23.05.2012

Wciąż

Jestem.

Jestem jednym z wielu ludzi, którzy żyją.

Bywam człowiekiem, który też myśli i czuje.

Chciałbym nim pozostać...

Tak łatwo wyróżniać się w tłumie, gdy ma się kolorowy kapelusz na głowie. Jakże ciężej jest być zwykłym człowiekiem w czapce-niewidce. Kto takiej nie miał na sobie, temu trudniej to zrozumieć. Spróbuję to troszeczkę wytłumaczyć.

Tak, ukrywam się. Jestem gejem, choć na co dzień wciąż mało kto o tym w moim otoczeniu wie.

Wybaczcie mi, proszę, że się narzucam, że śmiem twierdzić, że w ogóle istnieję...

Przecież nie było mnie tyle długich lat... Tak długo wmawiałem sobie dokładnie to, czego ode mnie w moim otoczeniu oczekiwaliście –– może nigdy wprost, ale dało się to wyczuć w rozmowach, pytaniach, odpowiedziach, komentarzach, żartach, docinkach... Wszyscy włącznie ze mną uważaliśmy to za takie oczywiste. Jakże w ogóle mogłoby być inaczej. Ale nie jest i nic tego nie zmieni. Nie mam pretensji do nikogo, prócz siebie samego, że tak długo oszukiwałem Was i siebie. Przepraszam.

Nie ma znaczenia, kim jestem, bo jestem nikim, bo chcę być sobą, bo jestem Tobą, bo jestem Nim. Jestem tutaj, żyję pośród ludzi. Jestem członkiem Waszej rodziny, sąsiadem, współpracownikiem, kolegą ze szkoły lub studiów. Generalnie niepozorną osobą, którą mijacie w sklepie lub na ulicy. Znacie mnie doskonale lub przelotnie. Dla jednych być może jestem miłym skrawkiem lub nawet jakąś zauważalną częścią Waszego pięknego życia. Niewątpliwie są i Tacy, co za mną nie przepadają, być może ze wzajemnością. Cóż, trudno, nie jestem ideałem, jestem tylko człowiekiem, choć nie chcę nikogo skrzywdzić, wychodzi różnie. Większość osób mijam i większość mija mnie gdzieś obok obojętnie.

Chcę jednak dalej żyć. Prawdziwie żyć, prawdziwie kochać. Chcę dalej być pośród Was. Nie odbierajcie mi, proszę, mojego człowieczeństwa tylko dlatego, że nigdy nie będę taki, jak Wy...


Tak jak Wasi życiowi partnerzy i partnerki uczestniczą razem z Wami we wspólnym życiu pośród wszystkich ludzi w Waszym otoczeniu, w rodzinie, pracy, szkole –– tak i ja chciałbym żyć z moim życiowym partnerem (być może kiedyś się odnajdziemy) w społeczeństwie. Niczego więcej nie śmiem oczekiwać. Choć i to, włączywszy telewizor, już tak strasznie dużo...


Ten blog jest dla mnie takim własnym Brokeback Mountain, dotąd jedynym miejscem, do którego przynajmniej na razie musiałem uciekać, by stać się sobą, by poznać siebie. To jest świadectwo mojej drogi, na której początku było całkowite wyparcie mojej orientacji seksualnej. To autopsychoterapia. Powolne wyjście z nieudolnie udawanego heteroseksualizmu i dziecięcego wypierania homoseksualizmu. Docieranie do dojrzałości emocjonalnej, dorosłości psychicznej. Do miłości. Chcę ponownie żyć dla ludzi, dla mężczyzny mojego życia, dla siebie.

Wydaje mi się, że faktycznie zmieniam się. Zadziwiające, że w ogóle można odnaleźć tak wiele sił do pokonywania własnych ułomności i przeciwności, by po prostu prawdziwie żyć.

Zakładałem bloga dla siebie, nie sądziłem, że ktoś będzie częściej zaglądał na siódme i pół piętro prowadzące do mojej głowy (niczym jak w Być jak John Malkovich), moich oczu (niemal jak w The Truman Show) i mojego serca.

Być może moje doświadczenie pomoże innym w podobnej do mojej sytuacji. Być może niektórym doda wiary w siebie, że można, że uda się, że dasz radę.

