25.03.2012

Pogrzeb

Nie lubię pogrzebów. Zbyt mocno wczuwam się w bolesne uczucia najbliższych zmarłego. Mój ostatni zmarły owdowił żonę, dzieci, wnuki i prawnuki. Ksiądz przedstawił go jako wzór do naśladowania. Dać siebie innym poprzez założenie i pielęgnowanie własnej rodziny. Chylę czoła przed zmarłym za jego postawę, jakże bardzo chciałbym mieć taką rodzinę. O, przepraszam, zagalopowałem się. Jestem przecież gejem. Ironia losu.


Niedziela to praktycznie jedyny dzień tygodnia, w którym mogę tu zerknąć za dnia. I odespać zarwane wcześniej noce.


Lana Del Rey, Born To Die z albumu o tym samym tytule, 2012

PS.
Od śmierci do życia. Zadzwoniła do mnie mama małego dziecka. Wysłuchałem jakie to kolejne problemy ma przy opiece nad dzieckiem. Może to proza życia codziennego, ale przez to jej problemy nie stają się mniej ważne. To dzięki nim kiedyś z dziecka wyrośnie wspaniały człowiek. Dzięki trudowi rodziców. Dziecko teraz daje popalić rodzicom i długo jeszcze tego nie doceni, ale kiedyś może sobie uświadomi, jak wiele im zawdzięcza. Właśnie poprzez takie codzienne małe problemy.
Wysłuchanie się skończyło, a ja ze swoim problemem, jak milczałem, tak dalej milczę. Niczego nie świadoma tamta mama nawet nie prowokowała pytania, co u mnie słychać. Bo przecież ja problemów nie mam. Bo moje są nieistotne, błahe, tak naprawdę ich nie ma. Nią i światem targają istotne problemy rangi życiowej, ja zaś tylko sobie coś śmiesznego i obrzydliwego ubzdurałem...
Nie, nie mam i nie mogę mieć do niej pretensji, bo przecież ona nic o moich problemach nie wie, to ja nic jej nie mówię. A może powinienem. Wstyd mi tylko, że jej tematem jest wreszcie szczęście, a moim wciąż nieszczęście (oj tam oj tam, wespół z radością :) ale nie jestem jednowymiarowy). Że ona o poświęceniu dla drugiej osoby, a ja, choćbym chciał, nie mogę, przynajmniej nie dosłownie tak samo, jak czekając na wnuka chcieliby dla mnie rodzice. Że choć wcześniej ona żyła tylko obawami o siebie, ułożyła sobie życie u boku faceta i ma dziecko; ja zaś zostałem w tyle. Że ona może mówić, ja zaś nie. Że to jej problemy są zrozumiałe, a ja spotkałbym się z niezrozumieniem i paroma innymi reakcjami.
Czy wobec problemów świata, od biedy i głodu, poprzez katastrofy, na wojnach kończąc, i problemów ludzi, od wypadków, poprzez choroby, na śmierci kończąc --- moje "problemy" cokolwiek znaczą? Po co szukać, cokolwiek zmieniać, przecież wszyscy swoje szczęścia już znaleźli, ja nikomu do szczęścia nie jestem potrzebny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz