2012-04-06

Sens cierpienia

Tak sobie myślę, w Wielki Piątek...

Boże, po co to wszystko? Po co sprowadzasz nas na świat, by po tak pięknej, lecz krótkiej chwili, odebrać nam życie? Jaki sens ma śmierć, jaki sens ma życie? Dlaczego my, Twoje nieheteronormatywne dzieci, doznajemy nienawiści i niezrozumienia od innych Twoich Dzieci? Ileż więcej, Chryste, musiałeś cierpieć za wszystkich na Krzyżu?

Boże, choć Cię nie pojmuję, nad wszystko miłuję. Wierzę, że Twoja Miłość spływa na wszystkich ludzi, także na nas. Proszę, spraw, by ludzie, wśród których żyjemy, zaakceptowali to, że my też kochamy, czujemy, żyjemy... By nie osądzali nas, nie znając prawdy.

Niech najbliższe święta przyniosą czytającym te słowa chwilę na zastanowienie się nad sensem życia, śmierci i cierpienia. Niech potrzebującym przywrócą nadzieję na odnalezienie miłości i swojego szczęścia wśród ludzi. A wszystkim dadzą pogodę ducha na nadchodzącą wiosnę :)

Wesołych Świąt!

The Celtic Tenors, Adagio for Strings (Agnus Dei), komp. Samuel Barber

2012-04-04

Spedalone ruchy

Byłem i jestem świadomy mojej naiwności, ale że okazałem się aż tak naiwny? Tego nie wiedziałem. Otóż podobno jednak ponadprzeciętnie gestykuluję rękoma... :) Czyli tak jak się spodziewałem i obawiałem, widzę siebie inaczej niż inni. O inne cechy (jak inni mnie postrzegają i tłumaczą sobie moje zachowanie) bałem się spytać, nie wzbudzając większych podejrzeń.
A już byłem dość śmiały, bo wprost zapytałem, czy przez moją gestykulację nie jestem zbyt... pedalski. Był i pretekst, bo podobno mamy nowego pracownika, cytując ubawione z niego koleżanki: "spedalony koleś", "typowy pedałek", o "spedalonych ruchach". W tym kontekście łatwiej mi było użyć słów "ja" i "pedalski" w jednym zdaniu. Naturalna odpowiedź koleżanki była taka, że ja po prostu często pokazuję to co mówię [:)] i "nie mam powodów do obaw"...
Bomba.
Albo jest przekonana, że jestem pedałem i mnie uspokaja, że tego aż tak nie widać; albo już dawno odrzuciła podejrzenia, że mógłbym być gejem, i dlatego mnie uspokaja, że mojej męskości nic nie brakuje. Jakby jedno przeczyło drugiemu. Ale nie ważne.
Oczywiście, "spedalone ruchy" o niczym nie świadczą. Ani ich brak. Przede wszystkim zaś, nie mówią nic o tym, jak wartościowy jest człowiek, którego określa się takim mianem, ani co sobą reprezentuje.


Czy według Was "pedał" jest słowem obraźliwym? A jeśli odpowiedź nie zawiera się w słowach: tak lub nie, to w jakim kontekście i wobec kogo to słowo będzie neutralne?


Niebawem moim pedalskim krokiem podążę z Przyjaciółmi na Drogę Krzyżową. Może między poszczególnymi stacjami przypomnę sobie, co ja tutaj w ogóle robię na tym świecie...
Janusz Radek, Zdumienie z oratorium Zbigniewa Książka i Piotra Rubika Tu Es Petrus, 2005

2012-04-02

Stereotypy

Dotąd żyję i zachowuję się jak heteronormatywny singiel.

W moim zewnętrznym zachowaniu nie dostrzegam zbyt wielu stereotypowych symptomów, jakie osoby heteroseksualne wyobrażają sobie o gejach. Takie schematy i kontrschematy myślenia wpojono także mi. Osobiście mam pełną świadomość, że zgodność lub sprzeczność ze stereotypami niczego nie dowodzi, jakże często natomiast potrafi hipokrytycznie usprawiedliwiać złe emocje. Być może jestem jednym z wielu tego przykładów, że stereotypy nie wszędzie działają, tak jak nie ma żadnej czeklisty, która pozwalałaby jednoznacznie przesądzić o cudzej orientacji. Stereotyp nie staje się prawdą, choć niektórzy i tak wiedzą lepiej. No ale popularne media i wyalienowanie gejów (bo to, co się pokazuje, nie jest reprezentatywne, ani wbrew zarzutom nie odpowiada nawet promowaniu) swoje zrobiły. Stąd własnego zachowania oceniać i komentować niby nie powinienem. Zapewne będę tyleż nieobiektywny, co naiwny.

Wydaje mi się, że mój chód, sposób poruszania się, nie odbiega od normy. Raczej nie jest zniewieściały, cokolwiek to nie znaczy. Gestykulacja i mowa ciała bez zbędnych ozdobników. Sposób odzywania się i sposób bycia też w normalnej normie.

