06.05.2012

Pasja

Wolny czas można poświęcać różnym rzeczom: partnerce/partnerowi, wychowaniu dzieci, opiece nad rodzicami, pracy po pracy, Bogu, wolontariatowi, pasjom, rozrywkom, nałogom itd. Lub wielu z takich rzeczy naraz.

Ja mam kilka pasji/hobby, które dają niesamowitą frajdę i w pewnym zakresie złudne poczucie pożyteczności mojej marnej osoby na tym świecie... Oddawałem im się tak bardzo, że niemal każdą wolną chwilę po pracy, w weekendy, święta, na urlopie lub na chorobowym, poświęcałem tylko jednemu. Co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy godzin w ciągu ostatnich kilku lat, poświęciłem temu specyficznemu "nałogowi" (hobby), który mnie wciągnął na maksa. Rodzice mają mi nawet za złe, że tyle temu poświęcałem. Mama, co prawda początkowo sceptyczna, ale nawet doceniała efekty i chwaliła się mną. Tato nigdy się nie interesował, czym zajmuje się jego syn (to ja lub ktoś inny czasem mu coś szepniemy).

W pewnym sensie stało się to moją odskocznią od codziennych problemów, od ukrywania homoseksualizmu, od udowadniania sobie, że mogę nie być gejem. Mogłem zająć czymś czas (taka zapchajdziura), zrobić coś fajnego dla niektórych osób, a przy okazji nie musiałem nawet tłumaczyć, że nie mam czasu na dziewczyny, odpowiedź przecież była widoczna jak na tacy, jeśli kto dociekał. Oczywiście, nie wszyscy to rozumieli, niektórzy byli zawiedzeni, czekając na moją weselną wódkę, ale generalnie czasu przecież nie marnowałem, więc co wytrwalszym zamykało to usta.

Dzięki tym pasjom poznałem też mnóstwo wspaniałych osób. Większość tylko wirtualnie, niektóre osobiście, z czego bardzo się cieszę. No ale czasem łatwiej było kontaktować się tylko wirtualnie, gdy uzasadnione i nieuzasadnione kompleksy, w tym związane z homoseksualizmem, decydowały o poczuciu niskiej wartości, tak niskim, że nie byłem godzien z Nimi się spotykać...

Czy komukolwiek się przydałem? Czy moja praca była dla kogoś pożyteczna? Nie mnie to oceniać. Być może coś tam w małym zakresie paru osobom troszeczkę pomogłem...

Od dwóch miesięcy całkowicie przerwałem te półtora dodatkowego, darmowego etatu nad tymi pasjami.

Czy moje hobby daje mi szczęście i satysfakcję? W pewnym zakresie, ależ oczywiście, że tak. Nawet dziś — gorzko nienawidząc siebie, a może tylko moje decyzje, jak mogłem wcześniej tak bardzo uciekać przed życiem osobistym — mimo wszystko wiem, że coś tam dobrego zrobiłem. Czy było warto? Naprawdę, nie wiem. Subiektywnie, cena była bardzo wysoka. Żałuję, że obudziłem się dopiero teraz, ale z drugiej strony, byłaby wielka szkoda, gdybym tylu rzeczy nie zrobił, a jednak mi się udało. Powinienem był tylko oprócz tych rzeczy zająć się też innymi... No, ale co się stało, to się nie odstanie, teraz los wciąż jest w moich rękach...

Czy i kiedy powrócę do pasji? Znów nie wiem. Kiedyś na pewno, ale chyba muszę sobie dać jeszcze trochę czasu. Z jednej strony, tęsknię już trochę do tego wiru pracy nad tymi pasjami, jak i do współpracy czy kontaktów z tymi wszystkimi fantastycznymi Ludźmi. Z drugiej strony, boję się, żebym znów nie stracił z punktu widzenia kogoś, kto dla mnie powinien być najważniejszy, a nigdy dotąd nie był, bo go nawet nie szukałem, ani nie dawałem się znaleźć... Bo zapomnieć o potrzebie miłości na krótką (nawet kilkuletnią) perspektywę bardzo łatwo, natomiast w dłuższej perspektywie, te hobby powinny być tylko dodatkami do mojego życia, ale nie powinny go zastępować, przenigdy.



Budka Suflera, Nowa Wieża Babel z albumu Nic nie boli, tak jak życie, 1997

17 komentarzy:

  1. jestem bardzo tępy, ponieważ nadal nie wiem jakie to było hobby

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z tego bloga się nie dowiesz, niestety. Z punktu widzenia motywu przewodniego bloga, naprawdę nie ma znaczenia, jakie to hobby.

      Usuń
    2. oj powiedz co to za hobby bo będziemy zgadywać :D

      Usuń
    3. Proszę, uszanuj(cie) mój wybór, że nie mówię szczegółów, ani ich nie zgaduj(cie) :)

      Jak odpisałem pavellkowi, nie chcę się frontalnie ujawniać na blogu, bo byłoby to duże obciążenie chociażby w pracy...

