31.03.2013

Baranek

Zdenerwował mnie na Mszy Świętej biały baranek leżący wygodnie nad ołtarzem głównym w miejscu, w którym normalnie wystawiona byłaby monstrancja z Najświętszym Sakramentem do adoracji. Nie dziś. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Zacząłem się zastanawiać, co ze mną jest nie tak, że w trakcie klękania słusznie obroniłem się w myślach przed złotym cielcem. Czy ja mam oddawać cześć jakiemuś animalistycznemu bóstwu w Kościele rzymskokatolickim?

Tak, wiem, Jezus Chrystus umarł i z-martwych-wstał, prawdziwie powstał itd. a ów baranek powinien symbolizować właśnie Jego jako Baranka Bożego, który ofiarą ze Swojego życia na krzyżu zgładził grzechy świata, a zmartwychwstając obiecał innym życie wieczne. Amen. Ciebie niewierzącego lub niepraktykującego nie nawrócę dopóki sam tego nie będziesz chciał, wiary Ciebie gorącego katolika nawet takie słowa nie pomniejszą, więc spokojnie możesz czytać wpis dalej. Chyba że już tym Cię poważnie zdenerwowałem, wówczas opuść jego lekturę, kiedyś będzie następny, wtedy o wierze będę milczał. Jednakże nie dziś.

Księża i lud niosący Ciało Chrystusa wespół z barankiem w procesji rezurekcyjnej, a potem umieszczający baranka zamiast hostii na ołtarzu, na pewno mieli słuszne intencje i tylko ja jestem jakiś dziwny, że tego nie łapię. Przecież pierwszemu (drugiemu) przykazaniu nie szkodą krzyże, obrazy i posągi. Nie o teologiczne dysputy mi chodzi, znam i podzielam wykładnię Magisterium Kościoła rzymskokatolickiego. Posąg baranka nie zastępuje ani nie ucieleśnia bóstwa, nadano mu bowiem określony sens, przynajmniej w moim kościele. A no właśnie.

To my ludzie możemy nadawać jakiś sens, jakieś znaczenie, słowom i gestom albo ich brakowi, wobec Ludzi i rzeczy. Albo nie nadawać żadnego. Odczytywać sens cudzych wypowiedzi i zachowań, prawidłowo (zgodnie z intencją i zamysłem albo brakiem rozmysłu) lub nie. Oceniać i porównywać z własnymi i cudzymi. Oczekiwać jakiegoś sensu i znaczenia, albo i nie. Odbierać sens, pozwalać komuś odbierać mój sens, albo i nie.

Machnięcie ręką na znak krzyża, szybkie przyklęknięcie, nieświadomie powtórzona formułka modlitwy. Bo ludzie patrzą. Żeby dziecko nauczyć. Bez zastanawiania się, po co tak się czyni. Jako zaproszenie Boga do własnego życia. W jakimś innym celu. Te same zewnętrzne formy, różne możliwe wewnętrzne znaczenia.

Uświadomiwszy to sobie, nie denerwowałem się już niepotrzebnie dalej, bo i dla mnie moja niezgoda na adorację figurki baranka (przez małe be) nie miałaby sensu. Ja osobiście owego baranka w miejscu adoracji bym nie kładł, pomimo intencji kojarzącej go z Barankiem Bożym. Ale jeśli inni nadają temu boży sens, proszę bardzo. Przecież nie będę Im tego sensu odbierał (a że niby dlaczego i jak miałbym odebrać? ja?). W każdym razie, nie baranka (przez małe be) czciłem (lecz przed duże).

I myślę tak sobie trochę dalej, ile osób taka podobna omylna powierzchowność denerwuje dalece bardziej, niż mnie. Widzę to. Niektórych zniechęca do wspólnotowego odnajdywania Boga.

Jaki sens mają te wszystkie ludowe tradycje i święta. Szopki, przystrojone boże groby, procesje, uliczne drogi krzyżowe, pielgrzymki, odpusty, figurki, medaliony. Obchodzenie religijnych i prywatnych ważnych dat wspólnie z rodziną, przy stole, ze śpiewem, tańcem, alkoholem. Post dla postu, jałmużna dla pochwalenia się, pokuta do odbębnienia. Boże Narodzenie, Wielkanoc, Zielone Świątki, Boże Ciało. Dożynki. Łatwo polubić tylko jedne święta, a lubiących wszystkie lub niektóre pozostałe wyśmiać, odmawiając im prawa do takiego samego znaczenia. W wielu cudzych oczach taka obrządkowa inność budzi sprzeciw.

Jaki sens mają te wszystkie modlitwy o pokój na całym świecie, o poprawę bytową i duchową wszystkich ludzi, o porzucenie wszystkich grzechów, o zbawienie wszystkich dusz. Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy doprawdy sądzę, że wszyscy mogą każdego zrozumieć, że wszyscy ludzie mogą być dobrzy i grzeczni, że taka utopia jest możliwa. Jaki sens ma oczekiwanie od innych ludzi czegokolwiek, ich namawianie i edukowanie, skoro większość i tak się nie zmieni.

Wydaje mi się, że to człowiek nadaje sens. Ktoś skontruje, że nie człowiek, lecz Bóg. Może zostawmy (ci wierzący) Bogu sens, jaki widzi, gdy człowiek nie nadaje im żadnego sensu albo inny niż ten, którego On oczekuje. Wykonanie zostawmy ludziom, a Bogu ocenę.

Jeśli ktoś nadaje jakimś formom duchowości (np. modlitwie) jakiś dobry sens, to dobrze, niech tak dalej czyni. Nawet jeśli Ciebie to denerwuje. Nawet jeśli dla Ciebie albo według Ciebie nie ma to żadnego sensu. Bo może najwyraźniej dla kogoś innego już ma, a choćby coś nie przynosiło bezpośrednio zamierzonego skutku, to czasem liczy się ten niezamierzenie nieuświadomiony. Bo może inne rzeczy, które dla Ciebie mają sens, dla kogoś takiego sensu nie mają, ale odnajduje go w czymś innym. Odnajduje wiarę, nadzieję, miłość, Ludzi, Boga. I jeśli ten sens nie jest wymierzony przeciwko drugiemu Człowiekowi, to nie depcz go.

Przecież nie musimy wszyscy tak samo wszystkiego przeżywać. W obie strony.


Tom Odell, Sense z albumu Long Way Down, 2012



Sigur Rós, Ekki múkk z albumu Valtari, 2012



Alessandra Amoroso, E' Vero Che Vuoi Restare z albumu Cinque Passi In Più, 2011



Modà, Se si potesse non morire z albumu Gioia, 2013

6 komentarzy:

  1. PS. Dobrze w tym kontekście brzmią słowa wywiadu z ks. Michałem Hellerem: "Czy polska religijność nie zabija wiary?
    - Na pewno sporo ludzi, szczególnie rekrutujących się z inteligencji, straciło wiarę dzięki nadgorliwym apostołom. Wiara, którą proponują, jest przez swój infantylizm nie do przyjęcia. (...) Dziedzictwo teologii chrześcijańskiej, począwszy od Ojców Kościoła, jest ogromne. Tylko że w duszpasterstwie się z niego nie korzysta"
    http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,13655661,S.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Mateusz ja właśnie jestem takim wykształconym niepraktykującym katolikiem, co potrafi cytować wersy z Biblii, zaprzestałem chodzić do kościoła bo za dokładnie słuchałem kazań moich proboszczów, a najzabawniejszy był tekst mojego ojca podczas śniadania Wielkanocnego stwierdzający, że nie słucha kazań bo tego nie da się słuchać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiara gaśnie w nas, gdy zaczyna działać rozum. Rozum przyćmiewa wiarę.Ktoś kiedyś powiedział, dlaczego w kościołach jest tyle krzyży, skoro Jezus zmartwychwstał.Dlaczego? To pytanie zadał w raju szatan.
    A-Men

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [O! Czary-mary niedowiary, psuedo-naturalizm, bądź bałwochwalstwo z kultem "płodności".. a moze tak lekturkę "Fides et ratio":) na nudę?]

      Przepraszam Matueszu. Chciałam właśnie napisać, że się zgadzam z Tobą. Dzięki za poświęcony Twój czas i ciekawe ujęcie motywujące do przemyśleń.
      Pozdrawiam serdecznie:*

      Usuń
  4. Jedna wiara gaśnie, inna się rodzi...

    Mateo, chyba sprowokowałeś mnie do tego żeby się w końcu włoskiego trochę naumieć...

    Tom Odell, Sense - piękne!

    OdpowiedzUsuń