Czego nie mogę powiedzieć o kilku heteroseksualnych znajomych. Czasem w duchu się śmieję, że taki jeden, który buńczucznie wyzywa różne bolączki od "pedalstwa" i "pedałów" (na pewno nim nie jest), sam zachowuje się często i o wiele bardziej jak "pedał" niż ja... :) Ironia losu. Tak naprawdę nie czynię Mu tym żadnego wyrzutu. On wcale nie zachowuje się "jak pedał", to tylko wina mylnego wyobrażenia o gejach.

Pewnie, że czasem coś wymachnę rękoma, albo w śmiechu mi się głos dziwnie załamie, ale bez przesady z tymi stereotypami, robię to nie częściej niż wszyscy. Nie każdy świadom mowy ciała albo tenor to od razu gej :)

Również nie ma u mnie przesadnego nacisku na wygląd, fryzurę, ubiór czy perfumy. Metroseksualny nigdy nie byłem. A wręcz ostatnio coraz bardziej grzeszyłem niestarannością (jednak dziś wydaje mi się, że wynikało to raczej z nieakceptowania siebie). Bo swoje wiem i widzę, jak trzeba to potrafię, mógłbym nawet siebie nazwać estetą; a że o kosmetykach, ciuchach, ozdobach, torebkach czy butach nie zwykłem rozmawiać, to inna sprawa.

"Gorzej" u mnie już z zainteresowaniami.

Do sportów oglądanych, ani uprawiania sportów zespołowych, nigdy mnie nie ciągnęło. Samochody cenię sobie za wygodę, ale nic poza tym. Stereotypowe koniki małych chłopców mnie nie pociągały.
Ciągnie mnie za to do muzyki, tej słuchanej, grywanej i śpiewanej. Uwielbiam kino i teatr, jak i musicale. O niejednym z ulubionych utworów czy wykonawców słyszałem już (często z zaskoczeniem, że "też"), jakoby byli wielbionymi przez homoseksualistów. Stereotypy?

Należę do osób tolerancyjnych, staram się rozumieć innych (przerost empatii), miłuję świat ludzi i natury. Nigdy nie przejawiałem nienawiści ani agresji wobec kogokolwiek. Nad rywalizację i walkę czy własne sukcesy cenię sobie dobrą współpracę i wspólne dobro. Wolę pokój niż wojnę. To też niezbyt odpowiada ideałom męskości.
Ale taki po prostu jestem. Tu nigdy nie zachowywałem pozorów, nic nie udawałem. Z natury rzeczy nie pociągają mnie natomiast kobiety, a przed pociągającymi mężczyznami (co z trudem, ale i powalającą szczerością, niedawno wyznałem) uciekałem...
Naiwnie myślę, że mimo wszystko, co do zasady, zewnętrznym zachowaniem nie dawałem żadnych pewnych sygnałów homoseksualizmu, co najwyżej nieskonkretyzowane podejrzenia. No chyba, że ktoś bacznie i systematycznie obserwował moje zachowanie wobec kobiet i mężczyzn; wobec tych pierwszych pewnie czegoś brakowało, wobec tych drugich nie nad wszystkim dało się zapanować... (ale bylibyście zdziwieni, ile można). Na pewno domyślać można się było z mojej wrażliwości i ogółu zainteresowań. No ale takie wnioski wyciągam po nieco zgłębionej autopsychoanalizie. Mam nadzieję, że nikt inny takiego śledztwa przeciwko mnie nie robił ;) Nie dlatego, żebym miał się wstydzić. Taka jest prawda, jestem gejem. Natomiast takie dociekanie raczej źle świadczyłoby o kimś. Przynajmniej byłoby nieuczciwe wobec mnie.

Tak wygląda moja konfrontacja z obiegowymi opiniami.

Starałem się unikać dotąd sytuacji, w których różne moje cechy mogłyby zbyt dobitnie ujawnić moją orientację. Choć sam na razie jeszcze jej nie rozgłaszam, zaczynam akceptować siebie i zmieniam się wewnętrznie. Teraz jest mi to trochę wszystko obojętne, czy ktoś coś więcej zauważy i skojarzy. Brawo za spostrzegawczość, panie i panowie, mieliście rację. Mimo wszystko, choć z niektórymi osobami w końcu zechcę się tym podzielić, nie popadam w drugą skrajność i nie chciałbym orientacji wpisywać do dowodu osobistego. Ja jestem również gejem, ale nie tylko; przede wszystkim wciąż jestem tą samą osobą, którą niektórzy znają. To, że na tym blogu jak dotąd piszę akuratnie tylko o homoseksualizmie, wynika tylko z tego, że w ten sposób chcę poradzić sobie z wyparciem. Nie było to wyparcie ze skrajności w skrajność (na szczęście, bo nie wyobrażam sobie, bym mógł kogokolwiek nienawidzić), ale uśpiło mnie na lata. Stąd przeprosiny należą się tym, którzy szukali tu tylko łatwych tematów. Na te (oby!) przyjdzie jeszcze czas :)

Ciekaw jestem natomiast, czy kiedyś po latach ktoś stwierdzi, że zachowuję się już jak typowy gej...? :)

Rufus Wainwright, Cigarettes & Chocolate Milk z koncertu w Royal Albert Hall, Londyn 22.11.2010
oryginalnie z albumu Poses, 2001