(!) żyć.

Wiem, jakie to niełatwe na własnej skórze. To jest pewien krótszy lub dłuższy proces w Twoim umyśle, którego potrzebujesz.

Potrzebujesz, by naprawdę szczęśliwie przeżywać kolejne lata swojego pięknego życia.

Nie kieruj się oczekiwaniami innych ludzi. Tak jak ja przez wszystkie lata nie chciałem zawieść rodziców, a zamiast tego nie odważyłem się ułożyć sobie życia. Musisz żyć dla siebie, być może również dla swojego ludzkiego otoczenia, ale to Twoje życie, ono nie należy do innych.

W tej ani w późniejszych chwilach nie musisz na siłę nieodwracalnie decydować, jak dokładnie chcesz żyć. To jest już decyzja, ją niemal zawsze możesz zmienić.

Czy będąc homoseksualny godzisz się na dożywotnie życie w czystości („celibat”), czy chcesz fizycznej oraz/albo psychicznej bliskości z drugim człowiekiem. Czy potrzebujesz obecności całego człowieka tak często jak to tylko możliwe, czy też może tylko przelotnego seksu. Czy i jak głęboko pozostajesz ukryty w szafie, czy też w jakimś gronie znajomych/rodziny z niej wychodzisz.

Taka świadomość własnych oczekiwań od życia przyjdzie w swoim właściwym czasie, nie wcześniej ani nie później, ale dopiero wtedy, gdy będziesz na to gotów. Przede wszystkim, przestań wreszcie tracić czas na zaprzeczanie prawdzie. Zaakceptuj siebie takim, jakim jesteś, żeby dobrze i możliwie szczęśliwie przeżyć życie. Czas najwyższy. Czeka Cię wspaniałe, piękne życie, tylko chciej właśnie tego! Przestań żyć, jakby Cię nie było. Bądź sobą.

Nie, ja nie potrzebuję ani chcieć ani nie chcę być homoseksualistą. To nie jest kwestia chcenia. Owszem, taki cały czas byłem, jestem i zawsze będę! Szkoda, że nie odnalazłem tego w sobie wcześniej, ale lepiej później niż wcale. W końcu cieszę się z tego :)

PS.
Czytelników bloga wyczekujących na wieści z mojego świata proszę jeszcze o chwilę cierpliwości :) Mój świat też się dopomina o obecność :)

[Stardust, proszę tylko nie odnoś powyższego wpisu jako moje pogrążanie się w przeszłości :) Być może uda mi się tym wpisem zasiać potrzebę porzucenia przeszłości w innych osobach podobnych dawnemu mnie :) I tylko tyle, ze mną prawie wszystko OK]


M83, We Own the Sky z albumu Saturdays = Youth, 2008
[K&G: o nie, to nie ja skradłem to niebo ;) ja byłem pierwszy :P]



On the Rocks, Bad Romance, 2010
(oryg. Lady Gaga z albumu The Fame Monster, 2009)
[a co, nie może być dwóch? :P ale tę skradłem ;)]

62 komentarze:

  1. Stardust, Ty paskudna terrorystko:))))))
    Mam nadzieje, ze kiedys bedzie okazja, ze Cie usciskam za ten dopisek drobnym drukiem:))))

    Ale tym razem od poczatku czytania rozumialam Twoje intencje prawidlowo. Masz racje, nigdy nie wiemy z jakich powodow i przyczyn ludzie za pomoca roznych hasel trafiaja na nasze blogi. Ten wpis moze naprawde zaoszczedzic komus wiele rozterek a co za tym idzie kawalek zycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, nawet ostatnio troszeczkę na to „zapracowałem”, żeby mieć kogo i co odwiedzić w USA, niektórzy blogowi Przyjaciele mogą potwierdzić ;) Tak więc szykuj się!! :) :*

      Jestem świadomy, że rozterki w takiej Osobie były i tym wpisem wręcz odżyją, ale tylko po to, by za jakiś czas się rozmyły (co również wiem z własnego doświadczenia). Stracony czas w tym wypadku niczego nie zmienia, tylko odbiera młodość i cenne doświadczenia. Cenny kawałem życia można albo stracić, albo odzyskać dla siebie.

      Ściskam cieplutko, póki co wirtualne :)

      Usuń
    2. to pojedziemy razem!!! też mam ją za co wyściskać... najwyżej zadusimy ją wspólnie! :P

      a co do piosenek, to jesteś kradziej i tyle, he he... M83 i Bad romance... dobrze, że podzieliłeś się ze mną tą wersją na portalu twarzowym...

      no i czekam na te newsy z Twojego świata. a pamiętaj... cierpliwość ma swoje granice ;) inaczej sam wpadnę sprawdzić - he he! ściskam ciepło i mocno oboje Państwa przedmówców... jesteście WIELCY! i nie chodzi mi tu bynajmniej o gabaryty!

      Usuń
    3. Czekam!!!! Na Was obydwoch!!!! Tylko nie dajcie mi dlugo czekac, bo na moim etapie ludzie sie posuwaja szybko":)) i nie mam tu na mysli przyjemnego posuwania:P

      Usuń
    4. @Vermis :D Ależ zapraszam, zabierzcie ze sobą rowery i wpadajcie po remoncie :) Dolny Śląsk jest piękny!

      Ha ha, a co do gabarytów, zszedłem z pogranicza XL/XXL na obecne pogranicze L/M, więc faktycznie byłem WIELKI :D

      @Stardust, do zaduszenia przez dwóch przystojniaków został Ci niecały rok, he he :D bo ja nie chcę zwlekać, moi krewni też się posuwają ;)

      Usuń
    5. żebyś tylko tego nie żałował... :P

      Usuń
    6. ...ja?!? Czy Stardust? Ja bardzo dobrze pedałuję :P No chyba że zabrakło "a" (żałowała), to zmienia sens ;)

      Usuń
  2. Witaj, Mateuszu.
    Nie potraktuj moich słów jako prowokacji, po prostu chciałbym napisać Ci moje pierwsze wrażenia po przeczytaniu Twojego posta.
    Być może to tylko moje subiektywn odczucie, ale tyle razy i z taką mocą podkreślasz niezmienność orientacji seksualnej, że aż w pewnym momencie pomyślałem, że tak naprawdę wciąż próbujesz przekonać samego siebie.
    Nie znam takiego dogmatu naukowego o niezmienności orientacji seksualnej i nie sądzę, żeby w tej mierze panowała jedność - tak więc w sumie przedstawiasz tu swoją opinię za jedną z teorii a przeciw drugiej.
    Nauka posługuje się dowodami?
    Mam pytanie: kto może odpowiedzieć jakiej Ty jesteś orientacji?
    Może głupie i oczywiste to pytanie, ale odpowiedzmy na nie: Ty sam.
    Jak sam piszesz - jeżeli czujesz pociąg seksualny do mężczyzn a nie czujesz do kobiet to na podstawie tego można wyciągnąc wniosek, że jesteś osobą homoseksualną, prawda? I śmieszne byłoby, gdyby ktoś nie będący Tobą samym próbowałby wmawiać Tobie, że się mylisz. Ty i każdy z nas wiemy najlepiej jakiej jesteśmy orientacji.
    Mó problem polega Mateuszu na tym, że mam przyjaciela, który kiedy go poznałem BYŁ homoseksualistą. W 100%. Dziś po kilku latach jest heteroseksualny. I ta zmiana zaszła i ja nie potrafię tego zakwestionować, chyba, że zarzuciłbym mu kłamstwo.
    Ale tego też nie umiem przyjąć, bo wiem ile kilka lat temu kosztowało go to, żeby mi powiedzieć o swoim homoseksualizmie. Nie da się tak Mateuszu podrobić nerwów, strachu i emocji.
    Dziś nie ma po orientacji homoseksualnej śladu.
    I kiedy czytam świadectwa osób, które twierdzą, że taka zmiana dokonała się w ich życiu, za sprawą terapii lub innej metody (http://www.nytimes.com/2011/06/19/magazine/my-ex-gay-friend.html?pagewanted=all) i trwa lata, nie potrafię od razu sklasyfikować tego jako bzdur.
    A Ty naprawdę potrafisz? Co mam powiedzieć mojemu przyjacielowi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Anonimie szukający naukowych dowodów od prostego (o ironio) blogera,

      Czy lektura mojego wpisu naprawdę skłoniły Cię do rozmowy z Przyjacielem ex-gejem? Zamiast cokolwiek Mu mówić, lepiej tylko się za niego módl, by do końca swych dni wytrwał w swoich postanowieniach.

      Bo to są tylko postanowienia, a nie trwała przemiana. Nie neguję prawdziwości/szczerości ani postanowień, ani przemiany, tylko kwestionuję jej trwałość i nieodwracalność. Zaprzeczam, że bez naszej zgody prawdziwa orientacja nigdy nie wtargnie do świadomości.

      Tak, owszem. Twój Przyjaciel ma możliwość wytrwania w postanowieniu do końca życia. Ma szanse. Ale jeśli dostatecznie długo pożyje, jeśli chce naprawdę być wśród ludzi i z nimi, to szanse są małe. Każdy z nas jest słaby, a wtedy wszystko co zależy od naszej woli może legnąć w gruzach. Orientacja nie zależy od naszej woli, natomiast to czy ją akceptujemy oraz jak realizujemy - owszem.

      On tylko spycha swoją homoseksualność do podświadomości. Przed samym sobą udaje, że tego nie ma. Tak bardzo tego chce, tak bardzo w to wierzy, że dla niego taka jest prawda, że faktycznie tak w Jego świadomości jest, że stał się heteroseksualny. No przecież sam tak robiłem i myślałem. Raz lepiej i skuteczniej, raz gorzej i słabiej. Mi też się wydawało, że tak mogę i chcę.

      Tak mocno to w sobie tłumiłem, że faktycznie przez długie okresy jakby nic nie czułem do mężczyzn (jakbym był małym dzieckiem albo był aseksualnym dorosłym). Natomiast chciałem czuć coś do kobiet i wydawało mi się, że nawet są chwile, że tak chyba jest, i że to przejaw heteroseksualizmu, że to się wzmocni, a homoseksualne odczucia będę tak w sobie tłumił do końca mych dni.

      Starałem się przez jak najdłuższe chwile kompletnie nie myśleć o żadnych sprawach związanych z cielesnością, seksem i erotyką w stosunku do mężczyzn. Ucinać myśli i bodźce w zarodku. Nie patrzeć na mężczyzn, a wyrabiać w sobie odruch dostrzegania piękna w kobietach. Unikać zapachu, potu i perfum mężczyzn. Przypadkowego dotyku mężczyzn (ręką, nogą czy plecami przy przechodzeniu w tłumie). Głosu, jeżeli tylko budził jakieś skojarzenia.

      Wypełniałem swoje życie intensywnie wszystkim innym: studiami, pracą, hobby, kulturą, rozrywką. Mojemu hobby poświęcałem drugi i trzeci etat. Żeby tylko nie myśleć, nie czuć, czego nie chciałem.

      Ale w końcu zawsze ulegałem "słabości"; czy mój "spokój" trwał godzinę, czy tygodnie; a potem "słabość" trwała chwilę, czy wieczność, gdy poddawałem się bezterminowo, żeby po jakimś czasie znów podnieść się i dalej walczyć z samym sobą. Obwiniałem siebie o każdą chwilę słabości, przepraszałem Boga, że mi się podobał jakiś mężczyzna, że odczuwałem i ulegałem bodźcom. Nawet się z tego spowiadałem.

      Usuń
    2. Czy Ty chcesz mi jeszcze powiedzieć, że za mało się starałem?!? Czy jesteś taki pewny, że mogłem bardziej?!? Jeszcze bardziej, naprawdę?

      Tak, mogłem. Ale już nie chcę. Bo to jest walka z wiatrakami. Nie znajduję najmniejszego powodu, dla którego miałbym tak się poświęcać. Bóg tego nie chce, ja tego nie chcę, moje otoczenie tego nie chce, wreszcie to pojąłem. Mogę coś jeszcze zrobić dla ludzi, dla jednego człowieka i dla siebie.

      Tak więc wiem, o czym mówi Twój Przyjaciel za Twoim pośrednictwem. Nie neguj moich przeżyć, bo odmawiasz mi tym samym szacunku. Bo to była naprawdę ciężka (choć niepotrzebna) walka przez lata, a na koniec prysło bez najmniejszego problemu. Teraz wstydzę się, ale wcale nie żadnej "słabości", tylko własnej głupoty i dobrowolnie zmarnowaneego czasu. Że udawałem, że jest inaczej, podczas gdy cały czas było tak samo. Że momentami też myślałem, że "po orientacji seksualnej ani śladu". Taaa...

      Owszem, jednego nie zrobiłem - nie skrzywdziłem żadnej kobiety, nie próbowałem wejść w intymną relację z osobą płci przeciwnej. Czy bym kłamał przed Nią, czy by wiedziała o mojej prawdziwej orientacji, byłaby nieszczęśliwa w trakcie związku i ja bym był nieszczęśliwy. A nawet jeśli potrafilibyśmy żyć w białym małżeństwie, moje zdolności do tłumienia seksualności kiedyś by się wyczerpały. Jeśli nie od razu, skrzywdziłbym ją po wielu latach. Nie ma mowy, wolę nie ryzykować, prawdopodobieństwo i cena są wysokie.

      Nie jest łatwo wypierać się i oszukiwać samego siebie. Nie jest łatwo postępować wbrew swojej orientacji seksualnej. Ale jest to przez długie lata możliwe. Aż do tej jednej chwili słabości, która przekreśli wszystko, bo Komuś naprawdę wydawało się, że się zmienił, a tu nic, znów wraca, ileż razy można próbować. Tylko czy dla tych długich zmarnowanych lat pozorów warto? Nie.

      Usuń
    3. A tak w ogóle, to kto mówi, że homoseksualizm jest czymkolwiek niepożądanym? Że miłość z człowiekiem tej samej płci jest naganna? Że przynajmniej katolik nie może tak postępować? Tak uważasz?

      Bardzo szanuję decyzję Twojego Przyjaciela. Naprawdę. Tylko że wiem, co Go czeka w chwili słabości i już mi jest bardzo przykro (bo życzę Mu, żeby dożył długich lat na emeryturze). Nikt nie jest Bogiem poza Nim Samym, nikt nie jest tytanem, herosem, diamentem, granitową skałą. Przyjdzie nie jedna gorsza chwila, jedna z nich będzie decydująca (bez mojego i bez Twojego udziału), wtedy wszystko legnie w gruzach, bo Ty będziesz pokrzepiał Przyjaciela, żeby dalej trwał w swym postanowieniu, a On już tak łatwo nie pozbiera się w swoim życiu, kierunkowskaz bezpowrotnie powróci do natury. Wtedy będzie wiedział to, co ja już zaakceptowałem.

      Już prędzej bym sobie wyobrażał, że mogę w pełni zaakceptować moją prawdziwą orientację seksualną i dopiero wtedy z tym pogodzony mógłbym chcieć żyć w celibacie, w "czystości". Też jest to bardzo trudne, ale dla niektórych możliwe. To nie jest moim powołaniem, samotność nie jest moim sposobem przejścia przez życie. Ja chcę i potrzebuję drugiego człowieka w "całości" (bliskości fizycznej i duchowej) w moim życiu, dla takiego drugiego człowieka chcę być cały do końca moich dni. Ale rozumiem, jeśli ktoś jest już świadomy siebie i dobrowolnie podejmuje celibat. Byleby tylko nikt mu nie wmawiał, że tym samym faktycznie przestaje być homoseksualistą, bo w chwilach słabości się zawiedzie. To normalne, że chwile słabości będą i to nie będzie Jego wina, bo jest tylko i aż człowiekiem.

      Skoro Twój Przyjaciel sam już tak sądzi, że stał się heteroseksualny, moim skromnym zdaniem nie należy go wyprowadzać z błędu. Masz rację, że każdy definiuje siebie sam. Ja też definiowałem siebie jako heteroseksualistę, pomimo ewidentnych dowodów przeciwieństwa przez cały ten czas.

      Drogi Anonimie [a przy okazji również Droga Stardust, bo wiem, że mogłabyś się znów zaniepokoić, a pewnie Ty jedna :* przetrwasz moje wypociny, he he :) ], ja już nie potrzebuję przekonywania :) Twierdzę natomiast (widzę to po wejściach z wyszukiwarek), że takiego przekonywania (dla równowagi) oraz takiej pomocy potrzebują inni, znajdujący się na początku mojej drogi, która zaczęła się równo 5 miesięcy temu. Oczywiście, że powinni szukać profesjonalnej pomocy u psychoterapeutów (NIE w ośrodkach terapii reparatywnej), a nie na moim blogu. Ale szukają tutaj. Jestem żywym świadectwem, jak bardzo takie przemiany są ulotne. I tego, że można odrzucić odrzucanie prawdziwego siebie, a po prostu siebie pokochać, by kochać człowieka. Jeśli daję temu pisemny wyraz, to tylko z uwagi na tę moją nierozsądną przeszłość oraz ze świadomości, że czytają mnie m.in. osoby mające wątpliwości. Ufam, że zechcą dobrze spożytkować swoje człowieczeństwo, dobrze korzystać ze swojej i cudzej seksualności. Że nie dadzą sobie wmówić, iż muszą zaprzeczać swojej orientacji seksualnej.

      Usuń
  3. Nie chciałbym odnosić się Mateuszu do wszystkich wniosków, jakie wyprowadziłeś z mojego komentarza, ale ograniczę się do jednego.

    Dlaczego piszesz o moim przyjacielu, że heterosekualizm to jego postanowienie?
    On sobie nic nie postanawiał.
    Ja z nim nie rozmawiałem po przeczytaniu Twojego posta tylko pisze, bo go znam.
    Skoro on dzisiaj czuje pociąg seksualny do kobiet i chyba wie o tym najlepiej i w ogóle nie czuje tego do mężczyzn, to dlaczego Ty masz mu wybierać orientację twierdząc, że to tylko jego postanowienie?
    Jeżeli odbierzemy mu możliwość określenia na podstawie tego, co czuje, jak reaguje jego ciało, psychika -swojej seksualności., to Twój post traci sens, bo wtedy także ja autorytatywnie mogę zakwestionować Twoją orientację homoseksualną.
    Obawiam się, że gdybym dał mu przeczytać Twoje wpisy pod moim komentarzem, mógłby poczuć się poniżony.

    I czy te osoby, których czytałem i widziałem świadectwa, nie miałyby prawa poczuć się tak samo?

    Albo Mateuszu każdy z nas zna siebie na tyle dobrze, żeby określić swoją orientację i wtedy Ty jak piszesz jesteś homoseksualny a mój przyjaciel był homoseksualny a jest teraz hetero albo możemy dowolnie kwestionować takie wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli odczuwa(ł) pociąg do mężczyzn a (teraz) odczuwa pociąg do kobiet, to jest biseksualny. I dokonał wyboru. Zazdroszczę Mu, że On posiada taką seksualność (bi), która jest akceptowana prędzej niż moja (homo), bo On miał co wybierać. Ja nie.

      Usuń
    2. Gdyby był biseksualny to odczuwałby dalej pociąg do mężczyzn, ale nie odczuwa, nic a nic.
      I niczego nie wybierał.
      Nie rozumiem dlaczego tak się przy tym upierasz i zaczynasz sam sobie przeczyć usiłując za kogoś decydować jakiej jest orientacji...
      Jeżeli odczuwa pociąg seksualny tylko i wyłącznie do kobiet, to jest heteroseksualny.

      chesterton79@o2.pl

      Usuń
    3. A tu jest link do naukowego czasopisma "Archives of Sexual Behavior" i artykuł o tym, że po 10 latach od osiągnięcia dojrzałości pewien procent badanych zmienił swoją orientację.
      Naukowy artykuł.

      http://www.springerlink.com/content/f074207014787j73/

      chesterton79@o2.pl

      Usuń
    4. Czuję się, jakbyś mnie przekonywał, że mogę zmienić moją orientację seksualną.

      Mogę*?

      Usuń
    5. Mateuszu zaskakujące jest jak Ty to wszystko do siebie odnosisz.
      Jeżeli Ty mi piszesz, że jesteś osobą homoseksualną, OK, wiesz to najlepiej.
      Ale jak zaczynasz pisać o niezmienności orientacji i powtarzasz nie potwierdzone do końca opinie jako dogmaty, to pokazuję Ci, że i życie i badania naukowe przeczą Tobie - nie Twojej orientacji, ale temu, co piszesz o orienatcji w ogóle i samej możliwości zmiany.
      A jak nie tylko ja zauważyłem bardzo kurczowo trzymasz się tych "dogmatów" jakbyś jeszcze siebie chciał przekonać.
      Odwracam pytanie: boisz się tego, że mógłbyś się zmienić? tak naprawdę, bez wybierania, wmawiania sobie i robienia postanowień?

      chesterton79@o2.pl

      Usuń
    6. Celowo dałem gwiazdkę przy znaku zapytania.

      Ty również przytaczasz opinie, które nie są akceptowane przez środowisko naukowe, wręcz odwrotnie, powszechnie stwierdza się, że orientacji seksualnej zmienić się nie da. Mnie nie chce się przytaczać artykułów, które ja czytałem, ale było ich znacznie więcej. Nawet Spitzer i Chambers wycofali się ze swoich odpowiednio badań i życiowego dorobku.

      Pytanie odwrócone bezsensowne. Nie zamierzam zmieniać tego, czego zmienić się nie da.

      Moje pytanie było ogwiazdkowane, bo ja nie potrzebuję poszukiwać odpowiedzi (cały ten blog jest moją odpowiedzią), Ty natomiast propagujesz swoją na moim blogu. We mnie nie znajdziesz zwolennika. O ile ja mam prawo adresować moje wypowiedzi pro publica, ale Twoje komentarze albo adresujesz do mnie (więc jak miałby ich nie odnosić do siebie), albo do innych, tylko takiej propagandy nie lubię, zwłaszcza, że wiem, Kto za nią stoi.

      Z uprzejmości poprzednio (bodaj kilka tygodni temu) przemilczałem Twoje bardzo długie komentarze, stąd taka moja reakcja tym razem. Tak gwoli ścisłości :)

      Usuń
    7. Skoro dałem link do artykułu naukowego w naukowym poważnym czasopiśmie, to jednak nie jest to opinia powszechnie akceptowalna przez całe środowisko naukowe. I nie jest uczciwe pomijanie tego, jak to zrobiłeś.
      Odnosiłem się w komentarzu do tego, co Ty napisałeś i nie mam zamiaru promować jakiejś swojej tezy. No bo jaką dzisiaj tutaj promowałem.
      Że sam wiesz najlepiej jakiej jesteś orientacji?
      No chyba myślisz tak samo więc promuję ostatecznie naszą teorię.
      Tyle, że sam sobie zaprzeczyłeś kiedy próbujesz innym wmawiać, że wiesz lepiej jakiej są orientacji, bo na pewno tą inną sobie wybrali lub to tylko ich postanowienia.
      To tak trochę przypomina powiedzenie, że jak fakty (mój przyjaciel i inni) przeczą Twojej tezie, to gorzej dla faktów.
      Dyskutuję z Tobą i wiem, czytając Twój blog, że jesteś osobą wrażliwą i inteligentną oraz, że dbasz zazwyczaj o to, żeby dyskusja była merytoryczna. I tego się Mateuszu trzymaj.

      chesterton79@o2.pl

      Usuń
    8. Oooo nieee, w taką merytoryczną dyskusję na naukowe dowody ja dalej nie wchodzę i nie będę się tego trzymał. To nie moja rola, nie tutaj (mimo wszystko, z całym szacunkiem dla wszystkich blogerów) na blogu. Wystarczy mi to, co wiem. I tak już denerwuję Stardust, Madeleine i innych milczących czytelników, że w ogóle wróciłem do tematu z godziny zero, ale muszę się przyznać, że spodziewałem się, które nożyce się odezwą, nie pomyliłem się co do żadnych :) Dziękuję za komplement co do inteligencji, ale to nie jest miejsce na naukową dyskusję, ani ja nie dawałem Ci asumptów, by twierdzić, że taką zamierzam z Tobą prowadzić. Cytaty słownikowe, które niegdyś zamieściłem na blogu, (jeszcze długo) nie doczekają się kontynuacji. A całej reszty dyskursu z samym sobą nie podpieram żadnymi dowodami, bo (raz jeszcze powtarzam) to jest tylko blog. Pisany przez człowieka, który żyje tak samo jak wszyscy. A jego zwyczajność lub niezwyczajność nie ma żadnego znaczenia.

      Z uporem maniaka wpierałeś mi, że sobie zaprzeczam, denerwuje mnie takie wpieranie. Nigdzie nie pisałem o wyborze orientacji, tylko o wyborze jej wypierania. Terapie rzekomo zmieniające orientację seksualną "dają gejom i lesbijkom jedynie złudne nadzieje, a wręcz mogą być szkodliwe. Praktycznie każdy 'były gej', wciąż odczuwa homoseksualny popęd". Ja zaś nieco skoryguję, że można tego pociągu nie odczuwać przez lata, ale to nie znaczy, że homoseksualizm znika. Jest cały czas dobrze maskowany w podświadomości. Zawsze może ją opuścić. Z uwagi na życiowe losy (zwłaszcza żonę i dzieci) Twojemu Przyjacielowi (i innym) życzę, aby byli na tyle silni, żeby zawsze homoseksualizm trzymali w podświadomości, skoro już tak postanowił. Albo nie był w ogóle homoseksualny, tylko powrócił do swojej orientacji po praktyce z nią niezgodnej (nie wnikam w przyczyny - orientacja to tylko nazwanie skrajności na płynnej/stopniowalnej skali, co nie znaczy, że zmiennej u dorosłego, wcześniej można nie być wszystkiego świadomym).

      Twojej tezie również przeczą fakty. Konkretnie, ja i pan Chambers. Tylko, że ja nie nazywam biernego ani czynnego bycia gejem grzechem (co robi p. Chambers). Moje życie jest niewygodne dla Twoich faktów.

      Z mojej strony EOT. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    9. [Wtrącam się bynajmniej nie z chęci godzenia dyskutantów, lecz może uda się troszkę mi pokazać, że takie dyskusje raczej nie doprowadzą do konkluzji, czy przekonania żadnej ze stron i dlaczego.]
      Po pierwsze pragnę zauważyć, że Mateusz pisze tutaj o sobie, daje czytelnikom, tym świadomie jak i przypadkowo tu trafiającym, świadectwo swojej drogi i jakoś nie dostrzegam u niego dyrektyw, ani nakazów jak wg niego inni mają żyć. Dlatego chyba tak często pojawiają się u niego odnośniki do notek i zachęty do prześledzenia bloga od początku. Nie ma tu naukowych wywodów ani nawet opowiadania się za konkretnymi teoriami, raczej tylko ślad lektur i to bardzo różnych w temacie orientacji homoseksualnej. Zresztą nie tylko lektur publikacji bardziej czy mniej naukowych, ale również innych blogów, czy obejrzanych filmów. Wszystko to z pewnością może być bodźcem do przemyśleń i refleksji nad sobą i swoim życiem. I to jest istotne. Mateusz , dzięki Ci za to :*, dzieli się swoimi wnioskami, swoimi przemyśleniami, pokazuje "błędy" jakie popełnił i to również jest ważne - to co w jego przypadku było "błędami" i "problemami". Jego droga i przykład może być inspiracją dla innych, dla tych którzy mają wątpliwości, dla tych którzy nie mogą i może nie potrafią być jeszcze szczęśliwi, ale z pewnością nie narzuca się z tym nikomu.
      Drogi dyskutancie proszę nie szukaj tutaj punktów zapalnych do polemik i wywodów, bo przecież Mateusz nie rzucił Ci rękawicy.
      W jego wypowiedziach znajdziesz pewność i przekonanie, że orientacji homoseksualnej nie należy traktować jako choroby, ani jako wyboru. Jak myślisz dlaczego to podkreśla?
      Na tym blogu bardziej doszukiwałabym się walki z homofobią, ze światopoglądem opartym na pewnych fałszywych założeniach (właśnie np. takim, że homoseksualizm to tylko choroba i do tego taka, którą daje się leczyć). Obawiam się, że Ty tego nie zrozumiesz.

      Usuń
    10. Co do teorii naukowych i publikacji - nie znam żadnego naukowego problemu, w ramach którego nie pojawiłoby się wiele różnych i nierzadko sprzecznych teorii, a każda oczywiście gdzieś zawiera tzw badania naukowe. Przede wszystkim nie dajmy się zwariować.. kto z nas "wierzy" w teorię powstania wszechświata w wyniku Wielkiego Wybuchu? W nauce obecnie mówi się o teoriach prawdopodobnych, o teoriach które uzyskały poparcie większości uczonych z danej dyscypliny, o zgrozo o autorytetach - w nauce? Co się stało z prawdą w nauce, co się stało z tzw wynikami badań naukowych? Jeżeli obecnie pojawiają się teorie, które roszczą sobie prawa do bycia jednoznacznymi i jedynie prawdziwymi w rozwiązaniu problemu naukowego to ja się obawiam, że to czysta propaganda. Zagadnienia związane z orientacją seksualną są prawdopodobnie do tego stopnia złożone, że nie da się ich ująć jednoznacznie w obecnych czasach w żadnych zgrabnych teoriach i uczciwie przeprowadzonych badaniach naukowych. Chodzi więc o to, że pewne opinie (bo chyba nawet nie nazwę tego hipotezami) o niby naukowym podłożu traktowane jako jedynie słuszne doprowadziły do homofobii, zakorzeniły się w społecznym światopoglądzie - a czy to nie doprowadziło do pomysłów agresywnego pseudo-leczenia, do agresji i mordów na osobach o orientacji homoseksualnej, do lęku samych osób o orientacji homoseksualnej, że nie są normalne, że nie mają prawa do szczęścia i życia?
      Drogi dyskutancie nie powołuj się proszę na przykład swojego przyjaciela, jako modelowego wzorca, a nawet nie jako kontr-przykładu do tego o czym pisze Mateusz. Gdybyś wypowiadał się osobiście na temat swojego życia i prawdziwych myśli, motywacji odebrane byłoby to pewnie inaczej. Z Twoich słów o osobie trzeciej możemy wysuwać różne wnioski. Mateusz podjął się polemiki, by pokazać pewne możliwości. Podzielił się swoimi wnioskami zakorzenionymi w swoich obserwacjach, przemyśleniach, analizach innych przykładów życiowych.
      Z mojej strony - nie zamierzam w ogóle szufladkować, ani oceniać przykładu Twojego przyjaciela. Mam nadzieję, że jest szczęśliwym człowiekiem niezależnie od orientacji i że w zgodzie ze sobą, nie krzywdząc nikogo będzie żył szczęśliwy tak jak jest mu to dane.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    11. Agato, miałem już zakończyć ten temat, zgodnie z tym, co napisał Mateusz, dając mu też prawo do ostatniego słowa.

      Wywołałaś mnie jednak do tablicy.

      Dla mnie blog Mateusza również jest bardzo ciekawy i interesujący, ponieważ przedstawia bardzo osobisty, szczery i przez to prawdziwy obraz swoich poszukiwań. I dodatkowo ma to coś w pisaniu, dzięki czemu dobrze się go czyta.

      Sam też dobrze chroni swoją prywatność i pisze to i jak sądzę tylko to, czym chce się podzielić z nami. I właśnie te sprawy i ogólnie przyjęte zasady pisania i udostępniania treści na blogu pozwalają na to, że można z autorem się nie zgodzić. Blog nie jest pisany po to, żeby wszyscy Ci kadzili, ale czasem można też uzyskać ciekawe uwagi, nawet jeżeli nie zgadzają się z Twoimi przemyśleniami.

      I od początku moje uwagi dotyczyły nie Mateusza i jego życia i wyborów, ale zareagowałem wtedy, kiedy jak sama to mogłaś przeczytać, swoje osobiste doświadczenie i przekonanie w dziedzinie, która naukowo jest wciąż dyskutowana, przedstawił jako "dogmaty".

      Nigdzie nie napisałem też, że homoseksualizm jest chorobą i trzeba go leczyć.

      Piszesz o blogu: "Nie ma tu naukowych wywodów ani nawet opowiadania się za konkretnymi teoriami, raczej tylko ślad lektur i to bardzo różnych w temacie orientacji homoseksualnej. Zresztą nie tylko lektur publikacji bardziej czy mniej naukowych, ale również innych blogów, czy obejrzanych filmów." i dalej "Podzielił się swoimi wnioskami zakorzenionymi w swoich obserwacjach, przemyśleniach, analizach innych przykładów życiowych."

      Dlaczego Mateuszowi przyznajesz prawo do wyciągania wniosków z czytania blogów, oglądania filmów (?), analizy przykładów życiowych a do mnie piszesz: "Drogi dyskutancie nie powołuj się proszę na przykład swojego przyjaciela, jako modelowego wzorca, a nawet nie jako kontr-przykładu do tego o czym pisze Mateusz".

      Dlaczego stosujesz podwójne standardy wobec nas?
      Nie napisałem, że mój przyjaciel jest modelowym wzorcem ani kontr-przykładem.

      I na koniec: odnoszę wrażenie, że dzisiaj jakakolwiek dyskusja wbrew pewnym tezom, traktowanym jako dogmaty kończy się właśnie w ten sposób. Odmawianiem prawa do wyrażenia swojego zdania i dyskusji, nawet jeżeli pozornie udajemy osoby tolerancyjne i otwarte na innych.

      I można kogoś obrazić inwektywami i grubiaństwem, ale można też z politowaniem popatrzyć z góry z na maluczkich i włożyć nóż między bukiet kwiatów przypisując adwersarzowi niewypowiedziane przez niego myśli i kończąc:
      "Obawiam się, że Ty tego nie zrozumiesz."

      chesterton79@o2.pl

      Usuń
    12. a może po prostu, drogi Chestertonie, niezbyt precyzyjnie się wyraziłeś. dlatego Agata stanęła murem za Mateuszem... sam bym to zrobił, bo człowiek ten zaiste jest wartościowym, o czym niejednokrotnie miałem osobiście się okazję przekonać. Twoje wypowiedzi, a czytałem skrzętnie [choćby pod względem językowym, bo jestem polonistą, a Twój styl jest swobodny i miły dla oka] i podobnie jak powyższa kobietka odniosłem wrażenie, iż starasz się zaatakować autora za wszelką cenę. cieszę się, że uzupełniłeś w tym momencie swój wywód. jestem spokojniejszy.... przepraszam zatem w swoim imieniu [za innych nie mam prawa] za złe odebranie Ciebie i życzę miłej lektury... a można stąd wynieść wspaniałą postawę wobec świata i drugiego człowieka! tu czuje się ogromny szacunek do każdego, bez względu na płeć, orientację czy wyznanie wiary... miłego wieczoru!

      PS Matek, wracaj! :P

      Usuń
    13. Dzięki vermis, moje morale wyraźnie poszło do góry po Twoim wpisie.
      Muszę szczerze przyznać, że nie znoszę braku precyzji w wypowiedziach na różne tematy, tym bardziej ważne.
      Na studiach czasem odgrywałem rolę "adwokata diabła" i nawet przekonany o słuszności danej tezy pytaniami zmuszałem do obrony. W ten sposób dyskusja redukuje argumenty do tych naprawdę istotnych.
      W wypadku tematu poruszanego przez Mateusza mam odmienne zdanie, ale uważam, że nie powinno to przeszkadzać w wymianie zdań na kulturalnym poziomie.
      Czasem niestety również osoby wspierające ruchy homoseksualne okopują sięw swojej twierdzy i są nie mnie odporni na jakiekolwiek argumenty, nawet najbardziej sensowne, właśnie jakby bali się, że sama dyskusja może rozłożyć na kawałki ich sposób postrzegania całości.
      Ja znam wiele osób homoseksualnych i daleki byłbym, pomimo mojego jasnego stanowiska w tej sprawie, od osądzania ich i moralizowania (jednego z nich mam zamiar odwiedzić pod koniec lipca i wiem, że czeka nas ciekawa dyskusja).
      Ale nie oznacza to, że nie mogę mieć prawa do swojego zdania.
      Nie da się też schować pod dywan mojego przyjaciela ex-geja i wielu innych, którzy doświadczyli zmiany a tłumaczenie, że swój homoseksualizm wmówili, postanowili aktem woli porzucić, czy zepchnęli do podświadomości mnie osobiście nie przekonuje.
      Ale w żadnym wypadku nikogo nie wysyłałbym na siłę na terapię...
      pozdrawiam i dziękuję jeszcze raz vermisie za humanistyczą otwartość, która podziałała na mnie jak powiew świeżego powietrza w pokoju, w którym zaczęło robić się duszno...

      chesterton79@o2.pl

      Usuń
    14. a do tego jeszcze dusza poetycka ;) no cóż... notowania pana poszły w górę. marnujesz się jako heretyk - he he... to taki gejowski żarcik. sorry, jeśli uraził! miłego wieczoru i większej otwartości życzę dla zwiększenia ilości świeżego powietrza. nie tylko w pokoju, ale i w życiu!
      krzysztof

      Usuń
    15. [Odpowiem, bo znowu mam wrażenie, że mają tu miejsce niezamierzone nieporozumienia]

      *)Czy można się z autorem bloga nie zgadzać i dać temu wyraz - oczywiście, a gdzieś ktoś napisał, że tak nie wolno, czy nie wypada? Wpis, czy komentarz można usunąć. Skoro do tego nie doszło, to chyba widać dokładnie, że jest to dopuszczalne i praktykowane :)

      **) Tego właśnie zupełnie nie rozumiem, jakie "dogmaty". Gdyby to była dyskusja naukowa, publikacja czy chociażby osoba autora wywodziła się z kręgu osób naukowo skupionych na zagadnieniu... Jako osoba prywatna w języku potocznym nie tworzy "dogmatów", a pojęcia których używa nie muszą spełniać wymogu naukowej jasności czy podawania def. Z kolei właśnie został dokładnie dookreślony zarówno cel tej notki, jak i adresaci, jak również nazwałabym to płaszczyzna, całkiem nienaukowa. Podejrzewam, że celem autora nie było wywoływanie dyskusji, czy sporu o pojęcia i twierdzenia, a jednoznaczne ukazanie swoich poglądów miało czemuś konkretnemu służyć. Każdy przecież ma swój światopogląd i tych przekonań nie musi uzasadniać, czy szukać naukowych dowodów.
      Dlatego w ogóle dyskusja o dyskusji - bo czy był sens w tym miejscu, w ten sposób dyskutować? :)

      ***) Nie zarzucałam, że ktoś konkretnie twierdzi że homoseksualizm jest chorobą, jedynie chciałam podkreślić co autor pisze i podkreśla, i jaki mu chyba cel przyświeca, kiedy porusza "naukowe" tematy. Inaczej po co w ogóle miałby się powoływać na jakiekolwiek naukowe spory skoro sam o tym pisze, że nie wdaje się w dyskusje tego typu?

      ****) Mateusz chyba zakładając blog swój własny, jako jedyny jego autor sam sobie dał prawo pisania o wyciągniętych przez siebie wnioskach. Z kolei komentator ma prawa komentatora. Co oznacza, że autor nie wie kto przeczyta jego wypowiedzi i z nikim z góry nie polemizuje, z kolei komentator ustosunkowuje się do konkretnych słów i powinien chyba zachować płaszczyznę dyskusji, dostosować się do tematu i języka wypowiedzi (albo naukowy albo potoczny)

      *****) Nagle pojawiła się jakaś osoba XY, która się za siebie nie wypowiada, tylko ma robić za przykład. Nikomu nie odbieram prawa do wniosków własnych. Jednak zapytam - co to ma do rzeczy? Jak to się ma do słów autora? To chyba nieporozumienie, bądź jakaś nieupubliczniona polemika.

      ******) Ja bardzo chętnie wdam się i w dyskusje i polemiki i ujawnianie "dogmatów" i to co kto tam ma w światopoglądzie w m-scu odpowiednim do takich dyskusji :) Nikomu nie odmawiam prawa do wyrażania własnego zdania, ani w życiu nie przyszło mi do głowy, że mogę kogoś urazić. (Na marginesie nie udaje osoby tolerancyjnej, ani otwartej, ani zamkniętej na nikogo. Słowa są słowami. Dyskusje i polemiki też mają swoje prawa. To, że brak mi ogłady, wyczucia, delikatności mam nadzieję nie świadczy o braku szacunku?)

      *******) Zdanie "obawiam się, że tego nie rozumiesz" oznacza dokładnie co oznacza. Wydaje mi się, że w ogóle nie chwytasz intencji autora, jego punktu widzenia, tego co jest tu istotne, a co w tle. Tego dlaczego powstała ta notka, jak i pewnie inne. Jaki jest pryzmat tego. Gdzie tkwi punkt ciężkości. I dlaczego padają takie słowa nie inne. Wydaje mi się, że gdyby nie to "niezrozumienie" to w ogóle nie byłoby nieporozumienia i dyskusji.

