27.05.2012

Zimne jaja

Uczyła, że życie jest piękne, że powinniśmy być człowiekiem, powinniśmy umieć patrzeć i widzieć. Uczyła, jak kochać i szanować ludzi, jak patrzeć na świat. Moja Mama... Brakuje mi Jej od pięciu lat... Nie zdążyłem Jej przeprosić, za to jak niedoskonałym byłem synem, ani podziękować, jak dobrą była Matką... Już nie podzielę się z Nią radościami i smutkami mojego życia, nie wysłucham jej mądrych lub denerwująco szczerych rad... Nie powiem jej, że jestem gejem. Nie przedstawię jej mojego faceta. Nie zapytam, co sądzi na jakiś temat. Nie zaproszę na wspólny niedzielny obiad. Nie usłyszę wsparcia, gdy zasmuci świat. Nie zapytam, dlaczego na odchodne powiedziała mi, że zawsze chciała, żebym był zdrowy... Czy to tylko przejaw matczynej troski, czy jednak wiedziała o moim homoseksualizmie? Tego (w najbliższym czasie) się nie dowiem... Choć wierzę i czasem czuję, że teraz czuwa nade mną i dodaje sił...

Usłyszałem dziś, że kościoły na zachodzie stoczyły się na psy, że ludzie tam porzucili tradycyjne wartości, że gejom i lesbijkom pozwalają się kochać i zawierać małżeństwa, że to zboczenie, że odbierają siłą dzieci, a inne mają tam teraz po sześcioro rodziców, że biskupi też błądzą, że lobby pedałów. Usłyszałem wszystko, co tylko złego możliwe, na rząd, Tuska, Komorowskiego, zdrajców, Euro, drogi, szkoły, biedę, studentów, media, katastrofę smoleńską, Rosjan... Że dobry jest Rydzyk, TV Trwam, Radio Maryja, Gazeta Polska, Pośpieszalski. Że manifestacje, że koncesja na multipleks, że tradycja, że prawdziwe wartości...

Co z tego, że niektórzy mnie geja mogliby nazwać dobrym chrześcijaninem, choć nie mam zasług. Co z tego, że słuchałem takich rzeczy od ludzi na poziomie, wykształconych, prowadzących własne biznesy, obecnych w środowisku akademickim, w jakimś sensie od elity Narodu... Co z tego, że warto rozmawiać, skoro najpierw trzeba w ogóle rozmawiać...

Znów musiałem się tłumaczyć z braku dziewczyny, dlaczego przyczyna chudnięcia nie ma imienia. Znów musiałem kłamać, bo jak nie kłamać, gdy moment wcześniej spłynął taki jad... Jak powiedzieć, że nie gustuję w żeńskich imionach... A tak bym chciał powiedzieć prawdę, co myślę, co czuję... To nie byłoby jednak rozsądne, wciąż racjonalne myślenie bierze u mnie górę, choć to nie łatwe...

Ja wiem, że wysłuchałem skrajnie nienawistnych poglądów, które w gruncie rzeczy są wypaczeniem chrześcijańskiego szacunku dla człowieka, że to Oni mają problem, a nie ja. Ja jestem asertywny, ale też cierpliwy i otwarty na ludzi. Wiem, że nie musiałem ani nie muszę tego słuchać, że mogę olać takich ludzi, powiedzieć im: spadówa i już nigdy więcej ich nie spotkać...

Ale przecież to moja rodzina... Może nie odwiedzaliśmy się ostatnio zbyt często, każdy zaganiany za własnymi sprawami, stosunkowo niewielka odległość (a jednak odległość) też swoje robi. Ale nie są mi obojętni.

Kocham ich bardzo i pomimo wszystkiego szanuję...

Choć wiem, że prędzej czy później dowiedzą się o mojej prawdziwej orientacji seksualnej. A wtedy będzie jeszcze gorszy krzyk, zboczenie, grzech, wieczne potępienie, nagabywanie pozostałej rodziny, msze za duszę, psychiatrzy, polecanie terapii i leczenia, a kto wie, czy nie egzorcyzmy...

Dowiedzą się, bo świat jest mały, a w moim otoczeniu dobrze rozchodzą się takie plotki. Otoczenia zmieniać nie chcę i nie planuję. Choćbym uciekł na drugi koniec świata, i tak by się dowiedzieli. Mogę teraz o tym nie myśleć (i za chwilę tak pewnie zrobię), ale wyimaginowany problem kiedyś wróci. Wolę go uprzedzić i być przygotowanym, przynajmniej w podświadomości.


Płakać mi się chce, gdy powoli na moich oczach odchodzi kolejna, tym razem już ostatnia osoba z pokolenia moich dziadków... Przeżyła swoje długie lata. Co miała wywołać uśmiechów lub napsuć krwi, bo przecież różnie przez te lata bywało, to już wszystko zdążyła. Złe rzeczy zapomina się, dobre pozostaną. Teraz śmiertelna, nieuleczalna choroba zabiera ją po kawałku. Modlitwa ozdrowieć nie pomoże. Nie wiem nawet, czy to nie było nasze ostatnie spotkanie, o czym w duchu pomyślałem już w trakcie niego...

Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, o pierdołach, o tym co słychać u każdego. Znów usłyszałem czworgiem głosów, że jestem bardzo podobny do mojego dziadka, taki sam z profilu, z sylwetki, taki sam uśmiech, tak samo przystojny... Puste słowo...

Zdając sobie sprawę ze śmiertelnej powagi sytuacji, na przekór wszystkiemu żartowaliśmy. Nasza chora ciocia, leżąca na łóżku i ledwo mówiąca, i my wokół niej. To było takie wzruszające...

Opowiedziała nam kawał:


Rozmawiają trzy przyjaciółki.
Pierwsza mówi:

—  Kiedy kocham się z moim Frankiem, to on zawsze ma zimne jajka.
Faktycznie, jak ja się kocham z moim Stachem, to on także ma takie zimne jaja — odpowiada druga.
Na to trzecia:
— A wiecie, że ja nie wiem? Nigdy nie sprawdzałam, jakie ma jaja mój Tomek w trakcie stosunku!

Po kilku dniach spotkały się ponownie. Trzecia (ta od Tomka) przychodzi z limem pod okiem. Pozostałe dwie pytają się:
— Co ci się stało?
— Kochałam się z moim Tomkiem, sprawdzam te jego klejnoty i mówię: Tomuś! Ty masz w trakcie kochania tak samo zimne jajka — jak Franek i Stach...

Ciocia w tym roku skończy 80 lat...



Mark Evans & Siobhan Dillon, Somebody That I Used To Know
w ramach Ghost The Musical, 2012
(oryg. Gotye & Kimbra z albumu Making Mirrors, 2011)

27 komentarzy:

  1. Witaj, przykro mi, że czujesz się tak samotny wśród bliskich, musi to być okropne cierpienie.
    Nic więcej nie powiem, bo co powiedzieć, bardzo bym chciała, abyś był szczęśliwy i wierzę, że jest to możliwe. Chcę wierzyć, że jest możliwe różnić się i być w tych różnicach akceptowanym.
    Choć jednocześnie wiem, że często się to nie zdarza i wtedy trzeba poszukać swojego szczęście gdzie indziej, nie czekając na akceptację która nie nadejdzie. Pozdrawiam Cię mocno, też różniąca się od bliskich Mar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie cierpienie, lecz rozczarowanie. Dziadek, do którego ponoć tak jestem podobny, wychował zarówno moją mamę, która nauczyła mnie szacunku do człowieka, jak i jej brata, który na przemian mówił i wtórował temu, co usłyszałem. Każdy w rodzinie jest inny, a jednak najczęściej staramy się znaleźć płaszczyznę porozumienia. Dziękuję, również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. cieszę się, że jednak przeżyłeś to spotkanie... to już jest jakiś plus. a na ewentualność, o której piszesz nigdy do końca nie będziemy gotowi... niestety, mentalność takich ludzi się nie zmieni, zawsze będziemy potępionymi grzesznikami. samo zło. najchętniej spalono by nas na stosie...

    ale... my też mamy swoją godność! jesteśmy ludźmi! czy kiedyś inni to zrozumieją? ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem mało człowieka w człowieku (metaforycznie) i to jedna z wielu przyczyn, dlaczego ludzie tak bardzo szukają ludzi... Dzięki!

      Usuń
  3. Nie powiem Ci co robic, bo sama nie wiem.
    Wiem natomiast, ze kazdy z nas jako jednostka nalezy do wielu grup i czesto przezywa bol i rozterke jesli slyszy krytyke pod adresem danej grupy.
    Sprobuje wyjasnic.
    Jestem Polka, bo urodzilam sie w Polsce a wiec raza i czesto bola mnie kawaly o Polakach, ktore opowiada sie w Ameryce.
    Jestem tez Amerykanka, z wyboru, wiec rowniez boli mnie jak np. na polskich blogach czytam o glupich i tlustych Amerykanach.
    Urodzilam sie w rodzinie katolickiej, zostalam ochrzczona, a wiec de facto jestem katoliczka, mimo, ze nie praktykuje, ale tez nigdy nie dokpelnilam aktu apostazji, w zwiazku z czym denerwuje mnie jak slysze krytyke katolicyzmu.
    Jestem kobieta, mimo, ze szatynka, to jednak kawaly o blondynkach dotycza mnie jako kobiety.
    I tak molgabym wyliczac dosc dlugo i za kazdym razem przezywac bol i rozgoryczenie, bo ktos gdzies cos powiedzial. I tak w zasadzie robilam, az do czasu kiedy zaczelam byc soba i nikim wiecej.
    Nauczylam sie odlepiac te wszystkie nalepki, przestalam sie identyfikowac z wszelkimi grupami. Zaakceptowalam siebie jako jednostke oderwana od calej reszty swiata, mimo, ze ciagle jestem czescia tego swiata, bo w nim zyje.
    Przestalam byc Polka i potrafie sie smiac z kawalow o Polakach bo juz wiem, ze ten sam kawal mozna opowiedziec o kazdej innej nacji, a jak kawal jest smieszny to sie z niego smieje. Uwazam wrecz, ze gdybym nie potrafila smiac sie z takiego kawalu tyko dlatego, ze dotyka on moich uczuc, to by oznaczalo, ze sie nim identyfikuje i kawal nie jest dowcipem ale zartem.
    Przestalam reagowac na "glupich i grubych Amerykanow", bo mam lustro i w nim widze, ze z mojej amerykanskiej rodziny to ja jestem najgrubsza, a przeciez jestem Polka:))
    Z katolicyzmu wyroslam w sposob naturalny, o ile tak to mozna nazwac, ale tak samo wyroslabym chyba z kazdej innej religii. Bo ja sie nauczylam rowniez odrozniac religie od wiary.
    Wiara to cos wiecej, wiara moim zdaniem nie potrzebuje posrednika w postaci religii.
    Czy wierze? Naprawde nie wiem, nie potrafie odpowiedziec, albo moze nie potrafie sprecyzowac w co wierze. Na pewno wierze w jakas sile kierujaca swiatem, na pewno zyje uczciwie, chociaz to pojecie wzgledne.
    Wyzbylam sie obawy i strachu przed grzechem, nie boje sie piekla, bo uznalam, ze go nie ma, pieklem jest moim zdaniem zycie tutaj na ziemi wsrod ludzi, ktorzy zapomnieli co to jest byc CZLOWIEKIEM.
    Kawaly o blondynkach tez ignoruje, bo uwazam, ze madrosc nie ma nic wspolnego z plcia.
    Do czego zmierzam?
    Przez wiele lat jestesmy poddawani procesowi "udomowienia", ktory glownie charakteryzuje sie tym, ze wpaja nam sie rozne reguly, zasady, nakazy, zakazy i to w nas tkwi, mimo, ze boli i rani to nie kazdy ma odwage sie od tego oderwac.
    A przeciez jako dorosly czlowiek mozna siasc polozyc wlasna glowe na kolanach, otworzyc i zaczac wyrzucac to wszystko co jest tam niepotrzebne, to co zostalo tam wlozone bez naszej zgody, to co przeszkadza zyc szczesliwie.
    I tak wlasnie zrobilam.
    Jak juz powyrzucalam te wszystkie skladowane i do niczego nieprzydatne "smieci" to zaczelam odzyskane miejsce na polkach zapelniac tym co ja chce, co mnie pomaga zyc, co powoduje, ze jestem szczesliwa.
    Bardzo mi sie teraz ta moja nowa zawartosc mojej wlasnej glowy podoba i zycie rowniez stalo sie bardziej szczesliwe, radosne i lzejsze.
    Tak sobie opowiedzialam znow o sobie... troche bez zwiazku z notka, a moze jednak troche na temat;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, znow nie zrobilam korekty przed publikacja;/
      Powinno byc:
      ... kawal nie jest dowcipem ale prawda.

      Usuń
    2. Stardust komentarz fpytkę! Na prawdę bardzo dobry. pozdrawiam! Mar

      Usuń
    3. Kawałów o mnie jest mnóstwo, od tych opisywanych tu na blogu, poprzez te związane z moim zawodem i pracą, na dawnej tuszy kończąc. Póki żartujący nie traktuje żartów serio i nie śmieje się z nienawiści, ja też potrafię się śmiać z samego siebie :)

      Coraz częściej zastanawiam się, na ile mi blisko do Kościoła katolickiego jako instytucji... Wierzę, że możliwe jest zbawienie w innych kościołach, a nawet poza nimi. W kilku kwestiach mam poglądy inne niż KKK (Katechizm), zwłaszcza te związane z orientacją. Czy powinienem się dobrowolnie ujawnić w celu wzięcia na siebie ziemskiej (bo wierzę, że nie niebieskiej) ekskomuniki? :)

      Dzięki :* za komentarz :)

      Usuń
  4. Czemu kamera nie zjechała niżej????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, nie wiem ;) Ale zastanawiam się, dlaczego domyślnie wideo jest najgorszej jakości? Pomimo różnych trików, żaden nie działa, choć przykładowo ten filmik ma najwyższą rozdzielczość HD. Szkoda, że trzeba ją wybierać ręcznie. A może nie szkoda...? ;)

      Usuń
  5. Mateuszu, nieważne że tego wszystkiego nie powiedziałeś swojej Mamie. Naprawdę nieważne! Ona i tak to wszystko czuła. I wiedziała. "Prawdziwa Matka zawsze wie".

    co do rodziny to olej sprawę. Nic innego zrobić nie mozesz. Nie zmienisz betonowego myslenia rodem ze średniowiecza!!

    głowa do góry! zdrowia dla cioci!

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama chyba faktycznie coś podejrzewała. Jej ostatnie słowa skierowane wprost do mnie "zawsze chciałam, żebyś był zdrowy" (później jeszcze żyła i rozmawiała przez kilka dni) oderwane od jakiegokolwiek znanego mi kontekstu zdają się o tym świadczyć.

      Z rodziną na razie nic nie zrobię.

      Dziękuję i również pozdrawiam Ciebie i Twojego Faceta :)

      Usuń
  6. Czasem warto pamiętać jedynie te dobre rzeczy. A tym mniej dobrym pozwolić ulecieć gdzieś w zapomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak staram się postępować w życiu, choć nie zawsze łatwo. Ale potrzebne.

      Usuń
  7. Przeczytałem Twojego bloga, bo wciągnął mnie od pierwszej notki :) i przyznam, że przyprowadził mnie tu adres, bo i na mnie kiedyś ten film wywarł ogromne wrażenie.
    I tak wiele z tego co piszesz przypominało mi moje problemy, nawet niektóre notki brzmią bardzo podobnie (jak choćby ta w której pytasz: "Dlaczego?") choć moim (głównym) problemem było co innego...
    Tak tylko daję znać, że będę czytać :) (a za chwilę skomentuję jeszcze jedną ze starszych notek).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na samym początku kompletnie nie wiedziałem, czym będzie ten blog. Ani że nie jestem sam na drodze do prawdziwego życia. Może nie cieszę się z tego, że Ty i ja musieliśmy w ogóle pokonywać jakąkolwiek szczególne drogi. Najlepiej i najłatwiej byłoby, gdybyśmy jawnie byli u ich celów od urodzenia. Ale skoro już tak się nie stało, cieszę się, że coraz pewniej po swoich kroczymy. Witaj! :) I ja dołączam do czytelników Twojego bloga. Zastrzegam, że nie komentuję, gdy platforma blogowa ujawnia publicznie mój IP. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. W sumie to mi przypomniałeś, że miałem ukryć IP komentujących (zwykle to robię), ale i tak rozumiem jak ktoś nie chce komentować :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Kawał na deser, chociaż znany, bardzo udany :) Gratulacje dla starszej pani!
    Wiesz co, stosunki z rodziną to nie tylko sprawa orientacji, ja też nie mam z dalszą rodziną mimo tego, że jestem heteryczką.
    Jeśli to są ludzie na poziomie, to zaakceptują Cię niezależnie od tego, jaki jesteś. Ale po tych tekstach jakoś nie mam wiary, że będzie dobrze. Bo może i będzie, ale najpierw będzie nagonka.
    Pewnie lepiej się na to przygotować ...
    Współczuję.
    pozdrowienia ciepłe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W imieniu Cioci dziękuję :) Kłopot z rodziną jest taki, że najlepiej na zdjęciu. Niestety bywa tak, że z bliską mamy na pieńku, a z dalszą układa się super. Póki co z bliską i dalszą generalnie mam dobre relacje, ale z tą bliższą niebawem się pozmienia. Cóż, będą mieli okazję w autopsji pokazać chrześcijańską miłość do bliźniego oraz swoje najprawidłowsze poglądy. Dam radę, co bym miał nie dać ;) Dzięki :* Również pozdrawiam :)

      Usuń
  9. wiem że przyznanie się do swojej orientacji jest największym wyczynem jakie może podjąć osoba o innej orientacji. Wmoim przypadku było podobnie, polecam ci moją notkę o tym jakie męczarnie przeżywałem poczekaj powiem ci dokładnie którą 28-03-2012
    pierrick

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Ciebie, że potrafiłeś zawalczyć o prawdziwe życie. Wybrałeś niełatwą drogę (dopiero doczytuję Twojego bloga), ale nie poddajesz się: wielki szacun, Człowieku!!! Dołączam do czytelników Twojego bloga. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Pięknaś Dusza w Pięknym Człowieku... Dzięki, żeś dał możliwość wirtualnego zerkania w swój świat!

      Usuń
  10. Anonimowy27 maja 2012 23:53

    Prześledziłem twojego bloga od początku do końca i wystraszyłem się. Momentami wydawało mi się czytam o samym sobie. To ma też i swoje dobre strony :) Wiesz, chciałbym czasem z Tobą pogadać. Nie jestem dobry w rozpoczynaniu tego typu znajomości więc po prostu zostawię Ci swojego maila i gdy uznasz, że masz ochotę do kogoś się odezwać to prostu coś napisz. Trzymaj się ciepło. (************@gazeta.pl )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerażające, że jest więcej takich osób, jak my późno akceptujących orientację...

      Usuń
  11. Twoja Mama wie o Tobie wszystko! Wie, że jesteś dobry i spędza każdą chwilę Twojego życia razem z Tobą. Na pewno jest z Ciebie dumna, choć Tobie czasem się wydaje, że coś nie wyszło... Ludzie odchodzą z tego świata, ale nie rozpływają się w powietrzu, nasi bliscy pozostają w naszych sercach i kiedy nam przyjdzie odejść, również pozostaniemy w sercach innych.

    Nie trzeba udawać kogoś, kim się nie jest, chociaż wiem, że to czasem trudne. Ale każdy odpowiada za siebie i nie warto marnować czasu na uciekanie przed rzeczywistością, przed prawdziwym światem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy mi gościna w jednym sercu...

      Paradoksalnie, udawanie/uciekanie, choć przecież marnuje tyle energii i czasu, bywa łatwiejsze niż bycie sobą w prawdziwym świecie.

      Dzięki!

      Usuń
    2. Tzw. świadome 'pójście na łatwiznę' uważam za lenistwo i tchórzostwo w jednym. Owszem, jest łatwe, ale tylko na początku, kiedy nie ma jeszcze konsekwencji tego typu działań, a które pojawiają się z czasem.

      Usuń