30.05.2012

Piękno

Nigdy nie sądziłem, że rykoszetem i mnie Ktoś tak miło "wyzwie" ;) od Pięknych Dusz... Głupio się czuję z takim określeniem, skorom nie tak całkiem młody, ex-heteryk gej, samotny, bez dorobku... Wy zaś macie piękne dusze, serca i umysły przeto jesteście piękni, bo widzę w Was prawdziwą miłość w różnych stadiach i postaciach, tyle wzlotów i upadków, a każdy na swój sposób piękny...

Czym jest piękno? Jakimś stanem, zmianą, a może porównaniem? Czy ma skalę i wzorzec? Czy piękno ma granice oraz kiedy przeplata się z brzydotą? Czy jest obiektywne? Czy podlega demokratycznemu głosowaniu? Czy zmienia się wraz ze stuleciami?

Czasem zamiast do Warszawy trafiam do Lwowa, tym razem trafiłem na film Piękno (oryg. Skoonheid). Za streszczeniami i trejlerami odsyłam do internetu. Pomimo dwóch kontrowersyjnych scen, myślę, że warto go zobaczyć. Czy ktoś oglądał ten film i chciałby go skomentować?

Główny bohater ma żonę, dwie córki, prowadzi przykładne życie. Ale jest homoseksualistą. Swoje praktyki seksualne ogranicza do jednej ukrytej formy. Może i w tym nie byłoby nic złego (nie zaglądajmy ludziom do łóżek), gdyby nie krzywdził tym swojej rodziny i gdyby nie skrzywdził (bardzo) jeszcze jednej osoby... Poza przestępstwami, nie oceniam cudzych żyć, więc i takiego podwójnego (jawnie hetero- + skrycie homoseksualnego) życia głównego bohatera nie będę oceniać.

Ustalmy więc, że zboczenie, wynaturzenie, nieprzyzwoitość i krzywdzenie ludzi są niezależne od orientacji seksualnej. Zboczony może być heteryk, zboczony może być gej. Skoncentrowanie prawdziwej seksualności na takich, a nie innych praktykach, występuje w każdej orientacji. I niestety wyrządzone zło też nie ma jednego imienia.

Film przypomina mi, że niedawno ja dokonałem wyboru, że nie chcę więcej spychać mojej orientacji na zupełny margines mojego życia, tak jakby jej nie było, a jakbym ja był hetero- albo aseksualny. Orientacja seksualna nie jest najważniejsza w życiu, ale istotne i ważne jest, w jaki sposób ją realizujemy (a nie realizując w żaden, żebyśmy nigdy nie wybuchli w groźny dla siebie i otoczenia sposób).

Wiem jedno: ja tak nie chcę i nie będę żyć, jak główny bohater filmu.

Ja nie będę miał żony ani z nią dzieci, bo będąc gejem z tego tytułu nie zapewnię żonie tego, czego i kogo ona potrzebuje, ani ona nie zapewni mi, kogo i czego ja potrzebuję. Na układy wieloosobowe nie idę. Takie udawanie społecznych oczekiwań przy zaspokajaniu potrzeb na boku --- skrzywdzi na pewno mnie i prawdopodobnie moją rodzinę. Prawidłowe wypełnianie ról społecznych (męża, ojca) jest w takim przypadku niemożliwe (tak, wiem, także nie wszystkie związki różnopłciowe się układają jak powinny, ale różnopłciowe mają tę jedną płaszczyznę problemów mniej).

Nie będę też spychać mojego dorosłego życia erotycznego (...ha ha ha, jakbym naprawdę jakieś miał...) do form dla mnie wynaturzonych, w formie pokazanych na filmie potajemnych zbiorowych schadzek z nieco przygodnymi partnerami tylko do seksu. Ależ oczywiście, że każdy do takich ma prawo, jeśli tylko nikogo innego tym nie krzywdzi. Ja tak nie chcę i nie muszę się z tego tłumaczyć.

I nie zgadzam się z tym, że mój własny Kościół katolicki ustami i piórami swoich polskich i światowych publicystów i kapłanów twierdzi, że tak właśnie wygląda życie homoseksualistów --- nieuporządkowane, egoistyczne, ograniczone do ryzykownego seksu z dużą liczba partnerów chociażby naraz --- bo tak być nie musi i najczęściej nie jest. Zostawmy jednak mój Kościół w spokoju, bo nie tylko ta instytucja religijna podtrzymuje takie nieprawdziwe teorie.

Odnoszę wrażenie, że „krytycy” homoseksualizmu (a od kiedy z prawdą się polemizuje?) chcieliby nas zepchnąć właśnie do takiego wynaturzonego podziemia, bo tak najłatwiej się nas pozbyć i przy okazji uzasadnić wszelką dyskryminację.

Pozwólcie normalnie żyć, gdy będziecie w polskim Sejmie odrzucać ustawę o związkach partnerskich... (a propos, mój polski krewny podziwia Węgry za tradycyjne społeczeństwo zwrócone przeciwko zboczeńcom... jak dobrze, że choć tam żyją normalni ludzie...).

Wymowna jest dla mnie scena, gdy główny bohater Piękna obserwuje parę młodych mężczyzn, najwyraźniej zakochanych w sobie. Uczucie, którego on wobec mężczyzny nigdy poznać nie mógł. Dwa światy, jego i ich. Brzydota i piękno (czymże innym jest dwoje zakochanych w sobie ludzi?). Tym właśnie różni się samozaprzeczenie i "leczenie" homoseksualizmu (to pierwsze sam przecież przeżyłem) od jego zaakceptowania jako normalnego.

Ja to już rozumiem, już wiem. Przepraszam, Panie Boże, że nie dotarłem do tego wcześniej. Być może tak właśnie miało być. Że nie stałem się głównym bohaterem filmu, ani jego potajemnym kolegą, ani ofiarą. Miało tak być, że jestem przeciętnym gejem, no, może który zaskoczył trochę późno...

Moja dusza w trakcie tej drugiej kontrowersyjnej sceny krwawiła, ale tym razem powstrzymałem oczy od łez. Co musi czuć ofiara w trakcie zadawania bólu fizycznego i psychicznego, tego wyobrazić sobie w pełni nie potrafię ani nawet nie chcę :( Dopiero po kilkunastu minutach od wyjścia z sali kinowej ochłonąłem i przestałem myśleć, co się stało z ofiarą i jak się otrząsnęła z tego; uświadamiając sobie, że przecież to był tylko film...

Piękno...

Zależy od nas samych. Czy je dostrzegamy i chcemy rozwijać: w innych, w sobie...



Ralph Vaughan Williams, Fantazja na motywie Thomasa Tallisa, skomp. 1910
wykonanie: New Conservatory of Dallas' Next Generation Orchestra, 2011
zdjęcia: San Jua, Kolorado, USA
(polecam włączyć rozdzielczość HD)

31 komentarzy:

  1. a oglądałeś "Modlitwy za Bobbiego"? Na yt jest nawet wersja z polskim lektorem... to pokazuje, do czego rodzina i wiara mogą doprowadzić gejowskiego nastolatka... mój ukochany film...

    i nie odrzucaj komplementu, zwłaszcza gdy jest prawdziwy. nie dokonuj projekcji na innych. masz piękną duszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałem, raz w kawałkach, drugi raz w całości. Piękny film, wiele łez i zrozumienia dla Bobbiego, jego matki, ojca, brata, siostry... A wszystko to na faktach... Jego Matka do dziś działa w ruchu PFLAG (rodziców osób nieheteronormatywnych), ale najpierw straciła własnego Syna...

      Ehh... Dzięki!

      Usuń
  2. pytasz czy piękno ma wzorzec. Gdybym był osobą wierzącą, powiedziałbym, że wszystko co nas otacza dąży do doskonałości bo zna swój idealny pierwowzór - Boga. Czy to piękno ma granicę? Czy jedną z nich jesteśmy my - geje? Czy zatem nie jesteśmy bluźnierstwem wobec Niego?

    Jeżeli chodzi o związki homo-hetero to uważam, że to nie jest fair, choć sam w kilku takich byłem (przepraszam panie), na szczęście bez dzieci. Nie usprawiedliwiając takiego zachowania, myślę, że sami jesteśmy ich przyczyną. Kościół mówi homo jest be, prawo mówi, że homo jest be, mówią więc i sąsiedzi. Jak więc dziwić się człowiekowi, którego sami wpychamy w małżeństwo a który chce choć trochę zrealizować swoje potrzeby? Przecież homoseksualizm nie jest wymysłem współczesnego człowieka. Kto zepchnął go na "ciemną stronę mocy"? ...

    @vermis spłakałem się na "Modlitwie...", ten film mnie powalił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy aby na pewno wszystko dąży do doskonałości? A może raczej do chaosu? Przewrotnie napiszę, że chyba Bóg nie jest piękny, bo piękno to tylko ludzkie postrzeganie świata, w środku którego Boga pojąć się nie da.

      Absolutnie NIE jesteśmy bluźnierstwem wobec Boga!!! Nie musisz w to wierzyć, ale najważniejszym przykazaniem pozostawionym przez Chrystusa było przykazanie miłości, aby kochać (tu: szanować) m.in. bliźniego swego (tj. pozostałych ludzi) jak siebie samego. I z tej miłości, jak wierzę, będziemy rozliczani. A to, z kim i jak, bez znaczenia, o ile nie krzywdzi się ludzi.

      Nie oceniam, nie krytykuję homoseksualistów w związkach z kobietami. Sam przecież ledwo co uciekłem... Rozumiem wszystko.

      Tak, prócz nas samych, to ludzie wokół wpychają nas w wynaturzone ramy samowyparcia, pozornego małżeństwa ukrytej seksualności.

      Usuń
  3. Kościół katolicki odrzuca nie tylko homików, ale również osoby heteroseksualne, które kochają i dają fizyczny wyraz swojej miłości bez zawarcia sakramentu. Jak to jest, że "Bóg jest miłością", a miłość jest grzechem? To ja podziękuję i sama sobie zdefiniuję, co jest czym.
    Miłego dnia Stworze Głębinowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Miłość" ani "seks" same w sobie nie muszą być grzechami. To raczej kwestia, czy krzywdzą drugiego człowieka lub czy oddalają od Boga.

      Światło tu ledwo co dociera, pozdrawiam więc z głębin ;)

      Usuń
    2. Seks przedmałżeński zawsze jest grzechem. Można nie otrzymać rozgrzeszenia :>

      Usuń
    3. Zabawne, "przedmałżeński" sugeruje, że w planach pary kochanków jest zawarcie małżeństwa. Może seks z nieznajomym, wobec którego nie mam żadnych planów na przyszłość, nie byłby grzechem?

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Hmmm... Czy zawsze zachowania seksualne między nie-małżonkami kogoś krzywdzą i oddalają od Boga? Choć to kontrowersyjne, śmiem twierdzić, że nie muszą. Dostrzeż jednak, że o wywołanej tym krzywdzie/oddaleniu drugiej osoby można nie wiedzieć. Przede wszystkim jednak, zostawiam to sumieniom penitentów. Kwestia rozgrzeszenia (łaski) jest jeszcze mniej oczywista.

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    5. seks oddala od boga, seks jest wymysłem szatan wszak;)

      Usuń
    6. a w głębinach jedynym źródłem światła są stwory głębinowe

      Usuń
  4. Czym jest piękno? Być może piękno to tylko kryterium estetyki, jednym coś, na ogół dzieło artysty(pewnie również film), wydaje się piękne, inni w tym samym nie znajdą piękna, może nawet uznają za brzydotę.

    Natomiast Piękno według niektórych nie może istnieć bez Prawdy i Dobra.
    Oczywiście, że nam czytelnikom dajesz się poznać jako Piękna Dusza od samego początku. Właśnie przez to dążenie do Prawdy i prawdziwości zarówno przed sobą, Bogiem, jak i w świecie. I jednoczesne zwrócenie się ku Dobru i chęci czynienia dobra, unikania złych postępków i krzywdzenia innych.
    Na drodze do swojego szczęścia i poszukiwania miejsca w świecie, i oby Miłości, nieustannie łączysz spójnie te wartości. Prawda bez Dobra może krzywdzić. Nie będzie też Piękna dopóki nie będzie Prawdy i Dobra.
    Wydaje mi się, że takiego wyboru dokonałeś. Takiej najtrudniejszej i najdłuższej drogi. I z pewnością każde z nas, które poznaje Ciebie jako Piękną Duszę życzy Ci wytrwałości, siły i osiągnięcia celu tej drogi - szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, obrałem sobie trudniejszą drogę... Nie raz za to oberwę, wtedy nie będzie tak pięknie, dobrze i prawdziwie... Mimo to, nie żałuję i nie poddaję się. Dziękuję! :)

      Usuń
  5. "Choćbyśmy cały świat przemierzyli w poszukiwaniu Piękna, nie znajdziemy go nigdzie, jeżeli nie nosimy go w sobie... " Ralph Waldo Emerson. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne słowa... Dziękuję i również pozdrawiam!!

      Usuń
  6. Witam...

    Dziękuję za odwiedziny. Internet jest doskonałym miejscem na wyrzucenie gdzieś przed siebie tych chorych myśli, chociaż nigdy nie mamy pewności czy ktokolwiek je zrozumie. Zacząłem pisać bez przekonania, teraz widzę, że pojawia się coraz więcej "znajomych literek". To nawet zabawne, że niejako zwierzam się ludziom, z którymi dawniej w ogóle bym nie rozmawiał. Poprzez litery pokazuję moją małość, słabość, a nawet łzy człowiekowi, któremu kiedyś najprawdopodobniej przyłożyłbym bez zastanowienia. Właśnie to "kiedyś" stało się tak odległe. Nie wiem kim i po co jestem. Myślę, że mogę uznać za pozytywny fakt otwarcia się na innych ludzi i możliwości zrozumienia czegokolwiek zanim uderzę. Chętnie poczytam Twoje wpisy.

    Odnośnie Piękna nie potrafię się dość dobrze wypowiedzieć. Mógłbym sięgnąć do filozofii ale po co, skoro to nie moja filozofia. Religie również pomijam, bo musiałbym sobie zakpić. Jestem prostym człowiekiem i nie chcę doszukiwać się w Pięknie jakichś uniesień... Piękno jest ukryte w tym, czego ludzie tacy, jak ja nie zdołali jeszcze zniszczyć. Zupełnie jak pierwszy płacz dziecka. I po co dorabiać do tego filozofię.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewałem się odpowiedzi (być może dlatego, że nie czytałem jeszcze całego bloga) i dlatego nieco niepewnie teraz sam odpowiadam... Kiedyś face-to-face stchórzyłbym. Dziś bariera internetu dodatkowo ułatwia nam obu to zadanie.

      Jeśli mogę Cię prosić o jedno, zerknij proszę na pierwszy post (Początek). Taki naprawdę byłem 3,5 miesiąca temu, choć już trochę się zmieniłem.

      Dawniej nie przyłożyłbyś mi :P za bardzo ukrywałem i wypierałem moją orientację, byś mógł we mnie rozpoznać "pedała". Moglibyśmy się nawet kolegować, w końcu byłem jakby hetero. Za wszystkie inne bolączki może bym od Ciebie dostawał w mordę, ale skoro dotąd od nikogo nigdy agresji z "tego" tytułu nie zaznałem, najwyraźniej dość dobrze się maskowałem. Nie musisz "tego" rozumieć. Ja też nie rozumiem. Ale nikt i nic "tego" nie zmieni.

      W łzach naprawdę nie ma niczego złego ani wstydliwego... To tylko dowód, że żyjemy, że czujemy, że kochaliśmy, kochamy lub chcemy pokochać ludzi.

      "Piękno jest ukryte w tym, czego ludzie ... nie zdołali jeszcze zniszczyć. Zupełnie jak pierwszy płacz dziecka" --- mądrze powiedziane...

      Usuń
    2. Przeczytałem. Myślę, że jest więcej takich osób, z którymi mamy kontakt nie zdając sobie sprawy, z tego jacy są naprawdę. Sam starannie ukrywam wiele spraw - chociaż zawsze maiałem tendencje do ukrywania dobrych rzeczy, żeby ktoś przypadkiem nie zauważył, że ja czuję. Złych nie ukrywam z prostego powodu, nie zamierzam się wybielać... Hm, nie ma co gdybać. Obecnie bez wyraźnej prowokacji bym nie uderzył i na tym poprzestańmy. Masz więcej powodów by mną gardzić, niż ja Tobą.

      Usuń
    3. Każdy ma tak wiele powodów do gardzenia samym sobą, że przynajmniej ja nie szukam powodów do gardzenia innym Człowiekiem. Najtrudniejsze wybaczyć samemu sobie, pogodzić się z własnym życiem, którego w pewnym zakresie nie zmienimy, i zaakceptować samego siebie, by prawdziwie żyć. Tego i Tobie życzę, choć wiem, jakie to trudne.

      Usuń
    4. Myślę, że zbyt mocno przypominam mego ojca, bym mógł zaakceptować samego siebie.

      Usuń
    5. Wiesz... Ja też kiedyś w myślach zarzekałem się (na tym kończy się "też", a zaczyna tylko mój "problem"), że nie jestem gejem, nigdy tego nie zaakceptuję i że absolutnie nigdy nie zwiążę się z żadnym facetem... Może wygląda to jak pusta deklaracja, ale uwierz mi, że subiektywnie w mojej głowie naprawdę NIE byłem gejem (choć przecież obiektywnie jestem nim cały czas). Wszystko to się zmieniło: tak, przyznaję się do tego, akceptuję to i chciałbym nie być samotny...

      Można zaakceptować samego siebie, tylko musi Cię dopaść motywacja.

      Usuń
    6. Ja natomiast stwierdziłem, że nie stworzę już żadnego stałego związku z kobietą. Z prostych powodów - nie potrafiłbym jej zapewnić zaspokojenia podstawowych potrzeb natury emocjonalnej, uczuciowej. Bałbym się też, że skrzywdzę ją tak, jak moją byłą żonę. Chociaż wczoraj wpadłem na pomysł dania o głoszenia, że poszukuję masochistki. Co myślisz o związku masochistki i emocjonalnego kaleki? :)

      Myślę, że masz szansę stworzyć zdrowsze relacje z drugim człowiekiem. W każdym bądź razie życzę Ci powodzenia.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. piękny człowiek, to ten co żyje w zgodzie z samym sobą, który bez strachu spojrzy w lustro i powie szczerze "jest dobrze"

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jeszcze boję się zerkać w lustro, nie wiedząc, co tam zobaczę... :) Pozdrawiam serdecznie!! :)

      Usuń
  8. Nie chciałbym za bardzo czepiać się słów, ale napisałeś Mateuszu:

    "Nie chciałbym być zbyt spostrzegawczy, ale celibat też uniemożliwia normalną seksualność, chociażby heteroseksualną."

    W jaki sposób rozumiesz to zdanie? Czy chodzi tu o brak realizacji swojej seksualności? Czy normalna seksualność to taka, którą się realizuje? I co to znaczy realizować swoją seksualność?

    Kiedyś widziałem w szpitalu młode małżeństwo, on został całkowicie sparaliżowany, ona siedziała dniami przy jego łóżku.
    Widziałem ich kilka razy i najbardziej uderzyła mnie miłość z jaką ona się nim zajmowała choć w zasadzie, przykładając czystą ludzką logikę, nie miała zniego "pożytku".

    A co powiesz o mnichach buddyjskich, o Mahatmie Gandhim? Czy oni też żyjąc praktycznie w celibacie nie mogą pochwalić się normalną seksualnością?

    pozdrawiam
    Ch.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli któremuś księdzu zdarzyło się, że popęd seksualny był w danej chwili silniejszy i ukierunkował go w niewłaściwy sposób wobec nieletnich uczennic (słowem, wzrokiem, w końcu "inną czynnością"), to masz rację, to był wyjątek i wypaczenie, a nie reguła, bo znam również bardzo dużo dobrych Kapłanów. Choć więc celibat nie jest łatwy (znam go z autopsji, choć chcę zrzucić jego jarzmo), można go prawidłowo wykorzystywać.

      Masz rację, wyszło na to, że nierealizowanie seksualności musi prowadzić do wypaczeń, podczas gdy tak nie uważam (że czasem prowadzi, to inna sprawa, ale to wyjątek, a nie reguła). Zdanie to usuwam z tekstu posta, pozostanie tylko w Twoim komentarzu.

      Usuń
  9. Ale mi zadales z tym pieknem :)) Dumam i dumam, a carem i tak nie bede;) Mysle, ze kazda Dusza jest piekna, problemem jest Ziemska Powloka, nie kazda ukazuje piekno Duszy i nie kazda Cielesna/Ziemska Powloka potrafi dostrzec piekno Duszy w drugiej Powloce.
    Chyba namieszalam... a mialo byc tak madrze;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i wyszło bardzo mądrze, jak zawsze :D

      Zazwyczaj wystarczy chwila rozmowy, by powłoka dostrzegła duszę. Czasami jednak różne nieistotne okoliczności (pośpiech, pozornie sprzeczne oczekiwania, nieznana motywacja) to uniemożliwiają. Gdy jednak się uda, zadziwiające bywa, jak piękna może być dusza pod niepozorną powłoką, ale i jak mało duszy może być pod pozornie piękną powłoką... No, tym razem, to ja namieszałem :P

      Usuń
    2. Ech wcale nie namieszales, wrecz przeciwnie napisales prawde. Pol zycia stracilam na piekne powloki, chociaz tak naprawde wcale nie byly TAKIE piekne;)) Ot mnie sie podobaly. A dopiero teraz znalazlam Piekna Dusze w zupelnie niepozornej powloce..
      Gdyby Ci sie chcialo to przeczytaj, bedziesz mial lepsze rozeznanie w mojej historii.
      http://bezodwrotu.blogspot.com/2012/03/migawki-wspomnien.html

      Usuń
  10. Nie znam niestety filmu, o którym piszesz, poza tym do odbioru trudniejszych przekazów chwilowo się nie nadaję (chronię się przed głębszymi przeżyciami, kiedy potrzebuję energii na realizację ważnych projektów w moim życiu).
    Nie znam Cię, ale z tego wszystkiego, co piszesz wynika, że jesteś pozytywną duszą i człowiekiem, który dąży do szczęścia, ale nie jest egoistycznie skupiony na sobie, ale myśli też o innych.
    Nie wiem z doświadczenia, jak to jest odkrywać w sobie późno swoją odmienność, inną orientację, ale wydaje mi się, że nie ma reguły, kiedy ktoś jest do czegoś dojrzały.
    Jeśli u Ciebie coś się zmienia w określony sposób, to widocznie tak właśnie miało być.
    I jak ktoś napisał na samej górze - nie broń się przed komplementami, skoro je słyszysz, to znaczy, że na nie zasługujesz :)
    pozdrowienia!
    iw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @iw, film rzeczywiście jest trudny, zwłaszcza gdy nie spodziewasz się, co zobaczysz (no, ja nie wiedziałem; dziewczyny za mną mogły się zdziwić, jak mnie wykręcało na fotelu przed nimi, gdy kat dopadł ofiarę).

      Wciąż mam wyrzuty sumienia, że teraz poświęcam "sobie" (w tym kulturze) za dużo czasu. Pocieszam się jednak, że to wielka odmiana w moim dotychczasowym życiu i kiedyś muszę to wszystko w sobie przeżyć, bym później zrównoważył pracę z prawdziwym życiem, nie uciekając już przed niczym...

      Wciąż za bardzo egoistycznie patrzę na świat. Im bardziej jestem pewny, że to ja jestem dla ludzi i świata, a nie odwrotnie, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jak bardzo egoistyczny byłem i wciąż jeszcze jestem, choć z tym walczę. Wciąż zbyt wiele mnie w moim życiu... Chciałbym rozdać je temu jedynemu oraz pozostałym ludziom, a całą resztę mnie wypełnić nim i światem. Chciałbym, bo póki co łatwiej tak napisać, niż zrobić... Żałuję, że wciąż zdarza mi się wpychać knebel w usta niektórych przyjaciół, że za dużo mnie, a za mało ich. Choć to wiem, lata niebycia trudno zrekompensować czymkolwiek, czasem odkrywanie własnej perspektywy bywa ciekawsze niż poznawanie cudzej. Znów, pocieszam się, że kiedyś odkryję w sobie całą Amerykę i "ja" będzie zdecydowanie mniej ważne w moim życiu, choć chciałbym, aby wtedy zaistniało w czyimś...

      Pozdrawiam serdecznie! :) :)

      Usuń