      Usuń
    16. Tu faktycznie panuje świetna atmosfera, dzięki autorowi, dzięki komentatorom. Trafiają się również dyskusje, mowa o różnicach i nikt nikogo nie zwalcza :) A przypadki ataków na autora zawsze wywołują "stanięcie murem", nie bez powodu :)

      Podkreślam jeszcze raz - gdybyś pisał o sobie, gdybyś dyskutował w m-scach gdzie takie dyskusje się odbywają, gdyby pan XY zechciał się podzielić swoimi przemyśleniami, pisał bloga to wyglądałoby inaczej i nie budziło kontrowersji, jak budzą wypowiedzi Anonimowego umieszczane w komentarzach pod cudzym blogiem.

      [Wszelkie dyskusje i odpowiedzi chętnie przyjmę - info na maila]

      Pozdrawiam serdecznie przedmówcę, który dał wyraz swojej wrażliwości i delikatności w obcowaniu z innymi ludźmi i mam cichą nadzieję, że jednak naprawdę nie musi za mnie przepraszać i wie, że nikogo nie atakowałam ani nie szukam nieporozumień :) (gdyby tak to wyglądało, to chyba tylko efekt mojego stylu ;))

      Drogi Mateuszu, Piękna Duszo, mam nadzieję, że jednoznacznie napisałam, że umieszczam tu interpretacje własne słów Twoich i że jasne jest dla wszystkich, że to mój odbiór Twoich wpisów i moja polemika. W tym miejscu proszę więc o oddzielenie ich i odróżnianie, i nie przypisywanie ich autorowi bloga.
      Pozdrawiam

      Usuń
    17. Chciałam tylko dorzucić swoje 3 grosze w sprawie wyżej podanego przez anonimowego, artykułu z AoSB. W wielu serwisach, w których można wyszukiwać publikacje z naukowych czasopism znaleźć można co się chce. Weźmy np schizofrenie jeśli chcemy wyszukamy artykuły mówiące iż u jej genezy leży jedynie teoria dopaminowa albo jedynie glutaminowa, albo obie naraz, jeśli chcemy znajdziemy inne neurochemiczne podstawy, albo jedynie podwaliny środowiskowe. I to samo jest w przypadku np. genezy leworęczności, autyzmu, słuchu absolutnego, ciąż po za macicznych czy wszystkiego innego łącznie z badaniami nad lekami czy seksualnością. Badania może prowadzić każdy naukowiec i każdy może je opublikować. Na 1000 publikacji mówiących iż homoseksualizm da się 'wyleczyć' albo zmienić znajdzie się 1000 takich, które twierdzą co innego. Aby cokolwiek mówić na dany temat proponuję posiedzieć w pubmedzie czy innym serwisie wyszukać sobie stosik publikacji z jednej, drugiej, trzeciej i czwartej strony, porównać po primo metodykę, po secondo wyniki wyciągnąć esencję i dopiero potem dyskutować a nie podawać linku do jednego artykułu, który przynajmniej wg mnie nic nie wnosi, chociażby ze względu na to iż próby nie są w żadnym wypadku reprezentatywne. Ja rozumiem, że posłużenie się w dyskusji obcojęzycznym artykułem z naukowego serwisu dodaje prestiżu ale w tym przypadku sam abstrakt zniechęca do dalszego czytania...można było wybrać lepiej, to tak na przyszłość.

      Usuń
    18. Dziękuję, A.&K., że stanęliście za mną murem :*, choć sobie na to nie zasłużyłem!! [jak mówię, że nie zasłużyłem, to proszę się ze mną nie kłócić :P]. Dziękuję, anonimowy, za wprowadzenie równowagi światopoglądowej o życiach homoseksualistów, czego brakowało w moim wpisie.

      Agata, dzięki za przypomnienie innym, że blog jest świadectwem mojej drogi, przeszłości, błędów, walki, nadziei, przemiany. Nie prowadzę naukowych badań nad jedyną słuszną drogą, to jest tylko i aż moje skromne życie, być może dla innych będzie przestrogą lub wskazówką. Za odnalezienie pewności i uporządkowania nie tam, gdzie chciałby anonimowy, nie będę się kajać. Ma rację Agata, że orientacja seksualna jest bardzo złożonym zagadnieniem, które dotychczas było traktowane tylko z jednej strony. Gdy pokazuję jak to wygląda z drugiej, nożyce nie wytrzymują. A tak naprawdę jestem jedną z wielu ścieżek gdzieś pośrodku. Ścieżka niełatwa, bo i w pewnym światopoglądzie mnie wychowano, stąd do niektórych opinii czasem się odnoszę, bez potrzeby naukowego dowodzenia, że myślenia i przeżywania pewnych rzeczy jest dopuszczalne i akceptowalne.

      Anonimowy, każdy anonimizuje prywatność na ile potrzebuje. Dyskutując nad moim prywatnym życiem i mając o nim jakieś odmienne zdanie –– bo jeśli nawet Tobie nie podobają się wnioski, to wyciągam je właśnie z mojego życia –– pamiętaj, że ono nie jest anonimowe, ja tu żyję i przeżywam każde słowo i gest. Dla Ciebie to jest „jasne stanowisko” (dogmat?) ale zarazem „dyskusja”. Jak by nie było, jest to jakaś forma spędzania Twojego czasu; w każdej chwili możesz spędzić go inaczej. Dla mnie to jest fragment realnego życia; ja nie mam innego życia. Nie degraduj mnie więc do schematów, które znasz. Bo najwyraźniej mnie nie znasz :)

      Owszem, to ja zacząłem się zwierzać, bo zbyt długo miałem zamknięte usta i w takim zakresie potrzebowałem je otworzyć, żeby uporządkować życie, dalej dobrze je wypełniać i zrealizować życiowe powołanie. Zarzucasz mi udogmatowienie; że nie wątpię w to, co przeżywam; że za dużo w tym pewności siebie. Owszem, kilkanaście lat własnego życia w sposób, który sam wspierasz (zabrakło mi tylko grupowej terapii, żony i dzieci – jakże bym mógł je skrzywdzić?), daje mi prawo do wyciągania wniosków. I wybaczcie, Agato i anonimowy, ale interakcja z otoczeniem [„prawo do wyciągania wniosków z oglądania filmów (?)”] to jest tylko tło tego, co odnajduję w Bogu oraz sobie.

      Ironia losu, że jestem łącznikiem między jednym dogmatyzmem a drugim, a to mi zarzucają dogmatyzm. Cóż, kajam się nisko, że brak mi czasu i sił, by nim faktycznie być. Przepraszam, anonimowy, że w tym zakresie zawiodłem. Po prostu moje własne życie bywa dla mnie ważniejsze, niż powtarzanie, że nie jestem wielbłądem. Wbrew temu, co wiesz lepiej, nie zawiodłem jeśli chodzi o akceptację mojej orientacji seksualnej.

      Usuń
  4. " tyle razy i z taką mocą podkreślasz niezmienność orientacji seksualnej, że aż w pewnym momencie pomyślałem, że tak naprawdę wciąż próbujesz przekonać samego siebie." wiesz Mateo...też tak myslałam już kilkakrotnie czytając twoje wpisy, one są zupełnie inne np. niż Nieufnego. tak drążysz mimo iż my tu zaglądający już dawno o tym nie myslimy, to ciągle do tego wracasz i wracasz i wracasz....i to mnie troszkę martwi ale wiedz, że trzymam za Ciebie kciuki!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...bo z tej samotności szukam głupich tematów zastępczych? A jak myślisz (myślicie), dlaczego mnie nie było na blogu? A dlaczego znów jestem? Skoro już część mnie cierpi i umiera, choć się broni, a i tak pozwalam jej na samobójstwo, to wolę zająć się czymś pożytecznym, ot sprawdziłem po czym mnie znajdują :) Analitycznym pisaniem o jakimś zagadnieniu zaczynałem, więc dlaczego nie miałbym kontynuować? Nie jestem podobny do nikogo [wybacz, Nieufny M. :)] tylko do samego siebie :P Więc proszę nie traktuj mnie stereotypowo, może nie mam stażu, ale swoje wiem :P

      Usuń
    2. absolutnie wiem, że Ty to Ty nie chcę Was porównywać ale to że tak piszesz duzo o tym to ja zaczęłam odbierać homoseksualizm za coś odmiennego, a przeciez masz normalne zycie, takie samo słonce swieci Ci nad głową, jesz sniadania :) chodzisz np.do kina, prowadzisz normalne zycie i tak bardo chciałabym o ty przeczytac wtedy ten homoseksualizm stanie się takim życie jak kazde inne a tego potrzebuja ludzie uswiadomenia im, że Ty zyjesz tak samo jak hetero...nie wiem czy dobrze to wyjasniałam :)

      Usuń
    3. Heh, świetnie mi to wyjaśniłaś :)

      Tylko widzisz, ten blog zakładałem jako Brokeback Mountain, czyli miejsce, gdzie mogę swobodnie powiedzieć o tym, o czym nie mówię na co dzień w moim otoczeniu. Nie planowałem blogiem uświadamiać ludziom niczego :)

      Wiem, wiem, ale właśnie to robię :) No trochę wszystko się zmienia, moje otoczenie w pewnej części już wie i mogę z nimi rozmawiać :)

      Czy naprawdę chcesz, żebym pisał o błahych rzeczach, jak to, że byłem w Krakowie i poznałem fantastycznych ludzi? Przecież to jest nudne, to nie ma żadnego związku z motywem tego bloga :) Owszem kilka razy pisałem o takich rzeczach, ale już mi zarzucono, że sprzeciętniałem, tzn. że piszę żeby pisać. W sumie, właśnie to robię :) tylko że przynajmniej na elektryzujący temat... :P Ehhh ;)

      Nie, ja nie chcę tu przeciętnieć. Ja naprawdę mam drugiego bloga (he he, nie podam adresu :P), tam w miarę czasu, którego nie mam, puszczam inne teksty. Mam fejsy, enki, gie plusy i jutuby, na których widać tę resztę mnie.

      Może jednak niech tu zostanie na ten jeden temat, co? :) :) Co o tym sądzicie? :) :)

      Usuń
    4. ja chcę Ciebie całego, kupuję Ciebie w całości, jestes tak ciekawym czlowiekiem jako czlowiek nie tylko jako homoseksualista, chce wiedziec co czujesz gdy cos zwiedzałeś, co czujesz gdy cos oglądałeś, gdy coś smakowałeś, piłeś, nie przeciętniejesz od pisania tego, wszystko zalezy od tego jak to napiszesz, nie ukrywaj swojej orientacji, pisz o niej, nie znikaj, ja chcę czytać o tych codziennościach bo z nich składa się nasze życie a kazde jest wyjątkowe :)

      Usuń
    5. Tylko, że moje życie w 90% jest aseksualne, niestety nie uganiam się za mężczyznami na ulicach, ha ha ;) nawet wyjazdowo :) choć może by się przydało ;) może jakiś zacząłby gonić mnie :)

      Heh, poddam to jeszcze szerszej dyskusji, OK? :)

      Usuń
  5. Przepraszam Cię, że jestem taki anonimowy, ale nie mam żadnych z tych profili, które można wybrać. Mój mail: chesterton79@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jestem homoseksualista i sie tego nie wstydze !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wspaniale!! :) Ja też się tego nie wstydzę!! Pozdrawiam.

      Usuń
    2. dołączam do grona pogodzonych ze sobą i własną [niegdyś niechcianą] orientacją... dziś jestem szczęśliwym pedałem - i nawet to określenie mnie nie bulwersuje. to nie wybór... ani tez nie da się przed tym uciec. odkąd pogodziłem się z tym, czuję się szczęśliwy... cholernie! przychodziło mi to trudno i było długotrwałym procesem. a jednak można... jest cudownie. mam wspaniałego faceta, kocham i jestem kochany. mam też krąg "pięknych" duchowo przyjaciół, wśród których Matek ma swoje miejsce... mam tylko nadzieję, że pozwoli się kiedyś poznać bez parasolowej osłony wirtualnego świata. będzie częścią mojej rzeczywistości... :) pozdrawiam dyskutantów, pewnych i niepewnych swojej orientacji... ściskam pogodzonych ze sobą i oswojonych z gejowską codziennością innych! :)

      Usuń
    3. Trudno streścić nasze życie, żeby innym podobnym dawnemu mnie pokazać, że warto zaakceptować siebie, żeby dobrze żyć. Nawet mój przydługawy :P blog tego w pełni nie oddaje, ale ukazuje moje prawdziwe nastawienie w różnych momentach. Zmieniłem się na lepsze, czy to się anonimowemu podoba, czy nie.

      Osz to niecierpliwe nasienie :P no przecież się kiedyś niewirtualnie spotkamy :D masz to po wielokroć obiecane :) tylko przecież nie wpadnę ot tak jak sąsiad na kawę, bo daleko mam :P choć za to piękną okolicę masz :D

      Usuń
    4. ...do czasu aż dostaniesz od kogoś w ryj na ulicy w tym kraju :(((

      Usuń
    5. Tak, wówczas będę mógł się za zachowanie Polaków wstydzić, bo przecież przemocy fizycznej i psychicznej można doznać tak czy siak, nie mam na to wpływu. Być może będę wtedy jeszcze bardziej powściągliwy, niż teraz, ale nie ma co przesadzać na zapas.

      Usuń
  7. Widzę, że zaglądałeś do statystyki i wpadło Ci w oko takie hasło.
    Zgadza się, niektóre hasła, po których wyszukiwany jest nasz blog, wprawiają mnie w zdumienie.
    Inne prowokują do pisania, tak jak to właśnie hasło sprowokowało Ciebie :)
    Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku?
    pozdrowienia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inspiracje bywają różne, a statystyki do nich należą :) U mnie w porządku, ale brak czasu na blogowanie!

      Usuń
  8. Szekspir gdzieś napisał: "Przeznaczeniom swym nie wolno kłamać". Wiem z doświadczenia,że Szekspir, o ile istniał :), jak zwykle miał rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy kłamią. Sam kłamałem. Ja przestałem.

      Usuń
  9. Gorąca dyskusja. Pewna aktora przyznała się, że po 25 latach bycia hetero ona jednak czuje pociąg do kobiet i jest w związku z kobietą. Dawne czasy obfitowały w mężczyzn, którzy mieli żony, płodzili dzieci tylko dlatego, by społeczeństwo na stałe się od nich odczepiło, w tajemnicy mieli jednak partnera, tego którego kochali szczerze i prawdziwą miłością. Ra zaraz tu przyjdzie i się wypowie, anonimowemu ściemniaczowi szczerze współczuje:) Jak to dobrze być anonimem i bredzić i mieszać i motać... prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno kobiety później odkrywają/akceptują własny homoseksualizm, ale to tylko zasłyszane od jednego z komentatorów.

      Dokładnie, jeśli ktoś chce kochać szczerze i prawdziwie, to powinien to czynić w zgodzie z własną orientacją seksualną.

      Usuń
    2. Miłość ma szansę tylko wtedy kiedy jest zgodna z własną orientacją, bo czy można mówić o miłości do osoby płci przeciwnej kiedy pociąg czuje się jedynie do swojej płci? Może platonicznej ale nie takiej na "śmierć i życie".

      Usuń
    3. Odważę się twierdzić, że nieseksualnie też można kochać, a na ile w tym przyjaźni i szacunku do bliźniego, czy niemal miłości, to kwestia konsensusu. Tym nie mniej, psychiczna i fizyczna kompatybilność partnerów (chociażby jednopłciowych) potrafi przekształcić przyjaźń w prawdziwą wzajemną miłość.

      Usuń
  10. Prawda, a właściwie, nieprawdaż? Dama to imię czy nazwisko?
    Miłego bredzenia i motania Damo Kier.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj lubisz bredzić, zwłaszcza jak się pogubisz. Dama to pseudonim, przynajmniej raczę się jakimś posługiwać, jak marką, znakiem rozpoznawczym, anonim to natomiast nie pseudonim, to jak numer X oznaczający trolla lubiącego mieszać, który być może nie umie się podpisać...a może się czegoś obawia, anonimowość absolutna dodaje ponoć odwagi, odbiera też rozum.

      Usuń
    2. Tam chyba nie było nawet co odbierać :P:P:P:P:P:P

      Usuń
  11. nie ma co dyskutować na kwestią, która nie pozostawia żadnych, ale żadnych wątpliwości. orientacja seksualna jest niezmienna. tak rzecze APA, tak mówi WHO. nie ma dowodów na zmiane orientacji, bo takie przypadki nie istnieja. jesli przyjaciel jednej z powyższych komentatorów twierdzi, że był homo a teraz jest hetero to albo nigdy nie był homo albo teraz kłamie, że jest hetero. można zmienić swoje zachowanie, sposób myślenia, zmusić się do pewnych czynności, ale kwestia pożądania, pragnień i pociągu jest niezmienna. tzw. ex gejom myli się zachowanie z orientacja seksalną. polecam: http://wthrockmorton.com/2011/07/15/new-study-sexual-behavior-changes-but-not-sexual-orientation/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale mam jedno zastrzeżenie. Człowiek ma(!) prawo nie definiować siebie jako gej czy homoseksualista i wszyscy (w tym ja, gej) powinni to uszanować. To znaczy, jeśli ktoś nie chce być postrzegany w pierwszej kolejności jako gej, to chyba powinien mieć do tego prawo?

      Jeśli potrzebuje dorabiać do tego teorię, że co prawda był, ale się zmienił — dobrze, ma prawo postępować niezgodnie ze swoją orientacją, definiować siebie innymi słowami. Jeśli tylko znajdzie w takim życiu szczęście i nikogo nie skrzywdzi, niech próbuje.

      Ale niech nie krzywdzi, bo okazał się zbyt słaby. Niech nie potępia innych bliźnich, bo mają inną wizję szczęścia, w której też nie krzywdzą innych. Niech nie wmawia innym gejom, że też mogą się tak samo udawać przed samymi sobą. Niech nie służy nikomu(!!!!!) za argument, że nastąpił cud, wyleczenie i trwała przemiana — bo u innych nie nastąpi, ani tak zdefiniowane, ani inaczej.

      Tak jak napisano. Można postępować niezgodnie z orientacją i ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli ma do tego prawo. Zmienić jej — nie można. A wszelkie próby prania mózgu kończą się tylko jeszcze większym zamieszaniem, bowiem w każdym dowolnym momencie, kiedy człowiek tylko będzie chciał, może wrócić do swojej prawdziwej natury.

      Usuń
  12. Jak tylko znajdę chwilę, to na pewno przeczytam całego bloga. Mam wrażenie jakbym czytał o sobie, dlatego muszę znaleźć odpowiednią ilość czasu na przeczytanie wszystkiego. Pozdrawiam Cię Mateuszu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zaraz mnie pewnie zlinczujecie, ale jest lekarstwo na homoseksualizm działa tak, że każdemu na widok dziewczyny będzie pała stała oto link:

    http://www.youtube.com/watch?v=BlN2_FO8yVY

    proszę wysłuchać całej, wczuć się w tekst (jeśli ktoś nie zna angielskiego to proszę sięgnąć do tłumacza). Piosenka ta zwie się Dozen Virgins

    OdpowiedzUsuń
  14. Rany, serio chyba tutaj napiszę co myślę. To trochę dziwne... Ja jestem takim zwykłym typkiem. Nie lubię czytać tych wszystkich psychologicznych paplanin - to nic nie pomaga i można o kant d* rozbić :D Od razu może się przedstawię - no to na imię mi Jakub, jestem studentem architektury i mam 19 lat. Chłopaki - jesteście facetami, mężczyznami!!! Nie tam żadnymi babami, uwierzcie mi! Bycie facetem to taka super sprawa, to jest coś niesamowitego - można tak wiele! Inni chłopacy was zaakceptują, jeśli się na nich otworzycie. Wokół ciebie jest bardzo dużo osób, które chciałby z tobą pogadać o różnych pierdołach, czy pograć w LoL'a czy coś tam innego. Więc, ja jestem katolikiem, ale nie "moherem". Wierzę w naturalny porządek, dobro i zło. No bo serio - warto dobrze przeżyć to życie. Pornusy bardzo ryją banie. Wiem, bo z 3 lata oglądałem - gejowskie oczywiście. Ale w miarę jak odkryjecie w sobie tą męskość, to już potem będzie wam obojętny widok klaty innego typka - po prostu przestanie was to obchodzić, bo to będzie takie zwyczajne (no bo w końcu wy macie to u siebie, to po co wam jeszcze takie samo u kogoś innego). Powoli zacznie was pociągać delikatność dziewczyn. Wiem, bo sam się starałem aby być dobrym mężczyzną. I każdy krok w tą stronę męskości cieszy tak niesamowicie, to jest takie szczęście, że aż trudne do wyobrażenia! Oczywiście to teraz tak mam - bo mam fajny kontakt z tatą (mi pomagało jak razem z tatą graliśmy w karty, albo razem pod kołdrą oglądaliśmy filmy do późna - tata też nie lubi meczy -, lub gdy razem jechaliśmy gdzieś autem albo jedliśmy razem śniadanie). Teraz to już z tatą bez słów się rozumiemy i często trochę śmiejemy się z mamy, która często drze się o byle co :DD Z kumplami to było tak, że nie miałem właściwie żadnych. Wkurzało mnie to, ponieważ zawsze chciałem z nimi być, a jednocześnie bałem się tego męskiego świata (np. wspólnej gry w kosza, a na myśl o bójce serce mi biło jak szalone). Całość potęgował fakt, że właśnie byłem strasznie cienki z wf'u no i nosiłem długie włosy. Ale wiecie co zrobiłem? Poszedłem do internatu - tam ściąłem włosy, zacząłem grać w piłkę, a jak chciałem pooglądać penisy i w ogóle kumpli pod prysznicem, to bez problemu bo prysznic był zbiorowy :D Na początku się strasznie krępowałem, ale potem to już żyć nie umierać, taka fajna paczka! No ale nie zawsze było tak kolorowo, w końcu to okres dorastania.... Na początku serio potrzebowałem tego kontaktu z innym chłopakiem, takiej przyjaźni - ale właśnie niezbyt wiedziałem na czym to polegało, więc przez to straciłem jednego kumpla, bo myślałem że aby okazać sobie miłość trzeba się przytulać i sobie cały czas mówić o tym, jak się siebie lubi nawzajem. SŁUCHAJCIE, nie tędy droga - męska przyjaźń jest o wiele inna (i lepsza!). Wcale nie potrzeba takich czułych słówek! Wystarczy sama obecność i "TO POCZUCIE PRZYJAŹNI"! Co by wam tu jeszcze powiedzieć - bo ja jestem przekonany, że te rady są bardzo cenne dla was, ponieważ sam chciałbym je sobie wysłać listem w przeszłość :D Aha - dorosnąć można w każdym wieku (to dla starszych osób), dorosnąć czyli dojrzeć jako mężczyzna = być odpowiedzialnym, samodzielnym, radzić sobie (JA TU NIE BĘDĘ WYPISYWAŁ, BO KAŻDY W GŁĘBI SWEGO SERCA WIE JAKI POWINIEN BYĆ MĘŻCZYZNA!) No to może dodam jeszcze, że dalej zauważam urodę innych chłopaków - ale to nie żaden problem, niech sobie mają co tam chcą; no a takto już zacząłem szukać dziewczyny (jeszcze się nie całowałem nigdy), a i zamierzam mieć w przyszłości super żonę. Jak się nie uda zbyt szybko, to mam moją rodzinę którą kocham. Pracę znajdę jakąś na pewno. Aha, mogę jeszcze dodać że mi pomagała pani dr. Próchniewicz która przyjmuje w Poznaniu - bardzo mądra, starsza kobieta; bardzo mi pomogła, kiedy się trochę gubiłem na początku drogi - DZIĘKUJĘ!
    Aha, i jeszcze jeśli czyta to jakiś chłopak z prehomoseksualizmem (bo tak się to nazywa), albo jakiś jego przyjaciel, lub rodzic - to ja zawsze pomogę tyle, ile mogę na mailu 3574967@gmail.com !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jaka jest Twoja psychoseksualność, ale nie wszyscy taką mają, niektórzy mężczyźni pokochają tylko mężczyznę, taka jest ich natura, której się nie oszuka w perspektywie całego życia.

      Usuń