03.11.2012

Pryzmat

On już odszedł, ale ja jestem. Nie jestem Nim, ani Go nie zastąpię, ani nie odpowiem za Niego na Twoje pytania. Ale skoro już jakoś na siebie trafiliśmy, może porozmawiamy jak Ludzie? Znów przepraszam, bo w lawinie moich słów nie dostrzegłem Twoich. Zapomnijmy na chwilę o wszystkim, co było lub czego nie było dotąd. Dla Ciebie jestem nikim, na nic sobie od Ciebie nie zasłużyłem, a mimo to proszę o wysłuchanie.

Masz rację, że nie wiem, jak może się czuć Kobieta, która zakochała się w mężczyźnie, który okazał się być gejem. Ani nawet co czuje gej, który opuszcza zakochaną w nim Kobietę.


Owszem, pisałem kiedyś o Koleżance, z którą zerwałem kontakt. Nie chcę uzurpować sobie Jej słów ani uczuć, bo przecież nawet poza blogiem takie nie zostały wyrażone. Znaliśmy się od szkoły średniej. Żeby uciąć spekulacje, domysły i niedopowiedzenia: nigdy nie byliśmy „parą” — to na pewno nie (sic!). Z mojej strony lubiłem po prostu Jej towarzystwo, łączyło nas zainteresowanie  kabaretem i sprawami wiary. Nigdy nie proponowałem wprost żadnego chodzenia ze sobą, żadnych randek, ani nie było to przedmiotem sugestii, pytań czy rozmów. Nasze spotkania wyglądały dokładnie tak jak z innymi moimi znajomymi, bez względu na płeć. Jak Ona widziała moją niedoskonałą osobę, ja nie będę się wypowiadał. Już prędzej mógłbym bezpodstawnie domyślać się i uzurpować, że „nas” razem chcieliby widzieć jej Rodzice.

Nasza znajomość osłabiła się pod koniec tak bardzo, że śmiała się, nie dowierzając, gdy po kilku miesiącach Jej milczenia poinformowałem Ją, że moja Mama zmarła po dłuższej chorobie. Potem śmiała się też z mojego przesadnego — jak oceniła — smutku na pogrzebie. Być może nie chciała mnie urazić ani obśmiać, ale tak się poczułem i w żałobie miałem do tego prawo. Nigdy Jej nie powiedziałem, jak bardzo mnie to wtedy zabolało. Ani że już dawno Jej to wybaczyłem.

Gdy ja potrzebowałem żałoby i samotności, nie odpuszczała. Pojawiały się różne preteksty i tematy, bym nie był sam. Być może tylko chciała być dobrą Przyjaciółką. Wtedy wydawało mi się, że Ona mogłaby chcieć przedefiniować naszą znajomość w stronę damsko-męską od tej typowej strony. Sugerowała to wieloma aluzjami.

Ja zaś wiedziałem, że nie pociąga mnie ani Ona, ani inne Kobiety, a mężczyźni. Nie wiedziałem wtedy, co w związku z tym chcę, mógłbym, mam prawo lub odważę się — czynić lub nie czynić w całym życiu. Wolałem maskować wszystko, po czym ktoś z zewnątrz mógłby mnie posądzić o homoseksualizm. Niejedno zauroczenie do chłopaków bezczynnie przeminęło. Nie cofnę tego, czego nie było. Nie dodam sobie wstecz odwagi i dojrzałości. Przecież wtedy jeszcze nie definiowałem siebie jako geja, co najwyżej jako osobę mającą homoseksualne skłonności, które kiedyś mi miną, ale absolutnie, przenigdy jako geja. A przecież nie chciałem zawieść oczekiwań Mamy na wnuki i synową. A mimo tego, nie chciałem Jej ani żadnej innej krzywdzić, udając coś, czego nie było. Nie potrafię i nie chcę kłamać, być nieszczery.

Zderzenie żałoby, gniewu po wyśmianiu mnie i Mamy, natarczywości z obawami o miłość, niezaakceptowanej orientacji seksualnej, emocjonalnej i życiowej niedojrzałości, niezintegrowania seksualnego, wszystko to spowodowało, że zachowałem się jak się zachowałem. Krótkim SMSem zerwałem kontakt. Ona przyjęła to do wiadomości, nigdy potem się nie odezwała.

Nie żałuję, że „byliśmy” wzajemnie w swoich życiach, że się znaliśmy od dobrych stron. Jestem Jej wdzięczny za każde słowo i uśmiech.



Możesz od Niego lub mogłabyś ode mnie oczekiwać, żebyśmy Ci jasno postawili kawę na ławę, że jesteśmy gejami, że nie macie szans. Albo najlepiej, gdybyśmy w ogóle nigdy nie stawali na drodze żadnej Kobiety.

Tylko to nie jest wszystko, (brzydki przecinek), takie proste... (gdybym palił, tutaj bym zapalił)

Nie wiem jak było w Jego przypadku...

Owszem, ja wiedziałem, jaka płeć mnie nie pociąga, a jaka – tak. Ale skoro wszyscy wokół oczekiwali ode mnie czegoś sprzecznego z moją naturą, obśmiewali i krytykowali homoseksualizm, a nie trafiłem wcześniej na żadną pomocną dłoń, no to co ja mogłem innego o sobie samym myśleć...

Nie jestem kamieniem, jakim być może w desperacji chciałabyś czasem w tego czy innego mężczyznę rzucić. Nie mam serca jak głaz. Moje słowa być może zarozumiałe i puste, być może nawet serce i rozum jeszcze bardziej niż słowa, a może przeciwnie, ale teraz to nieistotne, bo masz prawo widzieć tylko te fragmenty, które potrafisz, a ja pozwoliłem, zobaczyć i wstrząsnąć.

Przede wszystkim, za każdymi słowami, w tym moimi, jakiego by nie miały zamiaru i odbioru, siedzi żywy człowiek z krwi i kości. Z własnym bagażem (nie)doświadczeń, bolesnymi przeżyciami i wspomnieniami. Zagubiony, niedoskonały, popełniający błędy i poszukujący szczęścia i miłości.

Ale wtedy nie byłem gotowy na takie uczucie, ani od płci przeciwnej. Być może powinienem był widzieć coś więcej, domyślać się, zapytać. Ale przecież nie tego u Niej szukałem.

A co by było, gdyby Ona była bardziej śmiała i zdefiniowałaby nas głośno przez pryzmat miłości? Albo gdybym ja był mniej asertywny i bardziej ulegał presji otoczenia (Mamy, ciotek i wujków, znajomych itd.) na posiadanie dziewczyny? Gdybym potrafił i dopuszczał możliwość drobnych kłamstewek, bo przecież podobno wszyscy tak robią? Gdybym jednak „spróbował”, jak zalecał mi Ksiądz(!), jak to jest być w związku z kobietą?

Teoretycznie mógłbym próbować i testować w sobie rozpoznać jakieś ślady heteroseksualności, być może coś by mnie kiedyś zaczęło pociągać w kobietach. Wtedy, być może na płynnej skali seksualności, byłoby mi bliżej do biseksualizmu, a dalej do homoseksualizmu, może już sam bym nie wiedział, do której płci mnie bardziej ciągnie ciałem i duchem. Może gdybym był inny, albo jeśli Twój On taki był, można by pragnąć bliskości ciała lub duszy tej samej płci po latach skrytego biseksualizmu. Albo praktykować emocjonalny związek lub aktywność seksualną niezgodnie z prawdziwą orientacją. Jesteśmy różni, rozpoznajemy siebie w różnym czasie, stopniu, okolicznościach i osobach.

Nie wiem, jak bardzo musiałbym chcieć wypełniać heteronormatywne wzorce, do których nie pasuję. Jak jeszcze bardziej musiałbym się czuć nikim i nic nie wartym przedmiotem, jeszcze bardziej niegodnym szacunku innych Mężczyzn i Kobiet lepszych ode mnie, jeszcze bardziej winnym wszystkich odczuwanych skłonności wobec Mężczyzn — żeby w tak desperacki sposób próbować zasłużyć i zdobyć sobie szacunek, uznanie czy akceptację otoczenia, poszukując tego przy Kobiecie.

A może to wcale nie o to by chodziło. Może z czasem wydawałoby mi się, że dotyk i bliskość każdego drugiego ciała, człowieka i duszy, są „fajne”, a już nie ważne jakiej płci, przecież w trakcie związku, pocałunku, zbliżeń — można niepostrzeżenie wyobrażać sobie wszystko, co naprawdę nas podnieca. Co musiałoby się zmienić, żebym chciał i potrafił tak siebie i wszystkich oszukiwać?



Słowa mają wielką moc. Słowa matki, która czeka na wnuka. Słowa ojca mówiącego, że mógłbym już sobie znaleźć dziewczynę. Słowa chrzestnego, że pozna mnie z jakąś dziewczyną. Słowa przyjaciela, że wokół mam tyle fajnych dup (proszę wybacz Mu, ja tak Was nie nazywam). Słowa kolegi, że X to pedał w dupę ruchany (znów, przepraszam za cudzą wulgarność). Słowa katechetki, że Bóg nienawidzi homoseksualizmu. Słowa biskupa, że związki jednopłciowe zagrażają rodzinie, którą tak cenię. Słowa polityka, że homoseksualiści to zboczeńcy i pedofile, których trzeba wywieźć za granicę.

Czy ten młodzieniec, który ze mnie kiedyś był, albo z tego Człowieka, który Ciebie zostawił, był wówczas w stanie przeciwstawić się wszystkim takim słowom?

Słowa mogą być silniejsze od nas samych, możemy ich nie udźwignąć, tak jak Bobby Gryffith. Sami możemy nie być zdolni, by wstać z kolan i zauważyć słońce ponad naszymi uszami. Łatwiej nam przeżywać cudze oczekiwania jak własne życie, niż się przeciwstawić utartym schematom.



Ty jesteś Kobietą, pięknym i wrażliwym Człowiekiem, w którym pojawiło się (jak mogę się tylko domyślać) żywe i prawdziwe uczucie. Nie wiem, czy i co żyło w Twoim „Nim”. Jaką miał przeszłość, jakie otoczenie, co w środku przeżywał, czy i czego był świadomy i odważył się coś z tym zrobić i co.

Wszyscy jesteśmy ludźmi w szkole życia. Każdy ma własny program nauczania, ale nauczycieli, przedmioty i gabinety musimy szukać sami. Niektórzy zdążamy na lekcje i egzaminy, inni — jak ja, dopiero w wieku 30 lat — spóźniamy się i próbujemy przejść na powtórce lub warunkowo.



Nie, nie ja jestem od potępiania kryptogejów udających związki z Kobietami lub takich, którzy co prawda Je kochali, ale nie mogli pokochać w pełni, nie mogli dać Im szczęścia lub sami (po)czuli się nieszczęśliwi. Ani takich, którzy pomimo lat tkwienia w kłamstwie, postanowili je przerwać.

Nie ja jestem od potępiania. Ty możesz potępiać, nienawidzić, gniewać się, być rozczarowana, skarżyć się, odradzać, doradzać, krzyczeć, milczeć, skreślać, wszystko czuć i robić. Możesz. Ty.

Ale nie ja. Bo to ja zawiniłem niedojrzałością. To ja nie poszukiwałem, kiedy byłem powinienem. To ja się nie odważyłem za młodu. To ja zgrzeszyłem zaniechaniem i bezskutecznym czekaniem na przeminięcie takiego mnie, jakim jestem. To ja dałem wiarę Waszym definicjom normalności. To ja, choć się zamykałem, to jednak na szczęście nie odciąłem się od Ludzi, w tym Kobiet, całkowicie. To ja pierwszy wystawiłbym się do ukamienowania, jeśliby tylko to przywróciło Ci utraconą miłość, na którą zasługujesz, tyle że w innym Mężczyźnie — heteroseksualnym.

Nie wiem, co przeżywał Twój homoseksualny były Mężczyzna, jakie myśli, uczucia i pragnienia kierowały Nim zanim Ciebie poznał; ani gdy tworzyliście parę, spędzaliście wspólne chwile; ani co pchnęło Go do zakończenia Waszego związku lub znajomości; czy pokochał lub zauroczył się w mężczyźnie; czy stchórzył, czy nie potrafił, czy się zgubił. Zapewne mógł to zrobić na tysiące innych, lepszych, uczciwszych, godniejszych Ciebie i siebie sposobów. Na pewno mógł. Tylko czy wiedział i potrafił? Czy był wtedy do tego gotów?

Czy teraz, gdyby tylko On mógłby być gdzieś w pobliżu, potrafiłabyś wybaczyć Mu? Spróbować zrozumieć, pod jaką presją żył i jak skomplikowane emocje Nim musiały targać, że tak postępował i ostatecznie postąpił? Że nie potrafił wystarczająco szybko i zdecydowanie zdefiniować wszystkiego? Potrafiłabyś zaakceptować, że nie jest taki, jak chciałaś, jak wszyscy od Niego żądali? Wybaczyć, że nie był wystarczająco doskonały, by przejść obok Ciebie nie dość obojętnie, ale przynajmniej bardziej dojrzale, niż faktycznie był? Może już to zrobiłaś? To zatem czego jeszcze Ci brakuje, by pozwolić Mu odejść z Twoich myśli, skoro tu jesteś? Poszkodowani sytuacją byliście oboje, ale tylko Ty wciąż masz jeszcze czas, by się z tym pogodzić.

Przez jaki jeszcze pryzmat musimy przepuścić nasze niedoskonałe osoby, by dostrzec w nas Ludzi?



Emma Marrone, Sarò Libera z albumu o tym samym tytule, 2011



Mika, Rain z albumu The Boy Who Knew Too Much, 2009

PS. Dzięki Tobie wiem, że chcę jeszcze raz rozlać mleko, które już się rozlało. Chcę porozmawiać z moją dawną Znajomą. Pomożesz mi?

12 komentarzy:

  1. Ile tragedii sie rodzi, kiedy pod presja otoczenia, zaklamania, wiary i tysiaca innych czynnikow, zmuszeni jestesmy dzialac przeciwko sobie? Kiedy zewszad slyszymy, ze to, co nas pociaga, jest do gruntu zle, grzeszne, nieakceptowalne, wbrew naturze. Ze moze jednak sprobujemy, to nas "wyleczy" z tej "choroby". A skutek jest taki, ze nie tylko siebie unieszczesliwiamy, lamiemy tez zycie drugiej osobie.
    Sama znam taki przypadek, bylam na slubie geja z kobieta, wtedy jeszcze nie wiedzac, ze jest on homoseksualista. Nikt nie wiedzial. Oni po rozwodzie obydwoje ulozyli sobie zysie, ona wyszla poownie za maz, on zyl w dlugoletnim zwiazku. Owdowial i jest samotny. Nigdy jednak nikomu nie powiedzial wprost prawdy o sobie, inne pokolenie, inne czasy.
    Inaczej jest tutaj, geje nie potrzebuja sie kamuflowac. Tu wszystko jest normalniejsze, naturalne i nikt nie musi przezywac podobnych do Twoich, rozterek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje "rozterki" czas miniony, było, przeszło. Grunt, że teraz wiem, czego (kogo) "chcę".

      Być może ja znajdę siłę dla siebie, a jak będzie trzeba, to kiedyś również za mojego partnera, żeby być razem pośród tych Ludzi, których mamy wokół.

      Innym, którzy w sobie ani partnerach takiej siły i potrzeby nie odnajdują, z pomocą możecie przyjść tylko Wy, pamiętając, gdzie są Ludzie...

      Dziękuję.

      Usuń
  2. Mateuszu, niemal całe życie targały mną wątpliwości. Dziś wiem więcej i żałuję, że tak późno do tej wiedzy dotarłam.
    Chciałabym mieć tyle odwagi co Weronika z P. Coelho. Kiedyś próbowałam, tak jak ona. Nie wyszło. Teraz to już nie istotne. I tak niewiele mi czasu zostało.
    Ciężko mi o tym pisać. Swoim postem wywołałeś tak olbrzymie emocje..., przywołałeś wspomnienia, z którymi sobie nie radzę. Uzmysłowiłeś mi, że też nie byłam bez winy. A największą moją winą była niewiedza.
    Nie mam prawa potępiać ani JEGO, ani nikogo innego.
    Nie potrafię wyrzucić z pamięci tej miłości. Nie potrafię, choć bardzo bym chciała.
    Pewnie to ze mną jest coś nie tak i mam tego świadomość. Czasem jest mi wstyd, bo w chwilach słabości, daję upust w postaci gniewu, bezsilności i z taką próbką natknąłeś się w moim komentarzu.
    Jesteś dobrym, przyzwoitym Człowiekiem Mateuszu i mam nadzieję, że spotkasz jeszcze na swojej drodze szczęście w postaci ukochanej istoty. Jestem przekonana, że jakiego byś nie dokonał wyboru, będzie on dojrzały i właściwy.
    Czy można mi zaufać? Kobiecie, która sama ze sobą do ładu nie potrafi dojść?
    Słuchasz pięknej muzyki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rea, przepraszam za te wzajemne emocje... :*

      Wierzysz w przeznaczenie lub dopuszczasz czasem w myślach jego istnienie?

      Nie wyrzekaj się pamięci o miłości, która była. Każda miłość wnosi coś nowego do naszego życia. Choćby bolesna lub nieodwzajemniona, jest czymś pięknym i wartościowym, chociażby dlatego, że świadczy o determinacji i sile, z jakimi ktoś pragnie szczęścia dwóch osób. Lokata tej miłości była oprocentowana tylko na określony czas, potem były Wam pisane inne szczęścia. Musiała odejść, by się pojawiły.

      Znów nabroiłem słowami... Życzę Ci przywrócenia spokoju ducha i wewnętrznej harmonii - w ten nowy, oby piękny, niedzielny dzień... Żadne z nas nie ma przed sobą nieskończonej liczby dni. Nie zajmuj się liczeniem tych, których nie będzie, tylko dobrze zapełniaj każdy dzień, który przyjdzie.

      Pozdrawiam gorąco!!

      Usuń
    2. Wierzę, że się zdarza. Są chwile gdy dopuszczam takie myśli. Resztę doczytasz w moim dzisiejszym wpisie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. za cudze winy, słowa, poglądy nigdy nie przepraszaj... nie możesz brać odpowiedzialności za cały świat. lepiej jakby ten świat stał się taki jak Ty... wartościowy! :) i nie szukaj dziewczyny, bo unieszczęśliwisz kiedyś jakiegoś geja, który Cię pokocha... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy mnie nie interesowały dziewczyny, wspólne wyjścia, flirtowanie czy poszukiwanie tej jedynej. Byłem tak naiwny, że nie wiedziałem dlaczego ;) Dopiero teraz czuję, jaka to różnica. Z dziewczynami dla mnie to nie miało sensu, nie było żadną motywacją. Co innego z... facetem. To dla mnie ma sens. I za Twój życiowy przykład, niech Ci wynagrodzi (wiesz Kto :P).

      Usuń
  4. Każdy jest odpowiedzialny za to, co sam nawarzył.
    Rozumiem, że ta sytuacja i czyjś ból przywołał sytuację z przeszłości.
    Na szczęście mnie nie spotkało zauroczenie w sensie męsko-damskim osobą geja, od początku miałam wbudowany swoisty radar, dzięki któremu z niektórymi mężczyznami chciałam się wyłącznie zaprzyjaźnić, z racji ich charakteru i poczucia humoru, a nie szukałam w nich partnerów na życie.

    Ludzie poszukujący miłości jednak często mylą ją z przyjaźnią, nadwerężają i tracą osoby naprawdę bliskie, bo uczucie przyjaźni jest bardzo podobne do uczucia miłości.
    Ale różni się zdecydowanie sferą seksualną.

    Zgadzam się z Vermisem, że nie powinieneś obciążać się za nieswoje winy.
    Skoro już wiesz, kim jesteś, wiesz również, że możesz szukać faceta na życie, a kobiety nie.
    Z tego wynika szereg wyborów, które trzeba będzie podjąć.
    Życie każdego z nas pełne jest różnych trudnych wyborów.
    Tobie i wielu innym trafił się akurat ten.

    Buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś niektóre środowiska są oburzone, że Konopnicką, Chopina czy Iwaszkiewicza niektórzy nazywają (odpowiednio) lesbijką lub gejami, choć mieli heteronormatywne związki, niektórzy dzieci. Wiem, że technicznie można postępować wbrew własnej orientacji seksualnej. Ale nie chcę i nie zamierzam, spokojnie. Dla mnie to żaden wybór, a ten wpis po prostu był listem do Rei, która miała mniej szczęścia, bo nie dane Jej było być z Mężczyzną, który Ją kochał, a był gejem...

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Dlaczego zniknąłeś?
    Jeśli Ciebie uraziłam słowem - przepraszam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z trudem (czasowo), ale cały czas jestem, poza blogiem. Ponieważ empatią czuję, dlaczego tak a nie inaczej pisałaś wcześniej, nie gniewam się pomimo emocji i słów, wszystko jest OK. Trzymaj się tam i nie dawaj się hejterom.

      Usuń