28.08.2012

To, czego nie widzimy

Pierwszy raz po 18 latach byłem gdzieś za granicą. Pisząc to człowiek zdaje sobie sprawę, że w ogóle cokolwiek w moim życiu było już -naście i -dzieścia lat temu... Pierwszy raz od pięciu lat miałem urlop we właściwym tego słowa znaczeniu, nie pracując nad niczym, po prostu niezasłużenie mogąc cieszyć się towarzystwem i uprzejmością pięknych Ludzi, widokiem urokliwych miejsc, smakiem i zapachem potraw i trunków. Pierwszy raz byłem w Niemczech, pośród ludzi, których języka nie znam. Pierwszy raz podróżowałem sam, tak daleko, bez szczegółowego grafiku, co, gdzie, o której, z kim. Było wspaniale :)

Pierwszy raz praca nie przypominała się na urlopie, ani ja sam nie myślałem o tym, co dzieje się pod moją nieobecność. Pierwszy raz wracałem do pracy ze szczerym uśmiechem na twarzy. Oczywiście, powrót do niektórych obowiązków i ludzi ma swoje plusy i minusy, ale uśmiech miał inną przyczynę, zupełnie niezwiązaną z pracą. Ot, coś dostrzegłem.

Jednakże nie dostrzegam niektórych rzeczy. Chyba jestem za mało spostrzegawczy, albo czas już wymienić okulary na mocniejsze. A może jest wręcz odwrotnie, dostrzegam tak wiele szczegółów tworzących rzeczywistość, że efektywnie odnotowuję w świadomości tylko wybrane z nich, niekoniecznie te, które wskazuje ktoś, tak w moich oczach wspaniały, że już nic po drodze nie widzę. Ostatnie wpadki z niechcianymi zdjęciami mnie tylko w tym utrwalają, że inaczej postrzegam życie, ludzi i świat. Uczą, że muszę jeszcze bardziej empatycznie wchodzić w to, co widzą inni. Wytłumaczenie, że jako facet nie zwracam uwagi na szczegóły, jest tak w tej sytuacji zadowalające, jak nieprawdziwe :P Być może zwracałbym uwagę na elementy kobiecego ciała, ale tak nie jest.

Niektóre zjawiska widoczne i niewidoczne dla oczu więc dostrzegam. Ale nie tylko ja coś dostrzegłem, choć w innym momencie i kontekście. Ot, przecież aż tak bardzo nie można się zmienić bez przyczyny, nieprawdaż? Więc ktoś kogoś w mojej pracy pyta, czy się zakochałem, czy w dziewczynie, czy w chłopaku, bo ma przeczucie, że to drugie. I jeszcze celnie adresuje pytanie do kogoś, kto zna odpowiedź. Przyznam, że na całą opowiedzianą sytuację w duchu, sercu i na twarzy szeroko się uśmiecham, Bóg mi świadkiem :D Nie tak przecież dawno sam coś widziałem.

I choć odpowiedź nie padła, to teraz ja muszę się zdecydować, jaka odpowiedź ma iść w świat, gdy ktoś pyta. Ale nie wiem, co Inni za mnie mają mówić, skoro w ogóle już okazują się być na tyle w porządku, że mnie o to pytają. Ja sam wiedziałbym, komu i co ja powiem. Od innych niczego, ustalonej wersji, milczenia ani kłamstwa domagać się nie mam prawa. Nie chcę nikogo czynić zakładnikiem mojego życia. Tym bardziej, że etap listy osób wtajemniczonych w perspektywie 10 lat mojego życia się rozmyje, już nie mam wpływu na nikogo. Dlaczego od jednych miałbym czegokolwiek wymagać, a inni będą paplać na lewo i prawo.

Dla mnie temat homoseksualizmu już nieco okrzepł, ale świat bywa brutalny, zwłaszcza w pracy. Przecież nie planowałem publicznego coming outu. Dziś co prawda nie byłaby to dla mnie tragedia, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej bym się uśmiechał :P, ale wiele to zmienia. Przecież nie chcę, by wszyscy musieli się odnosić do mojej orientacji seksualnej, a moja firma to doskonałe miejsce na takie ploty.

Wisi to mi i powiewa, co i kto będzie mówił, ale czy mam to sam prowokować? Nie mam i nie chcę mieć plakietki na czole, przez którą mnie wszyscy będą identyfikować i poznawać. Jeśli ktoś tak mnie od nowości pozna lub dopiero teraz rozpozna, bo się sam zainteresował lub dowiedział przypadkiem, nie ma problemu. Ale serio, przecież nie o to chodzi, by się tematem narzucać. Co innego dopuścić, że ktoś może się dowiedzieć, a co innego, że wiedzą wszyscy.

Wiele już w tym temacie porad otrzymałem (lub sam sobie wyczytałem między słowami) od ludzi podobnie zorientowanych po ludzi zorientowanych mainstreamowo ;), od homoseksualistów ukrytych po ujawnionych. Postaw jest wiele, ale dużo jest takich jak moja: problemu nie ma, ale nie wszyscy muszą wiedzieć. Tylko to nie jest odpowiedź na czyjeś pytanie, czy lub co ma mówić za moimi plecami, gdy pyta jeszcze ktoś inny.


Hurts, Illuminated z albumu Happiness, 2011

9 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz Mateusz - mam znajoma, ktorej starszy syn jest w wieku moich corek - trzydziestolatek. Jego mlodszy brat juz dawno sie ozenil - oczekuje narodzin dziecka. A trzydziestolatek NIGDY nie mial zadnej dziewczyny. Wg mnie - moze byc ukrytym gejem, bo jakos trudno mi sobie wyobrazic, ze w doroslym zyiu nie zdazyl zainteresowac sie jakakolwiek dziewczyna. Ale za cholere bym sie nie osmielil glosno wypowiedziec tego, co teraz napisalem - gdybym to uczynil - okazalbym niesamowite grubianstwo - wrecz CHAMSTWO. To wlanie prywatnosc jego sexualnosci - takiej czy innej - bez znaczenia. Dla mnie nie ma problemu i nie wszyscy musza o tym wiedziec. Ja tez nie musze - to nie moja sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miał rodzeństwo, być może pisałbyś o mnie. A jednak nikt chamem nie był, nikt mnie wprost nie zapytał. Mnie. Bo za plecami, to inna sprawa. Masz rację, że każdy ma prawo do przeżywania życia tak, jak chce (póki nie krzywdzi innych). Być może żałuję dawnej postawy, ale miło mi, że inni szanowali wtedy mój wybór ukrywania się. Chcę, by szanowali i teraz.

      Usuń
  3. he he - pierwszy komentarz usunalem, bo zauwazylem w nim bledy literowe. A w powtorce (komentarz nr 2) tez je widze WRRRR

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nauczyłam się kiedyś jednej zasady - żadnych przyjaźni i spoufaleń w pracy. Owszem, relacje jak należy, czyli uprzejme, ale czym mniej współpracownicy wiedzą o Tobie tym lepiej. A na to, czy ktoś mówi czy nie mówi za twoim plecami o Twoich sprawach, nie masz na to wpływu, ludzie zawsze gadają i będą gadać. Ci, którzy znają prawdę, pytani zawsze mogą powiedzieć "nie wiem, to nie moja sprawa" a ty - no właśnie, ja bym chyba udawała, że pytania nie słyszę i zaczęła temat o pogodzie, albo zadała jakieś pytanie tyczące pracy. Naprawdę nie ma obowiązku w żadnej pracy, i w ogóle, by tłumaczyc się publicznie ze swoich uczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko jestem zbyt otwarty, by wciąż bronić otoczenie, także w pracy, przed wiedzą na temat mojego prywatnego życia. Nie należę do odludków. Ten jeden szczegół z mojego prywatnego życia dotąd mnie blokował, a większość osób wiedziała, że trzymałem dystans. Ale też chcę się integrować, teraz bez żadnych zastrzeżeń. Teraz gdy wszyscy widzą, że się zmieniam, niektórzy interesują się mną bardziej. I są sytuacje, gdy bez względu na odpowiedź lub jej brak, prawdziwą ją można odczytać po zachowaniu. I chyba tak było w tym przypadku.

      Usuń
  5. jak obiecał, tak zrobił... słowny pan jest :) a jak Ci tak ciągle powiewa, to też niedobrze... są na to niebieskie tabletki! :P ściskam ciepło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasadniczo to obietnicy nie spełniłem, bo zastanawiałem się nad bardziej szczegółową relacją, a wyszło jak zwykle, enigmatycznie. A kłopot właśnie w tym, że jedne rzeczy powiewają, a inne sztywno się odbiją, choć nie powinny, bo nie ma się kto nimi zająć...

      Usuń