      Usuń
    4. myślałem, że tylko ja nie mogłem znaleźć odpowiedzi co to za hobby :P

      Usuń
  2. Nie chciałbym zabrzmieć jak "ciotka dobra rada", ale z całych sił życzę Ci byś "wyszedł z szafy", bo nasze życie staje się wtedy prawdziwe i wolne totalnie,pamiętaj ,że diabeł nie taki straszny... Tak sobie myślę, że Twój blog może stać się wtedy jeszcze bardziej ciekawy. Pozdrawiam i sukcesu na gej drodze życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjdę, wyjdę, choć jeszcze nie wiem, jak szeroko i w jakich okolicznościach :) Należę do osób posiadających takie otoczenie, że niestety żadna "tajemnica" się nie dochowa (już miewam poważne wątpliwości, czy to tylko ja nie wiem, bo wszyscy wiedzą, choć nie popadajmy w skrajność, wcale tak nie jest). Godzę się na to, że mówiąc pojedynczej osobie, w perspektywie czasu tak naprawdę mogą się dowiedzieć niemal wszyscy. I mi to wisi, bo nie mam w tym zakresie sobie niczego do zarzucenia. Jednocześnie cieszę się (bo będę miał zaszczyt rzucić inne światło) i smucę (bo nie wszyscy zrozumieją) tym, że będę mógł wtedy wytłumaczyć, kto to jest gej a kim nie jest.

      Frontalne ujawnianie się na blogu to jednak zbyt duże zagrożenie i obciążenie dla mojej skromnej osoby... Choć mam świadomość, że oficjalne połączenie tych dwóch światów byłoby "ciekawe", to jednak póki to ja decyduję, jest niewskazane.

      Dzięki za komentarz, również pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. pasje w życiu są ważne. pozwalają odskoczyć od codzienności. ale właśnie... odskoczyć - nie mogą stać się wszystkim, co nas wypełnia. życzę Ci więc przede wszystkim, byś zaczął żyć, oddając część siebie temu hobby...

    nie zatrać nigdy swojej pasji i wartości. ale dawaj je także realnemu życiu, realnemu partnerowi. bo dając, otrzymujemy... i to znacznie więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chcę się dzielić swoim życiem nie tylko z obcymi osobami, ale w pierwszej kolejności z tą najważniejszą. Dzięki!

      Usuń
  4. Też robię czasem bilans zysków i strat, i muszę przyznać, że nie ma się czym chwalić. Mam wrażenie, że budzę się (a może dopiero zaczynam zauważać, że mogłabym się wybudzić) z pewnego rodzaju hibernacji, która, jeśli dobrze pamiętam, była moim świadomym wyborem.
    Brak życia osobistego nie jest moim zdaniem taki zły. Lepiej być singlem, niż wchodzić w relacje, po których dochodzi się do siebie miesiącami czy nawet latami...
    :* w <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak życia osobistego nie musi być taki zły, ale co jeśli zapchajdziury nie będą już w stanie wypełnić życia (bo choroba, bo śmierć domowników, bo utrata pracy, bo utrata mieszkania, bo depresja)? Wtedy jest pustka, bezsens życia i samotność... A co jeśli na taką pustkę trafia się nie w wieku powiedzmy 20+kilku lat, lecz powiedzmy 50+kilku lat? Czy wtedy będzie łatwiej się pozbierać?

      Hibernacja (i przebudzenie), dobre określenie...

      Ponieważ takiego życia nigdy nie miałem, ja wolę godzić się na poranienie, niż na dalszą samotność z wyboru. Kto nie gra, ten nie wygra.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Trudno się z Tobą tutaj Mateuszu nie zgodzić, ja też będąc singlem, raczej nie z wyboru, de facto od zawsze... tęsknię do czegoś, czego właściwie nigdy nie zaznałam. Wypełnia mnie momentami taka cholerna pustka, która fizycznie wręcz boli. Nie zastąpią jej żadne pasje, talenty i relacje - rodzinne czy przyjacielskie. Pociechą jest dla mnie wiara i relacja z Bogiem, która wydaje mi się być ponad całe to ziemskie "nic". Z Niej (wiary) czerpię siłę i nadzieję, nie wiem w jakim momencie życia lub nie byłabym bez Niej./pozdrawiam.

      Usuń
    3. Nadal uważam, że "samotność po zranieniu" jest gorsza od "samotności". Można oszaleć, starając się dociec, dlaczego jeden człowiek potraktował drugiego gorzej, niż psa

      :P

      Usuń
    4. Głodny z przejedzonym nie dogada się :) Pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Jam nie przejedzona, a struta. Uważajcie, co jecie :)

      Miłego dnia

      Usuń
    6. @mlodapielegniarko, taka rozdzierająca i boląca pustka wewnętrzna ogarnęła mnie kilka miesięcy temu i stała się przyczyną m.in. założenia tego bloga i całej mojej przemiany... A kiedy w najgorszym momencie bolało jeszcze bardziej, bo zadawałem sobie pytanie: czy czeka mnie wieczne potępienie, przypadkiem trafiłem na WiT... Jak kiedyś już pisałem, są różne rodzaje miłości, ale jest też taka, która z dwojga ludzi czyni harmonię... Czy taką miłość zdążę kiedykolwiek znaleźć? Ufam, że tak.

      @usnuta, dzięki za radę :)

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń