27.11.2012

Nic

Rzeczą oczywistą jest, że można o czymś nic nie pisać. Ale czy można napisać coś o... niczym?

Dzisiejszy tekst miał być o niczym. Bo chciałem udowodnić, że o niczym też mógłbym coś napisać... :) Bo przecież potrafię lać wodę, a czy ktoś czerpie z tego przyjemność, to już jest poza mną. Właściwie, dotychczas nie robię nic ;) innego, wciąż biegnę do przodu, jakby za mną nic nie było.

Ignorowanie czegoś, jakby w ogóle nic nie było, niby do niczego dobrego nie prowadzi.

Mając przeszłość za  nic, nie uczymy się wyciągania wniosków, by nie popełniać tych samych błędów. Nie szanujemy tego, co doprowadziło nas do teraźniejszości, w której cieszymy się Ludźmi, na których obecność niczym sobie nie zasłużyliśmy, a jednak są. Nie patrzymy w przyszłość, która nie musi być pustą kartą, pustym płótnem, niczym nie naszkicowanym przed docelowym zapełnieniem malarską farbą. Czy odcięcie się od przeszłości pozwoli nadejść przyszłości już w teraźniejszości?

Z drugiej strony, kręcenie się wokół jakiegokolwiek jednego tylko czasu też jest po nic. Ciągłe analizowanie przeszłości, własnych i cudzych przeżytych lub nieprzeżytych chwil, które były czymś lub nie były niczym, ma tylko sens wtedy, gdy chcemy z niej odbić się do przyszłości. Chwytanie dnia, życie chwilą, jakby jutra i wczoraj nie było, potrafi uczynić centrum naszego życia pozbawioną sensu i celu nicość, bo chodzi o to, by nie unikać odpowiedzialności za wczoraj i brać na klatę całe jutro. Żeby nie przyspieszać jutra ani nie poganiać wczoraj, bo wszystko nadejdzie we właściwym czasie, jak to zaplanowano. Ale bezczynne wyczekiwanie z nadzieją na lepszą przyszłość też wcale jej nie przyniesie, jeśli nic w jej stronę nie zrobimy.

Dlatego owszem, ważne jest pamiętanie o przeszłości, lecz nie ciągłe do niej powracanie bez celu. Warto pamiętać o tych dobrych rzeczach. Nie dlatego, że tych złych nie było, że lepiej jest udawać, jakby te wspomnienia były nic nie warte. Też były, też się zdarzyły, zaistniały. Ale były też te dobre, o wiele więcej warte niż jakieś nic. I to o nich warto pamiętać. Gdyby nie wczoraj, nie byłoby takiego dziś, jakie jest.

Ważne jest życie teraźniejszością, tu i teraz, pośród tych Ludzi, z tym co mamy i tacy, jacy jesteśmy. Bo niczego innego prócz siebie nie mamy, bez dzisiaj żadnego jutra też nie będzie.

Ważne jest wreszcie życie w perspektywie przyszłości, nie zamykając serca i umysłu na to, co być może przyniesie przyszłość, chociażby chwilowo nie przynosiła niczego, na co mielibyśmy najbardziej my ochotę. Dla lepszego jutra i kolejnych dni, warto czynić dobrym już dzień dzisiejszy.

Przy odbijaniu się od przeszłości, czerpaniu z teraźniejszości i nakręcaniu się na przyszłość, nie do końca jednak jest tak, jakoby wstrzymywanie czegoś, wyczekiwanie, cierpliwość, wytrwałość i upewnianie się, nie miały żadnego sensu i celu. Czasem i chwilowe nic jest potrzebne, by oswoić się z własnymi marzeniami i oczekiwaniami, by rozpoznać jak żyć i czynić, żeby na tym niczym nie poprzestać. Bo o nic w pozornym niczeniu poza niczeniem nie chodzi, ani że nic nie ma, tylko że piękne, prawdziwe i głębokie jest samo przechodzenie od niczego do czegoś.

Dzisiejszy tekst nie jest o niczym. No bo ileż można pisać o niczym, czego nie ma. Ile słów można wylać, gdy z pozoru do niczego nie prowadzą. Podobnie jak wielu wypiera (nomen omen: wielu innych wybiera) motyw przewodni mojego skromnego bloga ze świadomości, z umysłów, z ust, z uszu, z serc, razem z błotem i kurzem spod butów i stóp. Przecież nawet jeśli ktoś ma mnie i moje życie za nic, to sam wiem, że aż tak zupełnie nic, to wcale nie znaczę. Ani inni Ludzie. Ani ten drugi Człowiek.

Dzisiejszy tekst miał być o niczym, ale nicości tu nie znajdziecie.

Nicość, pustka, próżnia, milczenie, cisza. Przed powstaniem świata, gdy nas nie ma, nim nas spłodzą, nim się urodzimy. Przez chwile naszych żyć, gdy uciekamy, gdy wszyscy zapomnieli, z dala od zgiełku wydarzeń, ludzi, miejsc. Wieczny spokój po śmierci, tylko z pozoru spokojny, bo jakże różny od pierwotnej nicości, o ile ktoś uwierzy.

A przecież w międzyczasie dzieje się całe życie. To dla pełni życia, pomimo obaw, lęków i niepewności, czasem lub częściej chcemy wypełniać i zapełniać nicość, i się to nam nierzadko udaje.

Nic — też coś może znaczyć, nie być pustką, lekceważącym przemilczeniem, frapującym pominięciem. Nie być zawiedzionym niedostrzeganiem, bezsilną ignorancją, bolesnym znieważeniem. Może okazać się przygotowaniem się do pełni, która tę pustkę wypełni. Do działań, którym należy powoli, acz konsekwentnie, nadać szerszy sens.

Zamieniamy nic w coś, antymaterię w materię. Choćby to w fizyce klasycznej niemożliwe, ale już w fizyce kwantowej próżnia też ma energię, a z anihilacji antymaterii z materią też promieniują niewielkie kwanty energii w postaci fal, takich samych jak światło, choćby dla ludzkiego oka niewidzialnych. To zapadnięcie się materii i antymaterii, także w jednym niemal zerowym punkcie czarnej dziury za horyzontem zdarzeń, którego jakby go nie było, a jest, dla naszych trzech wymiarów z pozoru nieistotne, ale w pozostałych wymiarach jakże ważne, z nich tworzą się nowe, być może lepsze światy.

Nie chcesz, żeby po tym tekście rzeczywiście nic nie zostało? To działaj, czyń. Bądź lepszy/a. Kochaj swojego człowieka, swoją połówkę lub swojego połówka. Kochaj innych Ludzi. Szanuj innych Ludzi. Motywuj do bycia tu i teraz razem lepszymi. Powiedz dobre słowo. Pomóż. Działaj.

Kiedyś nie potrafiłem pstrykać palcami. Nie dobrze jest zmieniać uczucia, emocje, poglądy, podzielane wartości, wypowiadane słowa, wagę ciała, tak bez żadnego znaczenia, ot tak, [pstryk], na pstryknięcie palca. Dla niektórych pstryknięcie palca nic nie znaczy, nie potrafią, nie dostrzegają, nie doceniają gestów tylko bodźce. Dla innych pstrykanie jest wyrazem pogardy, na obraz poganianego Kelnera, Taksówkarza czy Sługi. Nielicznym zwraca uwagę, bez negatywnych skojarzeń, by wytężyli słuch i wzrok. Gdy jest się zdolnym do zareagowania na jedno pstryknięcie dla wyjątkowej osoby, o ileż większe działania i emocje — niż nic — wzbudzać ona będzie wciąż pstrykając do nas palcami... Mały gest, duże możliwości.

Nic już, muszę już kończyć... Właściwie o niczym takim nic szczególnego nie napisałem. Niby nic, a jednak...



Sami Yusuf, Forgotten Promises, 2012

11 komentarzy:

  1. Bardzo wiele skojarzeń obudził we mnie ten Twój post.
    Jedno z wielu jest takie: że jeśli faktycznie byłbyś takim niczym, to tych właśnie ludzi, którzy Cię wypierają ze świadomości aż tak byś nie drażnił, nie denerwował, nie wkurzał tym, kim jesteś. :)
    Pozdrowienia i miłego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo negatywne emocje powstają właśnie w odpowiedzi na coś, a nie na nic. Jeśli zaś emocji ani negatywnych ani pozytywnych nie ma, dopiero wtedy nie ma niczego :) Dzięki, ja zaganiany tak, że nie tylko blog kuleje :)

      Usuń
  2. Tytuł.. taki sugestywny i tyle w nim się zawiera - czy to swoisty nihilizm, a może przekornie rozumieć - że właśnie "coś". Tylko kto czyta wartościowe dzieła jedynie przez pryzmat tytułu, czy okładki?;)
    Dziś powzdycham, jeśli pozwolisz:*
    Czasem mówię, piszę dużo, może za dużo.. ale czy to znaczy, że rezygnuję z tego wszystkiego co "między wierszami"? O tak, naprawdę chcę być rozumiana.. konieczność łopatologicznego tłumaczenia do skutku, albo przegadanie tematu sprawiają mi przykrość. Zasugerować coś jedynie (nawet jeśli to pół godzinny wywód;p), doczekać się odpowiedzi z drugiej strony:)
    Niejednokrotnie słyszałam zarzut, że ja tak wszystko analizuję, a nie czuję... No więc czuję, podobnie jak każdy, czasem może nawet zdarza się, że bardziej. Jedno drugiego nie wyklucza.. na szczęście, niestety. Rzadko kiedy uczucia, emocje powodują moje milczenie. Czy to oznacza, że w środku nic się nie dzieje? Oj dzieje się i przeżywam silnie i wzruszenia, i ból, i radości. Analizuję - tak mam. Wpisane w naturę. Nie mogę zrezygnować z tego, czy wyłączyć na życzenie. To nie chłodne kalkulacje, ani metodycznie przeprowadzane drobiazgowe sekcje, jak postrzegają to niektórzy.. Ci którzy nie znają, pewnie nie rozumieją.. irytują się.
    No, ale kto powiedział, że łatwo mnie kochać? Nie łatwo;), w przeciwieństwie do Autora kochanego o wyjątkowej wrażliwości, inteligencji:*
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam oj tam, cukrujesz, ale w Twoim wydaniu to lubię :) Dzięki :)

      Usuń
  3. Cześć:) Ten post jest tak naprawdę o wszystkim.

    Pozdrawiam Feniks

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo świat, ludzie i życie miewają dwie strony, tę lepszą i tę gorszą, które są niczym i wszystkim zarazem, a tylko od nas zależy, co chcemy tworzyć, zostawiać po sobie i widzieć... Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Niby nic,a jednak tak wiele.
    Nie mogłam sobie odmówić dalszego czytania więc nici z jutrzejszego deseru ( chyba,że pojawi się nowy post) i znów wstanę do pracy niewyspana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, przepraszam za nieprzespaną noc ;) Jak refleksje po lekturze reszty bloga? Szkoda, że swojego ukryłaś...

      Usuń
  5. Długie to nic... nic to! :D :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nawet nic może się dłużyć... Ale pośród tak wielkiego nic, można dostrzec, jak wiele tam jest! Bo nie liczy się niczenie, tylko...

      Usuń