20.03.2012

To się leczy

Targają mną różne uczucia i postawy wobec własnej ukrytej natury. Po niedawnym uświadomieniu sobie utraconych lat w samotności i potrzeby miłości, wydawało mi się, że bycie gejem to jest jedyna właściwa droga, którą powinienem obrać.


Ale wbrew powszechnym wyobrażeniom, życie geja wcale nie jest takie łatwe, przyjemne i sielankowe, jak o nim mówią i je pokazują. Szczególnie w Polsce.
Nie mówię tu bynajmniej o stereotypie, że każdy gej jest zniewieściałym hedonistą, uprawiającym obrzydzające praktyki seksualne, z dużym licznikiem partnerów i HIV na koncie. Tak być może przedstawia się, ale tylko jakiś odsetek wszystkich homoseksualistów. Co najmniej ja nie pasuję do takiego schematu. Czy to oznacza, że nie jestem już gejem? Ha, czasami nawet chciałbym, żeby niedopasowanie do stereotypu tak działało ;) Czytane ostatnio przeze mnie blogi dają ulgę, że jest więcej mężczyzn z podobnym motywem w życiu, którzy w swej nienormalności na szczęście myślą i zachowują się zupełnie normalnie. I mają normalne problemy, z którymi się utożsamiam.

U moich wątpliwości legły więc nie mylne stereotypy, lecz raczej to, że:
  • gejom trudniej jest znaleźć drugą połówkę, skoro jest nas mniej; jakże częstsze są więc "wpadki", gdy najnormalniej można się pomylić co do orientacji i dawanych sygnałów przez drugą osobę
  • heteroseksualne osoby najczęściej nie muszą ukrywać swojej tożsamości ani swoich związków, natomiast od gejów albo tego się wprost lub w sposób dorozumiany oczekuje i żąda, albo przynajmniej dla naszego bezpieczeństwa lepiej jest nie narażać się niektórym agresywnym osobnikom; mimo wszystko nie zawsze uda się wszystko ukryć, niektóre wiadomości wyciekają siłą, wbrew naszej woli, i masz babo placek
  • ujawnienie się jest swoistym społecznym piętnem i łatką do końca życia, od czego ciężko się uwolnić przebijając je innymi ważnymi rzeczami, które decydują o tym, czy poza byciem "ciotą" ludzie kogokolwiek w nas jeszcze widzą
  • osobom wierzącym, takim jak ja, zarzuca się wewnętrzne nieuporządkowanie, grzech i wieczne potępienie, z czym kochający Boga musi sobie jakoś sam poradzić, pomimo braku duszpasterstwa osób homoseksualnych
U mnie dodatkowo dokładają się wszystkie typowe problemy związane z długą samotnością i "skokiem" w nieznane. Heteroseksualnym osobom też trudno znaleźć tę właściwą partnerkę na całe życie. Nie inaczej jest w mojej sytuacji.


To wszystko podważyło moje przekonania o tym, co powinienem i muszę, co chcę ja i co chcą inni. Zadawałem sobie pytanie, czy na pewno wiem, w co się pakuję. Zaryzykować łatwo, ale zasadniczo odwrotu może nie być. Niewątpliwie nic na siłę ani nic pospiesznie. Tym nie mniej, zacząłem na powrót zastanawiać się, czy jednak nie lepiej byłoby zostawić moje życie takim, jakie jest. Do czasu, aż ktoś inny ujawni skrywaną tożsamość wbrew mojej woli i wrócę do punktu wyjścia. Ale mimo wszystko, może odczekać kolejnych kilkadziesiąt lat, może wcześniej zdążę umrzeć...


Poczytałem sobie o terapiach afirmatywnych i reparatywnych. Na szczęście dziś odchodzi się od stojącego u podstaw tej ostatniej techniki psychologicznej pierwotnego przekonania, że bieguny są tylko dwa i można je jednostronnie przemagnesować na właściwy kierunek, przemieniając homoseksualistę w heteroseksualistę. Choć nie wszyscy to podzielają. Wewnętrzne przekonanie i doświadczenie życiowe podpowiada mi, że dosłowne przemagnesowanie jest niemożliwe. Co najwyżej można mówić o zmniejszeniu potrzeb seksualnych i psychicznych wobec osób tej samej płci oraz mniej lub bardziej nieudolnej próbie wydobycia z wypranej terapią psychiki resztek pokładów zainteresowania osobami płci przeciwnej i próbie wykształcenia na ich bazie również pociągu seksualnego.
Słowem, zakłada się, że poddawani takim eksperymentom "pacjenci" tak naprawdę wcale nie są gejami, tylko ukrytymi heteroseksualistami. Jeżeli w ogóle to działa, ja nazwałbym takie osoby biseksualistami z dominującymi upodobaniami wcześniej homoseksualnymi, a potem heteroseksualnymi. Próbuje się w nich ukryć niepożądaną tożsamość a wpoić tę słuszną.
Co ciekawe, zakłada się, że nie wszyscy nadają się do terapii, a i dla tych ją kończących nie daje się pełnej ani dożywotniej skuteczności. Nie odbierając powodzenia terapii faktycznie szczęśliwym pacjentom, gdyż i takich dużo jest, uważam, że przynajmniej w moim przypadku szanse byłyby małe, cena (psychiczna) duża, a groźba "nawrotu" duża. Abstrahuję w tym miejscu od tego czym jest homoseksualizm, dlaczego nie jest chorobą i że nie da się go całkowicie z psychiki usunąć. Tylko zagłuszyć.
Zwał jak zwał, moim zdaniem egoizm jednostki powinien kończyć się na szczęściu i nieszczęściu drugiej osoby, zwłaszcza kobiety i wspólnych dzieci. W książkach, na ekranie i oczyma wyobraźni widzę osobisty dramat takiej rodziny, w której mężczyzna jednak sobie nie poradził z tłumioną częścią homoseksualnej tożsamości, jednak miał chociażby jedną chwilę "słabości", czym krzywdzi wszystkich. Jak by nie szacować ryzyka, to potencjalne straty duże. Naprawdę, nie jestem przekonany, czy gra jest warta świeczki. Domyślam się, że mnie niestety sklasyfikowano by jako nienadającego się do terapii lub nierokującego na poprawę.


Zawsze dziwiły mnie anonimowe (samo to jedno słowo "anonimowe" już wszystko tłumaczy) komentarze w internecie typu "to się leczy". Przepraszam za analogiczny kolokwializm, "to" co najwyżej można spróbować zagłuszyć, a nie wyleczyć. Ale wiadomo, wśród anonimowych internautów najwięcej jest domorosłych psychiatrów.


I tak, pozostaje mi do "wyboru" (a ktoś mnie pytał o zdanie?) albo dożywotnia samotność w przymusowym celibacie, albo oszukiwanie siebie i innych przy kobiecie, albo w jakimś zakresie zaakceptowanie tego wszystkiego, czego dotąd się wypierałem. Żyć nie umierać, perspektywy, że hej... :) Dalej odczuwam, że samotność nie jest moim powołaniem i nie doprowadzi mnie do niczego dobrego.


PS. Podobno nie mogę się zdecydować, raz pisząc o homoseksualistach "oni" i "ich", innym zaś razem "my" i "nas". Potwierdzam. Nie mogę się zdecydować. To wciąż nie jest dla mnie ani łatwe, ani oczywiste... Tym bardziej, że licencji ani legitymacji nikt nie udziela, a poza tzw. "środowiskiem" aktywistów, spokojnie żyje cała reszta osób, które w jakimś kręgu ujawniły swoją tożsamość, jak i tych wciąż ukrytych. W okolicach tych ostatnich jest wciąż moje "ja". Na samotnej wyspie wciąż nie wiem, czy i z kim się utożsamiam, ani gdzie chciałbym być, ani gdzie jestem gotów przynależeć. Wpierw muszę do tego psychicznie dorosnąć, a ten blog jest dotąd jedynym na oścież otwartym oknem mej duszy na świat.


Podziwiam Cię, Drogi Czytelniku lub Droga Czytelniczko, i jednocześnie za to samo dziękuję, że chciało Ci się mnie wysłuchać :) A może zechcesz coś dodać?



Joni Mitchell, Both Sides, Now z albumu o tym samym tytule, 2000

10 komentarzy:

  1. Oczywiście, że musiałam coś dodać, moja natura nie pozwala mi inaczej ":) Przyznam, że przeczytałam twój post, tak jak setki innych, bo piszę opowiadania i ebooki o związkach i miłości mężczyzn. Można więc powiedzieć, że szukam odpowiedzi, aby to co piszę, mogło komuś posłużyć. Oczywiście w moim świecie nie opcji bez Happy Endu :P

    Może to co napiszę cię nie pocieszy, ale czasem pomaga spojrzenie kogoś obcego, z boku.
    Zastanawiasz się jaki masz wybór, jakie masz w życiu opcje? Pytanie jednak tak naprawdę jest tylko jedno: Czy tak naprawdę masz wybór?

    Jesteś jaki jesteś, inny nie będziesz, choć możesz udawać całe życie, faktu jednak nie zmienisz, że gdzieś tam na dnie duszy i serca będziesz sobą. Owszem możesz zdecydować co będziesz chciał w życiu osiągnąć, jak tego dokonasz i za jaką cenę. Wiedz jednak, że pogodzenie się z sobą jest podstawą, aby spojrzeć na wszystko inaczej, żeby znaleźć punkt odniesienia w życiu.

    Wiele stereotypów, uprzedzeń i obaw nawet wśród gejów wynika z tego, że gdzieś, kiedyś, ktoś zdegradował ich (i nie tylko ich), umniejszył i wpoił przekonanie, że każdy kto nie jest hetero jest gorszy.
    A nie jest, nie jest też lepszy. Jest człowiekiem! Z wadami, zaletami i pragnieniami. Nie różnią się niczym i ci co udają, że jest inaczej oszukują, siebie najprawdopodobniej najbardziej.

    Zapraszam na mój blog i stronę internetową. Mam nadzieję, że skusisz się na przeczytanie moich opowiadań. Liczę na opinię.

    Pozdrawiam serdecznie
    AkFa

    www.myspaceintheworld.wordpress.com
    www.akfa-dreamlandpress.blogspot.com



    Jeśli nie znasz odpowiedzi na własne pytania, to tylko oznacza, że potrzebujesz więcej czasu, a nie zmienić tok rozumowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawa do wyboru nie dał mi Pan Bóg, ani nie dają ludzie. Pierwszy, mieszając mi w życiorysie; drudzy, skazując na potępienie (nawet długo nie musiałem czekać). Dlatego dziękuję Ci za dostrzeżenie we mnie czującego człowieka :-) U mnie na razie zamiast odpowiedzi masz raczej same znaki pytania...

      Usuń
  2. Homoseksualiści spłoną w piekle!!! pssssyyyy

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz skoro gdzieś przeczytałeś, że można zmienić bieguny czyli homoseksualistę zamienić na heteroseksualistę. To ja bardzo proszę o jedną terapię odwrotnie, z młodego Pana, który mi się podoba proszę zrobić miłe, tulące się homo. Naprawdę tylko jedna terapia , proszę.

    Nie chcę tu pisać co jest prawdą, a co kłamstwem, co jest dobre, a co złe, ale moim zdaniem to człowiek nie Bóg ma problem z homoseksualizmem i dlatego go potępia.

    I na koniec dzięki za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że homoseksualisty nie da się zmienić w heteroseksualistę ani odwrotnie, czyli wbrew temu, co przeczytałem. Myślę jednak, że każda osoba ma inne uwarunkowania i niewykluczone, że możliwe jest zarówno zagłuszanie jednej natury jak i wzmacnianie drugiej. Tyle tylko, że to jest nieustanna walka z samym sobą i syzyfowa praca. A "wygranych" nie nazwałbym "uleczonymi" homo, lecz bi. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Też słyszałem, że homoseksualistę można 'nawrócić". Otóż zdecydowanie nie można. Zagłuszyć swoje pragnienia da się, ale też do czasu. Tak jak nie zmieni się na zawsze koloru włosów i jak ktoś jest blond to będzie blond cały życie, nawet jeśli się przefarbuje. Orientacja jest kształtowana już przed urodzeniem. Jedynie wpły środowiska może ją ujawnić wcześniej lub później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, coś przeoczyłem, sorki :)

      Zagłuszanie/tłumienie/wypieranie/zaprzeczanie/ukrywanie to nieustanna walka z wiatrakami. Wystarczy chwila nieuwagi (jakież to ludzkie i normalne, przecież nie jesteśmy herosami) i wszystko znów jest takie, jakie cały czas było.

      Usuń
  5. Według mnie nie można. Albo te osoby "nawrócone" okłamują samych siebie wmawiają sobie na siłę, że są hetero albo są bi. I teraz powtórzę się znowu warto sobie marnować życie bo "kościół mówi, że jestem skazany na potępienie ale jeśli ja będę żyć wbrew tego czego pragnę to pójdę do nieba ale jeśli mimo tego że jestem dobrym człowiekem, ale jestem homoseksualistą znajdę kogoś kogo kocham i będę z nim żyć to pójdę do piekła, a wierze kościołowi bo tak mówi BIBLIA" ehh prawda jest taka, że BIBLIA była tworzona przez ludzi w innych czasach w innej kulturze i jeśli ktoś poszuka ja dałam pod innym wpisem odnośnik do filmiku gdzie są argumenty za tym, że BIBLI nie czytamy dosłownie BIBLIA mówi, że niewolinictwo jest dobre i tego nie czytamy dosłownie ale o związkach homoseksualnych tak czemu? bo jesteśmy nie świadomi kto z nas przeczytał całą BIBLIĘ , a że jesteśmy krajem bardzo chreścijańskim i wierzymy w każde słowo księdza.
    Ja wierzę w Boga i wiem, że jeśli ktoś jest dobrym człowiekiem trafi do nieba bez względu czy jest homo czy hetero. Powinniśmy się bardziej skupiać na Bogu, a nie na duchownych.
    Aga.K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest okłamywanie siebie i otoczenia, że można wyleczyć/zmienić orientację. Udawać owszem można, w niektórych sytuacjach być może nawet wypada i trzeba, ale niemożliwe nie powinno być wymuszane ani oczekiwane.

      Jako wirtualny WiTowiec mam to szczęście, że znam genezę anty-homoseksualnych fragmentów w Biblii. Tak naprawdę one nie potępiają samego homoseksualizmu ani miłości homoseksualnej, lecz prostytucję, hedonizm, brak szacunku dla człowieka, zdradę, niestałość, krzywdzenie ludzi. Ówczesna wiedza oraz presja społeczna w wychowaniu były jaka były, na szczęście dziś wiemy więcej. Duchowni są różni, ale (jak wierzę) Bóg jest jeden.

      Usuń
  6. Chciałbym zwrócić uwagę na jedno zdanie, a raczej jego fragment, napisany powyżej przez Atlu: "to człowiek nie Bóg ma problem z homoseksualizmem". Jakoś tak umknęło pomiędzy, a moim zdaniem jest ogromnie istotne. "Zwiedzam" sobie Twoj blog z zainteresowaniem. Widzę w nim siebie. Nie jesteś samotną wyspą.

    OdpowiedzUsuń