A ja jak zwykle spóźniony, bo wszyscy zdążyli już odblogować i odkomentować pamiętny poniedziałek, tylko nie ja... Pocieszam się, że ostatni bywają pierwszymi ;)
Tymczasem cofnijmy się dwa tygodnie wstecz... Może ostatnio znajduję mniej czasu na blogosferę, ale że Vermis nie pierwszy raz chciał się wymigać przed zasłużonym(!!!) wyróżnieniem oraz że spiknął sobie Agatę i Iw-nową na oprowadzanie w Warszawie, to wiedziałem zawczasu.
Nie wiedziałem natomiast, że niewinnie rzucony za moimi plecami żart i zakład (ja Wam dam... ;) tak za moimi plecami, bez mojej zgody... tam to się inne rzeczy mogą dziać, ale nie takie :P żartuję :*) spełni się w realu, bo spontanicznie (ha, troszkę za radą Mr_Unknown’a) przystałem na propozycję bycia skromną częścią tej pięknej historii w Warszawie, choć moja podróż trwała dłużej niż wspólne spędzone chwile. I nie wiem, co bardziej zdziwiło mojego Ojca i kilka Osób w pracy: termin spotkania (jechać do Warszawy na poniedziałek, a nie na weekend?!? a we wtorek z powrotem do pracy?!? co lub kto może być takie ważne?!?), czy fakt, że zapytany bez ogródek odpowiadałem, że jadę poznać kilkoro wspaniałych Ludzi, zaprzyjaźnionych blogerów poznanych przez internet. Samo podróżowanie może już nikogo nawet nie dziwi.
W ostatnim czasie trochę się najeździłem po Rodzinie (wcale nie walcem) w ramach podtrzymywania więzi i pielęgnowania żywego drzewa genealogicznego. A co, mam po prostu wspaniałych Krewnych, z którymi na co dzień brak czasu na spotkania, a wielu dalekich i jeszcze dalszych krewnych po prostu wciąż nie poznałem osobiście, choć tyle się listownie, telefonicznie i wirtualnie znamy. Co prawda przez to częściej muszę się tłumaczyć z braku dziewczyny, ale trudno, już nie kłamię, choć większość jeszcze nie przekroczyła oczywistej bariery.
Nie wiedziałem natomiast, że niewinnie rzucony za moimi plecami żart i zakład (ja Wam dam... ;) tak za moimi plecami, bez mojej zgody... tam to się inne rzeczy mogą dziać, ale nie takie :P żartuję :*) spełni się w realu, bo spontanicznie (ha, troszkę za radą Mr_Unknown’a) przystałem na propozycję bycia skromną częścią tej pięknej historii w Warszawie, choć moja podróż trwała dłużej niż wspólne spędzone chwile. I nie wiem, co bardziej zdziwiło mojego Ojca i kilka Osób w pracy: termin spotkania (jechać do Warszawy na poniedziałek, a nie na weekend?!? a we wtorek z powrotem do pracy?!? co lub kto może być takie ważne?!?), czy fakt, że zapytany bez ogródek odpowiadałem, że jadę poznać kilkoro wspaniałych Ludzi, zaprzyjaźnionych blogerów poznanych przez internet. Samo podróżowanie może już nikogo nawet nie dziwi.
W ostatnim czasie trochę się najeździłem po Rodzinie (wcale nie walcem) w ramach podtrzymywania więzi i pielęgnowania żywego drzewa genealogicznego. A co, mam po prostu wspaniałych Krewnych, z którymi na co dzień brak czasu na spotkania, a wielu dalekich i jeszcze dalszych krewnych po prostu wciąż nie poznałem osobiście, choć tyle się listownie, telefonicznie i wirtualnie znamy. Co prawda przez to częściej muszę się tłumaczyć z braku dziewczyny, ale trudno, już nie kłamię, choć większość jeszcze nie przekroczyła oczywistej bariery.
Przyszła mi niegłupia myśl do głowy, by odwiedzić jedną czy drugą Rodzinę w Warszawie, ale za późno się do tego zabrałem. Zamiast tego wyszło, że najwyraźniej nie znam dość dobrze pewnej Kuzynki, a Ona nie zna mnie. Myślała, że grzeczny, spokojny i ułożony ze mnie chłopiec, na którego życiu nie ma żadnej rysy. No może tak trochę było z przyczyn leżących u początku niniejszego bloga, ale nie do końca, bo niespożyta energia we mnie kipi, tylko nie wszystko i wszędzie wypada, a każdy miewa wiele masek, różne natury i oblicza, jak i wiele przeżyć, które wpływają na to jak nas widzą. Podświadomie wiedziałem natomiast, że mam do czynienia nie tylko z pięknym, ale równie inteligentnym Człowiekiem, dla którego rysa świadomie pokazana pomiędzy moimi słowami będzie doskonale widoczna pod tylne światło. Nie wiedziałem tylko, że mam przyjemność z pocieszycielką niniejszym niejednego Geja, dla której nie muszę nazywać rzeczy po imieniu, by się domyśliła. Chciałbym Ją poznać na żywo, sympatyczna z niej dusza... Nasze ramy czasowe okazały się jednak zbyt ograniczone, ale niebawem mam na liście rezerwowej 11 listopada, więc może...
Czasami jestem bardziej śmiały i otwarty niż wypada, a potem różne z tego rzeczy wypływają. Niechcący podglądając Vermisa w szafie, popłynąłem lawiną nie mniej zwariowaną, niż ja sam ukrywający się w głębi mojej niedoskonałej osoby.
Po całonocnej podróży nieogrzewanym pociągiem do zimnej Warszawy o mglistobladym świcie przywitał mnie ciepły uśmiech V. (hmm, wybacz, jednak nie taki jak tamtego lipcowego Kierowcy hotelowego z Krakowa :P) oraz gorąca kawa wypita we trójkę z MrU.
Po chwili doszła z nami A., prowadząc niby przypadkiem poprzez zbawienne tęczowe zakątki (częściowo spalone na początku tego samego przedłużonego weekendu) oraz miejsca z czerwonymi tabliczkami — do pięknej łazienki bez dachu.
Przez kilka godzin spaceru zaczęliśmy i nie skończyliśmy wielu tematów oraz zmęczyliśmy nogi. Mieliśmy z A. taki plan, że ja masuję nogi jednemu, a A. drugiemu ;) :D. Niestety Chłopaki nie dali się rozdzielić, chodzili ze sobą tak nierozłącznie, że po chwili nawet wyciągnięty na wierzch aparat zdawał się Im nie przeszkadzać ;) A takimi i innymi pięknymi widokami, nie tylko tymi nieśmiało uciekającymi przed obiektywem, nacieszyć się nie mogłem.
Otrzymaliśmy od A. piękne ręcznie robione sówki z tęczowymi sercami, a dla mojej przyszłej oby Chrześnicy dostałem także ręcznie (nie-ustnie) haftowany obrazek, swoją drogą idealnie pasujący do ścian Jej (niestety nowego) pokoju :) Dziękuję raz jeszcze :* Był też specjalny gość parkowej wizyty. A nawet goście. Tylu wiewiórów naraz chyba nigdy nie widziałem :D
Gdzie moje orzeszki?!? Oddawaj!
Jeszcze większa urosnę...
Szkoda, że A. nie została z nami dłużej. Chyba wystraszyła się tego kolorowego pana, który zmierzył z góry na dół To, co nie Jego, choć akurat Nią nie był zainteresowany ;) A raczej pobiegła szukać okupu ;) dla PM i córci, którzy zostali w domu. Tak sobie myślę, jakie to szczęście, że Państwo oraz Państwo, każde odpowiednio, mają siebie... :)
Potem załapaliśmy się za to na domową wizytę u Iw, która przejęła wartę (Wisłę) od A. Może akuratnie ja jako niezapowiedziany gość powinienem był się czuć cokolwiek skrępowany, ale kiedyś zaczęliśmy rozmowę o Berlinie, tak jakoś nie było okazji się lepiej poznać, a towarzystwo było tak serdeczne, że nawet nie w głowie mi było uciekanie :) A w domu na szczęście prądu starczyło na pyszną kawę wypitą przy pysznym serniku z grzybków. Dziwne to uczucie podążać śladami tego, co chwilę wcześniej widziało się wirtualnie, a przecież za każdym virtuum siedzi czyjeś prawdziwe życie :) Czuję niedosyt tej pozytywnej energii i życiowej mądrości, których ledwie cząstką Iw dzieli się ze swoimi Czytelnikami :)
Niestety czasu nie było wiele. Wróciliśmy do centrum, przy okazji zwiedzając wszystko na kółkach, ku uciesze nóg Nieznanego. Tam w błysku własnych reporterskich fleszy ;) odprowadziłem V., MrU. i Iw na główną uroczystość tego dnia.
Potem załapaliśmy się za to na domową wizytę u Iw, która przejęła wartę (Wisłę) od A. Może akuratnie ja jako niezapowiedziany gość powinienem był się czuć cokolwiek skrępowany, ale kiedyś zaczęliśmy rozmowę o Berlinie, tak jakoś nie było okazji się lepiej poznać, a towarzystwo było tak serdeczne, że nawet nie w głowie mi było uciekanie :) A w domu na szczęście prądu starczyło na pyszną kawę wypitą przy pysznym serniku z grzybków. Dziwne to uczucie podążać śladami tego, co chwilę wcześniej widziało się wirtualnie, a przecież za każdym virtuum siedzi czyjeś prawdziwe życie :) Czuję niedosyt tej pozytywnej energii i życiowej mądrości, których ledwie cząstką Iw dzieli się ze swoimi Czytelnikami :)
Niestety czasu nie było wiele. Wróciliśmy do centrum, przy okazji zwiedzając wszystko na kółkach, ku uciesze nóg Nieznanego. Tam w błysku własnych reporterskich fleszy ;) odprowadziłem V., MrU. i Iw na główną uroczystość tego dnia.
Narodowy (jeszcze nie zatopiony):
Niektóre pedały nie tylko zaglądają do kościołów...
Potem spędziłem jeszcze rozmawiając kilka godzin chyba z Nim. Szkoda, że mieszkając tak daleko, nie mogę częściej wpadać choćby na kawę czy piwo, by posłuchać, pogadać, powymieniać doświadczenia, tak po prostu jak z Przyjacielem. Dziękuję.
Będę mało oryginalny, ale... Bilet kolejowy w jedną stronę — ok. 60 zł. Jedna kawa — 12 zł. Poznać pięciu wspaniałych Ludzi — bezcenne. Dziękuję! :* :) I ja poproszę o następny raz i więcej czasu :)
Będę mało oryginalny, ale... Bilet kolejowy w jedną stronę — ok. 60 zł. Jedna kawa — 12 zł. Poznać pięciu wspaniałych Ludzi — bezcenne. Dziękuję! :* :) I ja poproszę o następny raz i więcej czasu :)