05.07.2012

Ludzie

Człowiek jest istotą z natury socjalizującą się, społeczną, towarzyską. Nawet ci z nas, którym głębsze relacje interpersonalne subiektywnie lub obiektywnie sprawiają trochę kłopotów np. ze względu na nieśmiałość, chorobę, traumę czy utratę zaufania do ludzi — choćby przejściowo mieli dość podłości tego gatunku, mimo wszystko potrzebują kontaktu z ludźmi. Osobistego, telefonicznego, coraz częściej z uwagi na odległości i łatwość komunikacji chociażby wirtualnego. Nasze otoczenie tworzą różne osoby: znajomi i przyjaciele z dawnych lub obecnych szkół, studiów, pracy, sąsiedztwa, parafii, działalności społecznej, wspólnego zajęcia i hobby, odwiedzanych miejsc. Dla wielu wciąż dużo znaczy rodzina, ta najbliższa i ta nieco dalsza lub całkiem daleka. Większość ma lub chciałaby mieć życiowego partnera lub partnerkę.

Zastanawiam się, co tak ludzi ciągnie do ludzi? Dlaczego siebie wzajemnie nie unikamy, jeśli potrafimy się krzywdzić i zabijać. Dlaczego siebie unikamy, jeśli potrafimy się kochać. Dlaczego się nie kochamy, jeśli mamy tysiące okazji, by to odczuć i okazywać. Dlaczego się nie szanujemy, jeśli życie pośród nas ludzi jest najwspanialszą i jedyną pewną rzeczą, która nas czeka w życiu. Dlaczego nie żyjemy, jeśli miłość jest zdolna przetrwać śmierć. Dlaczego nie umieramy, jeśli czasami tracimy wiarę w miłość i wolimy uciec od niej jak najdalej, byleby nie doznać krzywdy. Dlaczego w końcu nie uciekamy, gdy skrada się niepostrzeżenie.

Jakież to różne doświadczenia wpływają na nas, że niektórzy są towarzyscy a inni stronią od ludzi. Jedni dobrze się czują pośród członków własnej rodziny, inni z rodziną nawet na zdjęciu nie wychodzą najlepiej. Jedni uczestniczą w życiu społeczeństwa (zwłaszcza lokalnym czy wirtualnym), inni nie potrzebują mieć do czynienia z nikim poza najbliższym otoczeniem. Jednym odpowiada monogamia, inni potrzebują bliskości z większą liczbą ludzi równolegle. Jednym odpowiada życie singla, inni szukają lub znaleźli swoją połówkę.

Należę do tych szczęśliwców, których ludzie jeszcze nie dość skrzywdzili, a może tylko potrafię unieść się ponad doznane nieprzyjemności. Gdy zastanawiam się, dlaczego pragnę przyjaźni i miłości, nie umiem odpowiedzieć. Gdy mnie pytają dlaczego wcześniej nie otwierałem się na przyjaźń i miłość, nie znajduję usprawiedliwienia. Nie żeby to miał być grzech każdego, kto czuje się dobrze z samym sobą i nie potrzebuje w pobliżu do szczęścia innego człowieka. Tylko sobie taki zarzut stawiam ja sam, bo dopiero teraz żyję i chcę żyć zgodnie z moją naturą. A taki jestem, kocham ludzi, chcę dalej kroczyć przez życie, ale już nie sam.

Obserwuję w realu i wirtualu Osoby, których negatywne przeżycia (podobnie jak mnie kiedyś) blokują przed ludźmi. Nie chcą lub nie potrafią zaczynać związków, przyjaźni i znajomości, z obawy o powtórkę z przeszłości lub realizację  najgorszego. Realne i urojone przyczyny powodują, że ani nie są szczęśliwi samotnie, ani nie próbują tego stanu racjonalnie zmienić. Nie potrafię ocenić, na ile wmawiają sobie, że teraz nie potrzebują wokół siebie ludzi/człowieka, że w ich życiu aktualnie nie ma na to warunków, że już są wystarczająco szczęśliwi, a na ile tak faktycznie jest.

Zacząłem się nad tym zastanawiać dopiero teraz, gdy mi samemu samotność doskwiera coraz bardziej. Dopiero teraz dostrzegłem, że i ja nie interesowałem się dotychczas Ich życiem osobistym. To Ich sprawa, oczywiście, ale martwi mnie, że z nieznanych mi przyczyn (tak mało Ich znam...) albo wciąż nie ułożyli sobie żyć tak, jak na to zasługują, albo takiego życia w związku jeszcze (ponownie) nie pragną lub nie odważą się o nie walczyć. Nie oceniam nikogo poza samym sobą, ale o najbliższych znajomych po prostu po ludzku się martwię, chciałbym dla Nich jak najlepiej.

Czy żyjąc samotnie tak naprawdę trochę siebie nie oszukiwałem, że tak chcę? Że tak mogę aż do śmierci? Że jest mi z tym dobrze? Że mam jeszcze czas? Że miłość sama jakoś przyjdzie? Tak kiedyś sam myślałem, dopóki nie odważyłem się odmienić życie. Tu i teraz. A teraz czuję się jak idiota.


Life in Film, Idiot, 2010?
(wykonanie w ramach Milan 2010 Vogue's Fashion Night Out 
z cyklu Burberry Acoustic)

15 komentarzy:

  1. z tą izolacją to myślę, że jest trochę tak - o ile sama dam sobie radę z napastliwością innych, z oszczerstwami, z krzywdą, która mnie dotyka z różnych powodów, to już jest inaczej, jeśli to samo dotknie moich bliskich. Stąd nieufność, prowadząca aż do izolacji. Miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli izolujemy się żeby inni nie byli skrzywdzeni, czy też żeby tej krzywdy nie widzieć?

      Dziękuję, pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. pogmatwałam, bo to w moim przypadku dość skomplikowane, dlatego posłużę się przykładem i będzie prościej - kiedy stalker dręczy tylko mnie, daję sobie radę, natomiast gdy posuwa się dalej i sięga po moją rodzinę, dotyka mnie to o wiele bardziej i starając się chronić ją, rezygnuję z nowych kontaktów i coraz bardziej zawęża się grono znajomych. Izolacja jest rodzajem ochrony.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie niepotrzebnie wywołuje w nas strach. Przepraszam, że nie znalazłem czasu, by odpowiedzieć.

      Usuń
  3. Czytasz w moich myslach:) nawet dzis mialem napisac notke pt. "Ludzie". No nic. Poczekam na inna okazje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio często zdarza mi się telepatia, tylko jak ją dobrze wykorzystać? :)

      Usuń
  4. Odwieczne prawo natury ludzi ciągnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to prawo natury, to czy samotnicy są... zboczeni, działając niezgodnie z prawem natury?

      Usuń
  5. Czlowieka ciagnie do ludzi, to chyba jakies naturalne prawo tego swiata, a ze ludzie sa rozni, to i roznie bywa. Osobiscie po wielu nieprzyjemnych doswiadczeniach nigdy nie stracilam wiary w czlowieka, bo tez nie chcialam jej stracic. Nie chce i nie potrafie sie izolowac, nawet jak ktos mnie skrzywdzi to wcale nie podchodze ostrozniej do nowych kontaktow. Zawsze pamietam, ze krzywdy zaznalam od konkretnej osoby i nie moge brakiem zaufania z powodu tej jednej osoby obarczac innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam :) Tym bardziej przykro patrzeć, gdy ktoś się zatraca w izolacji... I takie już mam współczujące serce, choćbym czasem nie wiedział jak się zachować...

      Usuń
  6. notka jest jednym wielkim pytaniem...
    tak, człowiek jest jednostką rozumną, ale tak potrafi sobie skomplikować życie...
    wiesz, wbrew pozorom jestem bardzo nieufny wobec ludzi, a jednak ciągnie mnie do nich. Niestety, popełniam błąd traktując wszystkich tak samo, jak tych, którzy mnie skrzywdzili. Ci, którzy mnie poznają, zaczynają rozumieć moje podejście i mniej się dziwić. Staram się wierzyć ludziom, w ludzi... nie jest to proste, ale możliwe. Będąc w związku, zadaję sobie pytanie po co w nim jestem, łapiąc się na rzeczach, których nie powinno mieć miejsca.
    Szukałem, szukam, będę szukał...
    i co dalej? ciągle jakieś pytania. ostatnio czytałem, że ważne jest odpowiednio je zadawać, wtedy jest łatwiej... pytając, uczyć się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim marzeniem byłoby nigdy nie stracić wiary w ludzi. Nie boję się szukać, ani nie boję się zadawać pytania. Czasem sztuką jest nie znalezienie odpowiedzi, lecz zadanie odpowiedniego pytania...

      Usuń
  7. trochę przyjaciół już masz... po obu stronach, a nawet z pogranicza realu i wirtualu... więc sam nie kroczysz! dziękuję za wszystko... i proszę o jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a mimo wszystko, czasami też czuję niedosyt... Może to i dobrze, bo wciąż jest do czego dążyć. Za inspirację Waszym życiowym partnerstwem, Bóg zapłać!

      Usuń