Nie powinienem wypowiadać się w imieniu Osób Heteroseksualnych, pośród których jeszcze do niedawna sam siebie postrzegałem, bo do takich nie należę, nigdy nie należałem (choć kłamałem, że tak jest) ani nigdy należeć nie będę. Mimo to potrafię zdobyć się na obiektywizm, nie przestając dostrzegać wspaniałości i wielkości niektórych Ludzi nawet wówczas, gdy jedni z Nich są gejami, a inni im, w tym mnie, życzą wiecznego potępienia...

Nie powinienem jednak wypowiadać się też w imieniu Gejów, bo choć cały czas byłem, jestem i chcę zawsze w pełni być jednym z nas, to przecież stawiam dopiero bardzo pierwsze kroki, pomimo relatywnie posuniętego wieku metrykalnego [za którą to autoironię najmocniej przepraszam wszystkich starszych ode mnie ;-)].

Jednakże, w jakiś sposób zgodziłem się na wyciągnięcie przed tablicę. Obudziłem się pośród grona kilku nowych Czytelniczek i Czytelników mojego skromnego bloga. W duchu marzę, żebyśmy wszyscy mogli sobie tu dalej towarzyszyć: czasem milczącym wysłuchaniem, czasem komentarzem z dobrą radą lub zasłużoną krytyką. Bez względu na płeć i orientację, dokładnie tak samo, jak mijamy się na ulicach.

Stardust, z takiego pięknego pyłu gwiezdnego jak Ty budują najwspanialsze galaktyki, gwiazdy i planety!! Dziękuję!

Podtrzymuję mój pozytywnie niedowierzający zachwyt („wow”), że istnieją Ludzie, na których uznanie i akceptację przynajmniej ja nie czuję się dość zasłużony, a mimo wszystko nie zostałem przez Nich zrównany z ziemią za moją odmienność, szczerość, niedoświadczenie... I za to Im–Wam dziękuję!!

Od jakiegoś czasu towarzyszę Waszym hetero-, bi- i homoseksualnym życiom opisywanym (w różnym stopniu) przez Was na Waszych blogach w ostatnich latach. Cieszyliśmy i smuciliśmy się razem, choć ja tak poniewczasie...

Niektóre Piękne Dusze poddają się: nie chcą już nigdy więcej cierpieć przez żadną nową miłość, albo odwrotnie, chcą w cierpieniu przez dawną miłość doczekać swych ostatnich dni...

Cóż ja mogę wiedzieć o życiu, o ludziach, o miłości... Nie wiem nic... Czy warto ryzykować? Przereklamowany mit, a może niebezpieczna loteria? Chemiczne uzależnienie?

Wciąż wierzę w miłość, chcę ją widzieć w ludziach, skrycie trzymam kciuki za Niektórych, sam też chcę jej poszukać.

Nie zawsze będzie ckliwie, romantycznie, czule, a może patetycznie, poważnie, krzepiąco lub zabawnie (także tu na blogu)... To tylko nasze życia, nieustannie zmieniają się, o ile nie zamykamy się przed światem, zawsze możemy uchylić choć okno... Przede wszystkim od nas samych zależy, co w życiu jeszcze przed nami...

Snow Patrol, You could be happy z albumu Eyes Open, 2006

38 komentarzy:

  1. wiesz co, ja chciałabym mieć w realu takiego znajomego jak Ty, aboslutnie ucieszyłabym się gdybym się dowiedziała, że facet z którym mi się świetnie rozmawia i który jest tak fajnym facetem jest gejem... wiem, może to dziwnie zabrzmi ale przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest niemożliwa, chyba że....no właśnie. Dla mnie byłoby to idealne rozwiązanie i chyba bym Ci się rzuciła na szyję gdyby mój znajomy którego cholernie lubię powiedział, że jest gejem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę napisałam nieskładnie ale nie mam dziś głowy do pisania komentarzy...

      Usuń
    2. eee, kobiety tak mówią, bo wtedy facet może z nimi chadzać na zakupy ;)

      Usuń
    3. Nie cierpię zakupów, jak mam kupić sobie jakiś ciuch lub buty, zwlekam do ostatniej chwili, a wybieram towar i ewakuuję się jak najszybciej... :) Łeeeee, co ze mnie za gej :P ;) Ja bym chciał móc tak rozmawiać z taką Przyjaciółką w realu... ale jeszcze trochę muszę poczekać.

      Usuń
    4. oj nie chodzi o zakupy...:) przyjaźń między kobietą a mężczyzną hetero jest praktycznie niemożliwa bo chodzi o jedno...seks!!a taki fajny facet jak Mateusz z którym można pogadać i czuć się mega swobodnie to skarb dla kobiety!mówię Ci ona się ucieszy!!! póki co zawsze możesz rozmawiać ze mną , z nami!

      Usuń
    5. Kurczę, jeszcze do niedawna sam mówiłem, że jest możliwa... Właśnie sobie uświadomiłem, że nie byłem wiarygodny, przecież nie chodziło mi o seks z bardzo konkretnej przyczyny, że też wolę to, co Wy! Szkoda ;) bo mógłbym być wzorowym przykładem przyjaźni męsko-damskiej ;)

      Usuń
    6. jesteś wiarygodny!!! przyjaźń między kobietą a mężczyzną istnieje! ale gdy chodzi o kobietę hetero i mężczyznę hetero to już jest trudna sprawa....

      Usuń
  2. i o tym było od początku. zacznij żyć swoim uczciwym życiem. czas na zrzucenie maski. ja obiecuję, że od dziś też nie będę chował głowy w piasku. jeśli ktoś spyta, odpowiem szczerze. rok temu okłamałem najlepszą przyjaciółkę, zaprzeczając jej słusznym domysłom! "poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli." jesteśmy, kim jesteśmy i nie możemy się wstydzić, dać zepchnąć na margines społeczny lub włożenie do szuflady z napisem: wybrakowani. jesteśmy przede wszystkim ludźmi. wartościowymi wielce, jak w Twoim przypadku! dziękuję... dobrze, że jesteś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... To jest/będzie Twoja decyzja, żeby później nie było, że to przeze mnie ;) I wicewersal, moja, żeby nie zwalać na Ciebie :P Dziwne uczucie, gdy od Wielkiego Człowieka czytam takie słowa... Wiesz, kłuje mnie bardzo w sercu, że wolałbym, żebyśmy się... nigdy blogowo nie poznali: ja miałbym samoakceptację dawno za sobą, Ty nie straciłbyś Nikogo najważniejszego w dotychczasowym życiu, każdy byłby szczęśliwszy... Ale skoro już jesteśmy tu i teraz, czuję się zaszczycony i dziękuję, że mogłem i Ciebie choć tak poznać :)

      Usuń
    2. jest czas umierania i czas rodzenia się... wszystko ma swój czas! widocznie mieliśmy się poznać, bo jesteśmy w jakiś wirtualny sposób sobie potrzebni :)

      Usuń
  3. Skąd biorą się tacy świetni ludzie ja się pytam?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpowiem Ci na pytanie w sekrecie: z tego bloga ;)

      Usuń
    2. Nie wiem, muszę zapytać o to Waszych Rodziców! :)

      Usuń
  4. Kazdy wiek jest dobry na poczatek zycia. Ja po dwoch nieudanych probach zaczelam szczesliwe zycie w wieku 50 lat i nie zastanawialam sie czy to aby nie za pozno, bo nigdy nie jest za pozno.
    Ryzyko jest zawsze, bo nikt z nas nie rodzi sie z instrukcja obslugi i nikt nie rodzi sie z gwarancja, owszem mozna zrezygnowac z prob, ale wtedy nigdy nie bedziemy wiedziec, co by bylo gdybysmy sprobowali. W zyciu nic nie osiaga tylko ten, kto nic nie robi, wiec moze jednak warto robic COS:)
    Kazdy kto czyta tego bloga wie, bo musialby byc slepy, zeby nie widziec jakim wartosciowym czlowikiem jestes. I pomysl ile taki ktos jak Ty ma do zaofiarowania drugiemu czlowiekowi? Ile nie tylko partnerowi, ale wszystkim ludziom, ktorzy maja szczescie zetknac sie z Toba? Ile wreszcie calemu swiatu?
    Nie wolno Ci tego zmarnowac.
    Przepraszam, ze brzmi to jak nakaz, ale naprawde byloby wielka strata gdybys nie podjal proby. Pisalam kiedys, bodajze pod ta notka prezydencka w komentarzach, o mlodym czlowieku wychowanym przez dwie lesbijki. On tez wiele przeszedl, troche inaczej niz Ty, ale mysle, ze mozesz sobie wyobrazic co spotykalo go w szkole, wsrod kolegow, na studiach bylo juz pewnie latwiej, ale generalnie latwo nie bylo, majac dwie Matki. On jest mniej wiecej w Twoim wieku, a wiec 30 lat temu adopcja przez pare lesbijek nie byla sprawa prosta. Zreszta teraz nie dalabym sobie uciac palca, czy jedna z nich nie jest jego matka biologiczna, bo tak bylo latwiej w tamtych czasach.
    Slyszalam jego wystapienie w Amerykankim Kongresie, nawet nie pamietam z jakiej dokladnie okazji, ale raczej chodzilo o prawo adopcji.
    Wiesz jak czytam Twoj blog, to slysze glos i przed oczami mam tego mlodzienca. Moze Cie zaskocze, jak napisze, ze gdzies miedzy wierszami Twoich notek czuje sile w Tobie, mam wrazenie, ze masz wiele w zyciu do zrobienia i jestem przekonana, ze spelnisz swoja ziemska misje wzorowo.
    Pewnie myslisz, ze plote bzdury... wcale sie nie dziwie, bo to tak brzmi, sama bym tak pomyslala, ale cos mi mowi, ze sie nie myle;)
    Mateusz, te lata, ktore jak piszesz "straciles" na ukrywanie sie, nie sa stracone, one teraz dopiero zacznaja owocowac. Dzieki temu, ze nie rzuciles sie wczesniej w wir przygod masz tak pieknie uksztaltowana osobowosc.
    Ty jestes WARTOSCIOWYM czlowiekiem pod kazdym wzgledem i nich Ci nigdy przez mysl nawet nie przejdzie, ze jest inaczej. Zobacz, zaczales pisac bloga dopiero kilka miesiecy temu i juz skupilo sie wokol Ciebie tyle zyczliwych ludzi, a to tylko wirtualne istnienie. Twoi czytelnicy sa przekrojem spoleczenstwa, wiem to drobna statystyka i nie powala na kolana. Ale to juz jest grupa, na ktora mozesz liczyc, grupa, ktora zawsze bedzie Cie wspierac. Nie popychac, ale wspierac i dopingowac w Twoich poczynaniach. Mysle, ze naprawde mozesz liczyc na te osoby, kiedy bedziesz gotowy i tylko o tym nie zapominaj. I pamietaj tez, ze tacy i podobni ludzie zyja tez wokol Ciebie, mijasz ich na ulicy, widzisz w sklepie, moze w parku jak biegasz, nie znasz ich, ale oni Ci tez dobrze zycza, tak jak my tutaj.
    Nigdy nie jest za pozno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje słowa są dla mnie wyzwaniem, któremu chciałbym sprostać... Dziękuję! :)

      Usuń
    2. Wpis nr 2. Noooo wciaz bloga nie doczytalem do konca, ale juz teraz chce sie dopisac do Stardust. Ha, znow sie okazuje, ze moge o Stardust powiedziec "SIOSTRO". Tak sie sklada, ze nie mam specjalnego daru pieknego pisania, wiec sie podpisze obiema rekoma pod wpisem "siostry".
      Chce jeszzce dodac, ze mam absolutna swiadomosc, ze swiat wirtualny moze byc tylko bajka, ze kazdy sie w nim prezentuje jak tylko zechce, a rzeczywistosc moze byc skrajnie odmienna.
      Tym niemniej - dzis moge smialo napisac - Trzymaj sie Mateuszu - PIEKNY CZLOWIEKU!!!!!!! Czytajac czasem mialem ochote dac Ci wirtualnego kopa w dupe - ale to kiedys uscisle.

      Usuń
    3. Heh, pierwszy raz Ktoś chce mi nakopać ;) ale jak się domyślam, tylko na szczęście. Blog niestety ani bajką ani piękną nie jest... Co najwyżej niektóre szczegóły trzymam dla siebie, a czasem zmieniam własny stosunek do jakiejś sprawy, ale całą resztę poprzedziło moje niewirtualne życie...

      Usuń
  5. Drogi rówieśniku, kilka wizyt u kosmetyczki i jesteśmy "późne liceum" :)

    Wiedzieć o życiu, ludziach i miłości to tyle, co wiedzieć o sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo mnie bajerują, albo wyglądam młodziej niż w metryce :) Nigdy nie zamierzałem chodzić do kosmetyczki, choć nie wykluczam pojedynczej porady co do higieny i cery.

      Usuń
    2. Pocieszam raczej siebie , niż Ciebie :) też mnie bajerują, ale może tylko z grzeczności (cóż za paradoks - kłamać z grzeczności) Miłego dnia :)

      Usuń
    3. Myślę, że oboje... niepotrzebnie szukamy pocieszenia. Czy kłamstwo musi być niegrzeczne, czy może istnieć prawda nienależna? Miłego wieczoru :)

      Usuń
    4. Musze, bo sie udusze, wtracic znaczy sie:))) A co zlego z pojsciem do kosmetyczki? Jestem kosmetyczka, przychodza do mnie mezczyzni i to wcale nie geje, ale mezowie, bracia a nawet ojcowie moich klientek.
      Wiem, to w Polsce zupelnie niepopularne i mezczyzna metroseksualny ciagle kojarzy sie z gejem, durne to moim zdaniem, ale jest jak jest.
      Natomiast tutaj podejrzewam, ze na przestrzeni lat, kobiety zaczely wymagac od swoich heterykow, zeby wreszcie zaczeli o siebie dbac, stad zrodzil sie mezczyzna metroseksualny ku radosci zenskiej czesci spoleczenstwa. Tak naprawde to heterycy mogliby sie wlasnie tego nauczyc od homo, zeby byc czystym, zadbanym, ogolonym, pachniec i miec ladne rece.
      Jak bylam w Polsce 4 lata temu to niestety doszlam do przykrego wniosku, ze gdybym to tam musiala szukac partnera w wieku 40+ to nie mialabym zadnych szans. Jakos trudno byloby mi powiedziec ilu widzialam zadbanych mezczyzn w wieku powyzej 40 lat, ale byly to raczej jednostki. Po 50tce to juz tylko plakac;))
      Panowie heterycy bierzcie przyklad z gejow!!!!

      Usuń
    5. Jako że ostatnio nieco bardziej próbuję dbać o własne "opakowaniem" mojej duszy ;), to wizyty(wizyt?) u kosmetyczki nie wykluczam, ale wstyd się przyznać, najpierw sam muszę się przełamać nad naszym narodowym polskim stereotypem ("facet u kosmetyczki?!?"), ha ha :) Brak higieny osobistej jest tutaj mocno zakorzeniony tak u "chłopów", jak i "bab", przynajmniej w starszych ode mnie pokoleniach... Prędzej ktoś się udławi tutaj własną śliną, niż przyzna, że można z kogoś brać przykład... i to w dodatku z gejów! ;)

      Usuń
    6. Pociesze Cie, ze to nie tylko w Polsce. Ja mieszkam w NYC wiec widze inny swiat, ale jak jezdzilam po Stanach, to nie raz widzialam typy w gorszym stanie niz moj pradziadek, ktory nie mial wode w studni i slonce grabiami sciagal:)))
      Na szczescie wszystko jest plynne i sie zmienia.
      Ludzie podrozuja i czy chca czy nie, to jesli nie chca byc wyeliminowani musza sie przystosowac.
      Moj maz pierwszy raz skorzystal z uslug kosmetyczki jak poznal mnie i to bylo w wieku 53 lat, wiec nigdy nie jest za pozno;)
      Ale wczesniej uzywal kremy i nawet mial osobny krem pod oczy, co mnie bardzo zaskoczylo.
      Ale jak zapowiedzialam, ze idziemy razem na pedicure to sie wystraszyl:)) A ze nie chcial sie przyznac, ze ma pelno w gaciach to powiedzial "ale moge miec niebieskie paznokcie?" na co ja spokojnie "oczywiscie, ze mozesz, mozesz nawet miec kazdy paznokiec innego koloru" Poszlismy, jeszcze chyba ciagle mial nadzieje, ze uda mu sie od tego uciec w ostatniej chwili bo natychmiast po wejsciu wybral ciemno niebieski lakier i pokazujac mi jeszcze raz zapytal "moze byc ten?" a ja "przeciez mowilam, ze moze byc kazdy jaki sobie wybierzesz". No i nie mial chlopina wyjscia, musial isc za ciosem i kazal sobie pomalowac paznokcie na niebiesko:)))
      On chyba jeszcze wtedy nie wiedzial na jaka karuzele wskoczyl decydujac sie na randkowanie ze mna.
      Oczywiscie te niebieskie paznokcie byly u stop i nikt ich nie widzial poza mna i nim. Po miesiacu sie zmylo, ale nawyk pedicuru zostal, nie tak czesto jak ja robie, ale tak 4-5 razy w roku.

      Usuń
    7. Nie wyobrażam sobie siebie z kolorowymi paznokciami, ha :)

      Usuń
    8. do Stardust tym razem: ACH TY WREDOTO !!!!! (to w kwestii tych facetow 50+)

      Usuń
  6. Stardust sie rozpisala,cholera jedna:))))Nie zostaje mi nic innego jak tylko sie pod tym wszystkim podpisac.
    Podobnie jak Star,i mysle ze jest sporo takich ludzi,zaczelysmy wszystko od nowa.
    Zrobilam generalny remont zycia,moja matka odwrocila sie odemnie bo przestalam odpowiadac jej stereotypom.
    Jestem osobnym organizmem i mam zamiar przezyc zycie po swojemu,popelniac swoje bledy i byc szczesliwa.
    Tobie zycze zebs byl sczesliwy,zeby przestalo bolec.
    ZYJ-KOCHAJ-I NIE PRZEPRASZAJ NIKOGO BO NIE MASZ ZA CO:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maga, Ty wiesz, ze ja nie potrafie krotko;)

      Usuń
    2. A więc tworzymy klub tych, co nie poddają się i zaczynają od nowa... Maga, dziękuję, i ja Tobie życzę, żebyś była szczęśliwa :)

      Usuń
  7. wszystko w Naszych rękach, musimy zacząć walczyć o swoje życie póki tu jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed założeniem bloga walczyłem przeciwko sobie, na początku bloga walczyłem ze starym sobą, teraz walczę z demonami przeszłości (kompleksami, wyglądem, sposobem myślenia)...

      Usuń
  8. byłeś, jesteś, miej marzenia, plany i nie zmieniaj się. Jutro przecież jeszcze lepszy dzień!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, zmieniam się ;) oby na lepsze :)

      Usuń
  9. Mnie się podobają ci w czapce-niewidce :) Takiego ja szukam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :) tylko że tak niełatwo takiego poznać!

      Usuń
  10. Ja poczułam grunt pod stopami, kiedy uświadomiłam sobie, że mam tylko jedno życie i tylko jedną szansę na to, aby je przeżyć. Nie będzie szansy na naniesienie poprawek, kiedy już będę na łożu śmierci.

    Ja też mam wrażenie, że tak naprawdę masz kręgosłup z hartowanej stali i wbrew miliona pytań w głowie, wiesz zdecydowanie czego w życiu nie chcesz. A to już bardzo dużo.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie taka myśl tu mnie sprowadziła: na łożu śmierci nie chcę żałować... Jakże trudniej wykorzystywać szanse, gdy niektórych rzeczy chciałbym uniknąć, choć kuszą... Ale życie mamy jedno...

      Usuń
  11. Ja czasem jak mam bardzo trudną decyzję do podjęcia, wyobrażam sobie, że gdyby nagle całe moje życie przeleciało mi przed oczyma - czego najbardziej bym żałowała - że zrobiłam lub właśnie nie zrobiłam.
    Czasem okazuje się, że wybór nie jest wcale taki ciężki...
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń